czwartek, 11 lipca 2019

Jezus z Nazaretu. Od wjazdu do Jerozolimy do Zmartwychwstania - Benedykt XVI



Jezus z Nazaretu. Od wjazdu do Jerozolimy do Zmartwychwstania to jedna z części tryptyku Benedykta XVI poświęconego postaci Chrystusa i jego ziemskiemu życiu. Tom ów obejmuje ostatnie  osiem dni życia Jezusa na Ziemi, a więc okres między Niedzielą Palmową a Wielkanocą. 

Choć jest to publikacja dotykająca tak krótkiego okresu, myśli papieża zostały tu zebrane na trzystu stronach rzetelnej analizy gestów Mojżesza i wypowiadanych przez niego słów oraz przyjrzenie się tym, którzy nieustannie mu towarzyszyli. 

Benedykt XVI poza Jezusem koncentruje się także na apostołach, uczonych, ale również oprawcach Chrystusa, odnosząc jednocześnie swe rozważania do czasów współczesnych i na bieżąco zastanawiając się, co mogą one dać człowiekowi żyjącemu dziś. Z całą pewnością nie jest to lektura łatwa - w wielu miejscach sprawiać może ona trudności, a to przez wielką erudycję autora. Tak naprawdę to rozprawa naukowa, badająca stosunki między ówczesnymi a współczesnymi przepisami, obyczajami, kulturą i znaczeniami w oparciu o dostępne źródła. Już sam zapis bibliograficzny świadczy o tym, jak wiele pracy badawczej zostało włożone w przygotowanie tej publikacji. Papież bowiem swoje własne poglądy i spostrzeżenia zestawia z tym, co zostało dotąd powiedziane przez Ojców Kościoła, jak i biblistów czy badaczy, dając tym samym czytelnikowi możliwość wyrobienia sobie własnej opinii w oparciu o naukowe dociekania.

Z wielkim przekonaniem mogę powiedzieć, że nie jest to lektura dla każdego. Przez liczne odniesienia, teologiczne rozpoznania i gros specjalistycznego słownictwa, czytelnik bez odpowiedniego (chociażby pobieżnego) przygotowania może się w niej łatwo pogubić. Nie jest to lektura na jeden wieczór - to opracowanie służące namysłowi, refleksji i wymagające pełni koncentracji oraz oddania mu swoich myśli.

Polecam tę jakże ciekawą opowieść o ostatnich ziemskich dniach Chrystusa. 





środa, 10 lipca 2019

Mapy, których nie masz - Aleksandra i Daniel Mizielińscy




Pamiętacie absolutnie fenomenalne Mapy Aleksandry i Daniela Mizielińskich, publikację tak wspaniałą, że doczekała się wydań na całym świecie, rozsławiając naszych cudownych ilustratorów?

Niewiele po premierze wydana została ich edycja limitowana - pomarańczowa. Nie każdemu udało się wówczas na nią załapać. Wielka to była szkoda, bowiem wersja ta uzupełniona była dodatkowymi mapami, budziła więc pożądanie kolekcjonerów.

Dla tych jednak, którym nie udało się załapać, mam dobrą wiadomość! Oto Wydawnictwo Dwie Siostry  zdecydowało się na wydanie książki Mapy, których nie masz, a które stanowią zestaw 24 map uzupełniających wydanie podstawowe, niebieskie. 

Kapitalna wiadomość, prawda?

To książka na lata, idealny prezent dla dzieci z każdej okazji - na Komunię, na urodziny, imieniny, święta, a nawet bez specjalnych okoliczności. Cena nie jest wygórowana (44,90 zł), a jeśli macie wydanie podstawowe, to chyba nawet nie muszę Was przekonywać, że warto? 

Wydanie to zawiera między innymi mapy państw nam bardzo bliskich, takich jak Słowacja, Estonia, Łotwa, Litwa, Węgry, Ukraina, ale także nieco dalszych - Norwegii, Danii, a nawet Korei Południowej, Tajwanu, Iranu, Etiopii czy Indonezji. 

Spis treści klasycznie już został ujęty na mapie świata, na której kolorem zielonym oznaczono te kraje, które wcześniej przedstawiono w wydaniu podstawowym. Po raz kolejny jestem zachwycona i będę polecać ją absolutnie wszystkim - jest idealna do oglądania, poznawania znanych i nieznanych państw oraz ich cech charakterystycznych, kultury, potraw, strojów ludowych, ważnych miejsc, zabytków, postaci i wielu innych elementów, które każdorazowo zaprezentowane zostały na każdej z map.

Co zresztą dadzą moje opowieści, sami zobaczcie:


Źródło ilustracji

Źródło ilustracji

Chyba już rozumiecie, że warto wydać każde pieniądze?:)



Gliniany most - Markus Zusak



Grube książki to dla mnie zawsze obietnica wielkiej przygody. Tym większej, gdy autor powieści przez lata utrzymywał fanów w abstynencji czytelniczej od swych książek, a ni stąd, ni zowąd powraca, dzieląc się ze światem kolejnym tekstem.


Markus Zusak, za sprawą fenomenalnej Złodziejki książek zyskał czytelników na całym świecie. Nie jest on jednak autorem, który rokrocznie bombarduje odbiorców swoimi publikacjami - pisarz każe na siebie czekać, rozbudzając apetyt i niepohamowaną ciekawość, gdy tylko wieść o jego nowej książce obiegnie czytelniczy świat. 

Pojawienie się Glinianego mostu to święto dla fanów jego twórczości. Oto długo wyczekiwana opowieść dedykowana - co mogę stwierdzić już po lekturze - czytelnikowi wytrwałemu, cierpliwemu i gotowemu na chwile niekomfortowe, które należy przetrzymać, by dotrzeć do serca powieści. 

Pierwsze dwieście stron to bowiem wyboista droga znaczona irytacją, złością, chęcią rzucenia książką w kąt i zżymaniem się na autora. W Gliniany most bardzo trudno się wgryźć - autor zdecydował się na przeplatanie czasów obecnych z retrospekcjami, jednak w wielu miejscach zamiast  opowiadać chronologicznie, za nic miał linearność, powodując u czytelnika narastające rozdrażnienie, ewokowane przez mnogość wydarzeń i splatających się wątków. Tak naprawdę bowiem przez 1/3 książki odbiorca nie ma pojęcia dokąd ta opowieść tak naprawdę zmierza i czemu służy. Poznaje Claya i jego braci, krok za krokiem odsłaniane są ich rodzinne karty, jednak tym, co stanowi jedyną wiedzę, jest świadomość ważności mostu, który ma stanowić formę oczyszczenia, pracy żałoby i odkupienia. Zusak wcale nie ułatwia czytelnikowi lektury - język powieści jest bardzo specyficzny - w wielu miejscach myśli bohaterów zostają urwane, zawieszone, niedopowiedziane, to zaś w połączeniu z formą jaką przybrała opowieść, może wielu odbiorców zrazić i zmusić do porzucenia książki - nieważne, jak wielkim był dotąd miłośnikiem autora.

Warto jednak wytrzymać, bowiem po przekroczeniu 190 strony, wszystkie brakujące elementy zaczynają wskakiwać na właściwe miejsca, a powieść staje się zrozumiała i... wciągająca. Irytacja i wściekłość  bezpowrotnie mijają, a czytelnik może odtąd oddawać się lekturze wielowarstwowej, śledząc losy niezwykłej rodziny Dunbarów, w której miłość przeplata się ze złością, czułość z przemocą, a relacje między braćmi do końca pozostają zagadką. 

Polecam tę książkę czytelnikom wymagającym (od twórcy i od siebie samych), niestrudzonym, wrażliwym i spokojnym. Po niełatwym początku znajdziecie w niej wiele wzruszeń, a nade wszystko opowieść inicjacyjną o próbie uporządkowania chaosu powstałego po rozpadzie rodziny i konieczności szybkiego stania się mężczyzną. Warto, choć może to być jedna z najtrudniejszych do przebrnięcia i najbardziej angażujących lektur lata.




wtorek, 9 lipca 2019

Dzikie sekrety przyrody - Andy Seed

Widzieliście wyzwanie #lipiecnaturalnie na moim Instagramie? Jeśli jeszcze nie, to gorąco zachęcam Was, abyście dołączyli do zabawy czytelniczej, która przy okazji może zrobić coś dobrego dla środowiska.

Tymczasem mam dla Was jedną z propozycji do wykorzystania w tej zabawie (choć ze względu na datę premiery poniewczasie), a jest nią książka dedykowana młodszym czytelnikom - Dzikie sekrety przyrody, której autorem jest Andy Seed.

Publikacja wpisuje się w znaną już konwencję książek zbierających ciekawostki / anegdotki / odkrycia / fakty dotyczące świata roślin i zwierząt, z tym, że pomyślana została tak zgrabnie, że nawet osoba, która ma już podobnych wydań sporo (ja) z chęcią po nią sięgnie. 

Największym atutem Dzikich sekretów przyrody jest lekkość formy i humor z jakim prezentowane są kolejne informacje. Nie ma tu zadęcia, moralizatorstwa czy - o zgrozo! - naukowości. Autor w swej książce z sobie znaną swobodą odpowiada na dziesiątki pytań dotyczących otaczającego nas świata. Część informacji jest szalenie przydatna, gros ma zaś formę ciekawostki, którą można później zaszpanować przed znajomymi. Poza wiedzą, ta książka to zabawa - są w niej kwizy, łańcuszki, historyjki prowokujące wybuchy śmiechu i za nic niepróbujące ich łagodzić. 

W tabelach zostały w niej zebrane wyniki rekordzistów w przeróżnych kategoriach, w dymkach mity i fakty, zaś w specjalnie dedykowanych miejscach fakty dość wstydliwe - np. waga [nieraz (bardzo) ciężka]. Zestawiono także rodzaje poroża, menu niektórych zwierząt, wymowę ich nazw w różnych językach (wiedziałeś, że wilk po walijsku to blaidd?), a to wszystko w kilku głównych działach: Imponujące stworzenia, Dziwne i dziwniejsze, Miejsca z historią, Strzeż się!, Przyroda dookoła świata, Zwariowana natura, Tu i tam, Przedziwne rośliny, Dowcipy i zagadki Zadania do wykonania. 

Kolejność w jakiej będziecie się z nimi zapoznawać jest dowolna (choć kwizy polecam zostawić sobie na koniec) - tak naprawdę można ją czytać wyrywkowo, w odcinkach, na raty, w przypływie humoru - zupełnie nie wymaga ona od czytelnika ciągłości. 

Cudo! Sięgajcie, dowiadujcie się, poszerzajcie wiedzę i... bawcie! Świat wokół nas jest pełen tajemnic czekających na odkrycie :)


Premiera: 14 sierpnia 2019r.

poniedziałek, 8 lipca 2019

Śniadanka z czterech stron świata - Vanessa Lewis




Śniadanka z czterech stron świata  Vanessy Lewis to jedna z najbardziej urokliwych książek kucharskich jaką widziałam. Mały, poręczny format, a przy tym zamysł autorski, który w ogromnej prostocie zamyka wspaniałą ideę.

Oto książka zbierająca w sobie przepisy na śniadanka z całego świata. Kto zatem, jeśli nie dzieci, miałby je prezentować?

Każda kolejna strona, to poza recepturą na pyszny poranny posiłek, informacja o tym z jakiego miejsca na świecie on pochodzi oraz z fotografią dziecka reprezentującego dany region i zasiadającego do stołu w celu spożycia go.

Uwierzcie, choć przepisy są oczywiście wspaniałe, godne wypróbowania, to walor poznawczy oraz nieprawdopodobny urok i klimat fotografii są tym, co mnie w tej publikacji kupiło najbardziej.

Gdy trafiła ona w moje ręce, to zamiast skupić się na tym, co przygotować na śniadanie z tak cudownego zbioru z zachwytem przewracałam kolejne kartki, pokazując bliskim jak cudowne zdjęcia się na nich znajdują i niemalże piszcząc z ekscytacji.

Jeśli ktoś, podobnie jak ja, łasy jest na piękne obrazy i pomysłowość twórców, zakupi tę książkę, nawet jeśli nie w głowie mu przyrządzanie śniadania. I będzie (bardzo) zadowolony. Jeśli jednak szukacie inspiracji na poranne posiłki, to tutaj znajdziecie ich ogrom. Od szakszuki, przez tosty ze śledziami, parfait jogurtowe, falafele, ozoni z mochi, aż do arroz con leche czy gotowanego łupacza ze szpinakiem. Podane zostało to zaś tak apetycznie, że naprawdę grzechem byłoby nie spróbować.


Polecam ogromnie - to książka do schrupania!




niedziela, 7 lipca 2019

Ja, Zeus, i ekipa z Olimpu / Ja, Cezar, i ekipa z Kapitolu - Frank Schwieger




Książek poświęconych mitologii powstało już tak wiele, że trudno je wszystkie zliczyć, a jednak temat wciąż jest nośny - przez lata wydano morze publikacji, po które chętnie sięgają zarówno młodsi zainteresowani bogami i herosami, jak i starsi (ja), lubujący się w zagadnieniu. Dziś chciałam Wam przedstawić propozycję Wydawnictwa Papilon - Ja, Zeus, i ekip z Olimpu. Frank Schwieger wpadł na genialny w swej prostocie pomysł, by całkowicie oddać głos bogom. To oni najpierw pokrótce się prezentują, opisują swoje hobby, wygląd, ikoniczne przedstawienia, atrybuty, cechy charakteru, to oni informują z jakiej rodziny się wywodzą i kim są ich najbliżsi krewni, przypominają nam czy są śmiertelni, czy nieśmiertelni, informują o rzymskich odpowiednikach swych imion, prezentują swoją ojczyznę oraz swoje mocne i słabe strony. Po wstępnym przeglądzie najważniejszych informacji, każdy z bohaterów opowiada historię swojego życia, a więc najważniejsze mity skondensowane w jedną stosunkowo krótką wypowiedź.  Kogo znajdziecie w tej książce? Zapytajcie lepiej, kogo nie znajdziecie;) 

Jest Zeus, Apollo, Artemida, Atena, Prometeusz, Penelopa, Helena, Dionizos, Dedal, Dydona, Europa, Herakles, Medea, Nauzykaa, Perseusz, a także reszta boskiej i bohaterskiej ekipy. 
Naprawdę świetna to rzecz. Wsiąknęłam w nią na dobre, bowiem relacje postaci nie są suche, lecz pełne emocji (jako że została zachowana narracja pierwszoosobowa). Ci, którzy dotąd znani byli jedynie z opracowań, nareszcie nabierają krwi i kości - mimo że boscy, stają się bardziej ludzcy, bliżsi, targani podobnymi emocjami, wątpliwościami, jednakowo porywczy i rozżaleni, gdy coś nie wyjdzie. 

Świetna to propozycja zarówno dla tych mitologią zainteresowanych (naprawdę ich wciągnie!), jak i tych, którzy nie pałali do niej dotąd sympatią (złapią bakcyla!). Od września planuję wykorzystywać ją w szkole przy okazji lekcji poświęconych mitologii (zawsze tragam ze sobą tony publikacji, a to dlatego, że zainteresowanie malujące się na twarzach dzieci jest dla mnie bezcenne, zaś późniejsze pytania gdzie to można kupić? każdorazowo mnie uskrzydlają. Kocham szerzyć znajomość dobrych książek!)



W bliźniaczej formie wydawnictwo pokusiło się o publikację Ja, Cezar, i ekipa z Kapitolu. Ta książka ma z kolei wartość chyba jeszcze większą, bowiem odnoszę wrażenie, że tematyka Starożytnego Rzymu w wersji dla dzieci nie jest jeszcze tak wyeksploatowana jak mitologia. O ile większość osób kojarzy Romulusa, Kleopatrę i Cezara, o tyle takie postaci jak Licynia, Scewola, Talia, Sulpicja, Akryzjusz czy Hersilia mogą mu znane nie być. Przyznam, że sama dokonałam wielu odkryć dzięki tej książce, a jej lektura była dla mnie nie tylko ogromnie przyjemna i satysfakcjonująca, ale również kształcąca. Uwielbiam takie publikacje! Gdybym miała wybierać między wersją grecką a rzymską, skusiłabym się mimo wszystko na tę drugą, a to właśnie za sprawą nie tak wielkiej znajomości tematu. Oczywiście w prezentacji nie ma tu mowy o śmiertelności, są za to informacje o tym z czego postaci są dumne, co sprawia im przykrość, co jest ich ulubionym miejscem. Zamiast prezentacji atrybutów, wyglądu itd., między kolejnymi prezentowanymi bohaterami znajdziemy wstawki m.in. o zwierzętach Rzymian, rzymskich bogach, uroczystych posiłkach, starorzymskich zabawach, szkołach, wyścigach i innych ciekawych elementach życia.  Szalenie pouczająca książka, napisana tak zgrabnie, że prawdziwą przyjemnością jest po nią sięgać.

Kapitalna (sic!) propozycja!