Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Paulina Młynarska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Paulina Młynarska. Pokaż wszystkie posty

piątek, 3 kwietnia 2015

Uczmy się na błędach. Cudzych. (Na błędach! Poradnik-odradnik – Paulina Młynarska)




Na błędach! Poradnik-odradnik Pauliny Młynarskiej, to – jak sugeruje sam tytuł – książka dwuczęściowa. Do jej lektury zachęciły mnie bardzo miłe wspomnienia z publikacji napisanej przez autorkę wspólnie z  Dorotą Wellman – Kalendarzyka niemałżeńskiego.  Tam wydała mi się ona osobą o wielkiej życiowej mądrości, od której można wiele zaczerpnąć, wiele się nauczyć.

I taką formę – nauki czy też raczej przestrogi – przybiera poniekąd jej najnowsza książka. Jej budowa jasno wskazuje na to, co znajduje się wewnątrz. 

Pierwsza, „jasna” strona, to poradnik, a w  nim przykład życiowych fuksów Młynarskiej ze szczegółowym ich omówieniem. W  części tej autorka dzieli się swoimi życiowymi powodzeniami, radzi co robić, by przeżyć swoje życie równie obficie i w pełni.


Druga, „ciemna” strona książki, to z  kolei odradnik, a więc lista nieudolności, nieszczęść, złych wydarzeń i koincydencji w życiu pisarki. Co ciekawe – to co stanowiło fuks dziennikarki, było jednocześnie jej pechem – i tak wielokrotnie. Takie zarysowanie życia pokazuje, że wiele zależy od naszego spojrzenia na własną tożsamość i to, co nas spotyka: to, co dobre, może być jednocześnie złe, a to, co złe, może równocześnie nieść jakieś dobro. Świetne, racjonalne podejście. 


Nie była to dla mnie lektura komfortowa – w  wielu, naprawdę wielu punktach mój światopogląd nie styka się ze światopoglądem Młynarskiej. Choć w  kilku miejscach się z  nią zgadzam, w  ogólnym rozrachunku wiem, że nigdy byśmy się nie dogadały: pomijam już różnicę wieku (która w  wielu miejscach była znacząca, bo o problemach z  dziećmi póki co nic mi nie wiadomo), lecz właśnie kwestię radykalnych różnic w kwestii fundamentalnych spraw, takich jak aborcja, religia itd.
Nie chodzi o to, że czytanie wypowiedzi osób, z  którymi się nie zgadzam jest dla mnie przykre – nie jest, z  tym stykam się na co dzień, nie jest to dla mnie żadne novum, nic dziwnego, nic, co wprawiałoby mnie w  zakłopotanie, nic niekomfortowego – raczej standard.

To w  formie było coś, co budziło moją niechęć – być może właśnie zbytnie nagromadzenie spraw, o których jeśli nie chcę, czytać wcale nie muszę, lecz trudno byłoby je ominąć bez konieczności opuszczania sporych ustępów tekstu. Przeczytałam tę książkę niezwykle szybko, ale też niewiele z  niej we mnie pozostało: tym, co na pewno udało się Młynarskiej to zachęta do podróżowania, samorealizacji, doceniania swoich potrzeb, dzielenia się obowiązkami, wielokrotnego zastanawiania się zamiast podejmowania pochopnych decyzji w ważkich kwestiach.

Myślę, że książkę tę o wiele bardziej docenią rówieśniczki autorki – dla mnie zbyt wiele było tu kwestii, których póki co nie rozumiem, nie są one moimi problemami, nie jestem w  stanie się do nich ustosunkować. Zdarzały się już w  moim czytaniu podobne sytuacje, ale wówczas autor(ka) zawsze potrafiła pisać w  taki sposób, by dotrzeć do kilku pokoleń, nie tylko swoich równolatek. W  przypadku tej pozycji jednak, powinna się pojawić gwiazdka informująca o docelowej grupie odbiorców.

Dla mnie – bez zachwytu.
Premiera 7 kwietnia.


czwartek, 1 sierpnia 2013

Książkowy rarytas - Kalendarzyk niemałżeński


Tytuł: Kalendarzyk niemałżeński
Autor: Dorota Wellman, Paulina Młynarska
Wydawnictwo: Znak
ISBN: 978-83-240-2399-8
Ilość stron: 304
Cena: 34,90 zł


Już dawno o żadnej książce nie marzyłam tak jak o tej. Do jej kupna przymierzałam się niemalże od dnia premiery, ciągle wypatrując jakiejś promocji czy też lepszej okazji. Po wielokrotnym głaskaniu okładki we wszystkich miejscach ją oferujących – wczoraj nie wytrzymałam. Dość było czekania na lepszy czas, dość podkręcania temperatury pragnienia bycia właścicielką tejże właśnie książki.
I muszę przyznać – już dawno zakup żadnej publikacji nie sprawił mi takiej radości! Nie pamiętam, kiedy ostatnio wychodziłam ze sklepu z takim uśmiechem na ustach, celebrując tę podniosłą chwilę. Coraz częściej po kupieniu książki towarzyszy mi dojmujące poczucie winy, że przecież tyle innych w domu czeka na lekturę, że wcale jej nie chciałam, że to był tylko kaprys, impuls. Nie lubię tego uczucia, dlatego też to, które za sprawą Kalendarzyka… pielęgnowałam w sobie już od dawna, było tym intensywniejsze i bardziej katartyczne – potrzebowałam takiego orzeźwienia. Zdałam sobie sprawę jak bardzo za nim tęsknię i chyba to, bardziej niż wiele innych czynników, pokazało mi co muszę zmienić, a co próbuję z mizernym skutkiem zrobić od wielu miesięcy. Mogłabym (i zrobię to!) w tym momencie zacytować jeden z moich ulubionych wyimków o czytaniu i towarzyszących mu gestach:

Delektowała się chwilę i przeglądała książkę. Bardziej ją gładziła niż czytała  Zobaczyła moje zdziwienie. - Najpierw trzeba książkę przytulić, oswoić. Wszystko do czego się zbliżamy, musi nabrać do nas zaufania. [Jan Grzegorczyk – Puszczyk]

To był moment! Jak ja tęskniłam za takim właśnie pragnieniem lektury, niezmąconym przez dziesiątki zalegających na półkach egzemplarzy do recenzji, po które choć chcę – to także muszę sięgnąć, co już w jakiś sposób odziera lekturę z tej dawki radości, z tego nieokiełznanego pragnienia zajrzenia pod okładkę. I oto jest. Dorota Wellman, którą bardzo cenię i Paulina Młynarska – dwie kobiety, które „zrobiły mi dzień”.

Obie Panie w swojej książce postawiły na formę epistolograficzną. Stworzyły książkę, będącą zapisem ich wspólnej korespondencji – na tematy ważne, aktualne, niewygodne. Będzie o dzieciach, będzie o seksie, będzie o perfekcji, będzie o aborcji, zdradach, pogoni za pięknem, feminizmie i próbie zatrzymania czasu. To taki koktajl, wynikający ze spotkania się dwu kobiet, dwu światów, niosących ze sobą różne doświadczenia, którymi pragną się ze sobą dzielić. Autorki dyskutują, sprzeczają się, onieśmielają swoją szczerością, ale też poglądami, których potrafią bronić. Jak to w przyjaźni – nie zawsze się zgadzamy, ale zawsze potrafimy rozmawiać i argumentować.
Podczas lektury czułam się dokładnie tak, jakbym znalazła się na babskim wieczorze – przy dobrej herbacie, pod kocykiem, przy kominku. Siedziałam obok Wellman i Młynarskiej, by z zapartym tchem śledzić ich rozmowy, a czasem także do nich się włączać, dzieląc własnymi przemyśleniami. To iście kobieca książka, napisana przez kobiety dla kobiet. Mądra, błyskotliwa, czasem zabawna, czasem refleksyjna. Kobiety odnajdą w nich siebie, a mężczyźni – którym również lekturę stanowczo doradzam – lepiej poznają i zrozumieją swoje partnerki.
Jedyną wadą tej książki jest to, że jest… za krótka! Chciałoby się jeszcze, jeszcze i jeszcze, a tu czeka nas rozczarowanie w postaci ostatniej stronicy… Liczę na ciąg dalszy!:)

D O S K O N A Ł A !!!