poniedziałek, 8 maja 2017

Quidditch przez wieki - J.K.Rowling



Quidditch, jako najpopularniejsza gra czarodziejów, od pokoleń zrzesza wiernych fanów na kolejnych rozgrywkach – tak szkolnych, jak światowych.

Czy zastanawialiście się kiedyś jak powstała ta gra i jakie jest jej pierwotne źródło?

Jeśli nie, to dzięki (nie)nowości  jaką jest książka (w poprzednim wydaniu – broszurka) Quidditch przez wieki macie szansę dać nura w historię tej magicznej gry.

Oto J.K. Rowling ustami Kennilworthy’ego Whispa przenosi nas w czasie i ukazuje genezę quidditcha i jego pierwowzory, w różnych krajach i różnych latach wyglądające nieco inaczej. 

Autor(ka) prezentuje ewolucję czarodziejskiego sportu od rozgrywek, w których zamiast dzisiejszych bramek wykorzystywano nadmuchane zwierzęce pęcherze, a w miejsce złotego znicza poszukiwano i zabijano (sic!) znikacza – zagrożonego wyginięciem ptaszka, który zainspirował późniejszego wynalazcę do stworzenia jego mechanicznego odpowiednika, aż do wersji współczesnej, znanej z serii o Harrym Potterze.

Z trzech wydanych ponownie książek, wpisujących się w znane nam uniwersum, ta jest najbardziej kompleksowa. Mimo że objętościowo niczym nie różni się od pozostałych, ujmuje temat w sposób najbardziej wyczerpujący – prezentuje tak pierwowzory, jak najważniejsze drużyny, obowiązujące zasady, jak i całą ewolucję czarodziejskich rozgrywek. Nie jest ani powierzchowna, ani przegadana. Wzbogacenie wydania rycinami, dodaje jej wartości estetycznej oraz – co tu kryć – objętości. Całość prezentuje się bardzo dobrze i stanowi ciekawy dodatek do serii, wydany z  należytą starannością i najlepiej ze wszystkich pomyślany.

Dochód także przeznaczony jest na cele charytatywne – fundację Lumos oraz Comic Relief.

 ***


Jeśli myślicie, że Wasze marzenie o grze w  Quidditcha nigdy się nie spełni – nic bardziej mylnego! Już dziś możecie dołączyć do górnośląskiej drużyny Black DiamondsSilesia Miners. Miałam okazję widzieć ich sprzęt oraz możliwości i gwarantuję, że możecie zagrać jak prawdziwi czarodziejeJ Jeśli nie wierzycie, zapraszam na blog.