piątek, 22 kwietnia 2016

Wybrańcy – Steve Sem-Sandberg



Monumentalność Wybrańców w połączeniu ze świadomością tematyki książki może być bolesnym ciosem. Przy pierwszym zetknięciu, wiele wskazuje bowiem na to, że będzie to lektura przygniatająca ciężarem materii. Steve Sem-Sandberg ma jednak wielki dar, dzięki któremu przez jego zbeletryzowany dokument płynie się jak przez każdą świetnie skonstruowaną powieść.

Autor podejmuje się spisania historii dzieci kalekich, upośledzonych fizycznie i umysłowo, ciężko chorych neurologicznie, zwanych wybrańcami. W myśl idei przyświecającej II wojnie światowej – idei czystości rasy – osoby te zamykane były w szpitalu w Spiegelgrundzie, który teoretycznie ma za zadanie ich leczyć, w praktyce zaś, przy pełnym błogosławieństwie führera, powoli je zabija, uprzednio stosując serię brutalnych badań i eksperymentów. Jest to zatem wstrząsający przykład masowej eutanazji czy jak kto woli - egzekucji. 

Książka pomyślana została tak, by całość osnuć wokół historii życia pacjentów szpitala, na wzór których stworzona została na wpół fikcyjna postać chłopca, który przeżył  – Adriana –  oraz siostry od początku pracującej u boku kolejnych lekarzy – Anny Katschenki. Ich losy są splecione – zarówno w rzeczywistości szpitalnej, jak i później, już podczas powojennych procesów ujawniających dramatyczne wydarzenia mające miejsce w ośrodku opiekuńczo-wychowawczym w austriackim Spiegelgrundzie. Chłopak, wcale nie tak bardzo ociężały i opóźniony jak sądzono, poradził sobie z trudną codziennością w szpitalu, wielokrotnie udowadniając (na przykład podczas ucieczki), że niełatwo będzie go ugiąć.


Wybańców czyta się bardzo dobrze. Zdziwieni? Wszystko to za sprawą autorskiej narracji. Ton jest reporterski, suchy, surowy i odarty z emocji, jednak właśnie dzięki takiemu przedstawieniu faktów, historia robi na odbiorcy tym większe wrażenie. To, co musiały przeżywać dzieci, z których oczyszczony miał być naród, było horrorem.

Lekturze stale towarzyszy wyparcie, bez którego nie sposób byłoby przez nią przebrnąć. Czytelnik stale „zapomina”, że opisane wydarzenia zdarzyły się naprawdę. Gdy jednak raz po raz brutalnie to sobie przypomina, czuje przejmujące dreszcze, włos jeży mu się na głowie, a wściekłości ukierunkowanej na sprawców nie ma końca. Tych momentów nie jest jednak wiele, książka bowiem wciąga tak bardzo, że z łatwością można oszukać mózg, który ma wrażenie, że czyta o świecie zmyślonym, w którym to brutalność stoi na porządku dziennym, stąd łatwo się z nią pogodzić. Ten sposób czytania sprawia, że lekturę bardziej niż emocjonalnie przeżywałam rozumowo. Wszystko działo się na poziomie racjonalnym, wyzuta byłam z emocji, co nie tyle świadczy o znieczulicy, ile  o tym, jak przejmująca jest to opowieść, jak bardzo trzeba oszukiwać samego siebie, by z bezsilności lektury nie porzucić i dotrwać do końca, poznając losy wybrańców.


Polecam, lojalnie ostrzegając: nie będzie łatwo.