sobota, 6 lutego 2016

Metro 2033 - Dmitry Glukhovsky



Pierwsza część – Metro 2033 – okazała się dla mnie nieco nużąca. Początkowo ciężko się w książkę tę wgryźć – chaos narracyjny, brak jasności co do tego co i gdzie się dzieje, dojmujące wrażenie rozbicia wciąż towarzyszy lekturze przy kilkudziesięciu pierwszych stronach.

Później jest już jednak znacznie lepiej, a zakończenie właściwie zwala z nóg. Dmitry Glukhovsky zarysowuje świat po katastrofie, kiedy to ludzie przenieśli się do podziemnych tuneli metra, by tam walczyć o przetrwanie. Skazani na przebywanie w klaustrofobicznych przestrzeniach, wykluczeni z możliwości kontaktu ze światem zewnętrznym, oderwani od światła dziennego, żyją jak wygnańcy, próbując poukładać swoją nową rzeczywistość i przetrwać. W mrokach moskiewskiego metra nie jest to jednak takie proste – zewsząd czai się niebezpieczeństwo, a brak podstawowych środków do życia daje się we znaki. Na stacji WOGN, słynącej ze świetnej quasi-herbaty podjęta zostaje decyzja o próbie dostania się do Polis. Główną postacią, wokół której skoncentrowana została narracja jest Artem.

Glukhovsky sprawnie wykorzystał potencjał swojej historii – umieścił w  niej rozważania na temat wpływu człowieka na losy świata, zręcznie pokazując jak to on sam spowodował zejście do tunelu, wojny, kłótnie i katastrofy. Ciekawy wydał mi się również wątek Kremlu traktowanego jako siedzibę szatanów – akcent ten nadaje książce smaczku i zachęca do poszukiwań własnych.

Autor zarysował świat realny i przez to przerażający. Jego wizja przyszłości wcale nie jest odległa ani niemożliwa – wydaje się wręcz, że jest to profetyczne wejrzenie w najbliższe lata, które – jeśli człowiek będzie zmierzał dotychczasową ścieżką – mogą z  kart literatury przejść do rzeczywistości, czyniąc z  Metra 2033 reportaż przyszłości.

Niewątpliwie jest to książka klimatyczna, jednak zdecydowanie bardziej skupiona na ogólnym zarysowaniu rzeczywistości postapokaliptycznej niż losach samych bohaterów, które odbieram jako konieczną obecność, ale wcale nie odgrywającą głównej roli. Jest ona niezbędnym dodatkiem do opisu wyglądu metra oraz związków między kolejnymi stacjami. Czuć, że to preludium, wstęp do sagi, która – jak już teraz wiemy – odniosła ogromny sukces, wychodząc daleko poza książki pisane przez samego Glukhovsky’go.

Tym, co przebija nowe wydanie książki jest sensownie ulokowana mapka metra, bez którego nie sposób poruszać się po książce. Znajduje się ona na końcu, dzięki czemu w każdej chwili możemy do niej zerknąć. W  starym wydaniu jej rozkładaną wersję umieszczono w środku, co było kompletnym nieporozumieniem (był to wówczas jeden z wielu błędów wydawniczych).

Ogromnie cieszę się, że dałam się namówić na jej lekturę. Po latach odkładania jej na później, była to naprawdę dobra decyzja.

Jeśli jeszcze nie znacie serii – polecam zapoznanie się.


Książkę kupisz na: