piątek, 5 lutego 2016

Lodowy smok – George R. R. Martin



Powiastka George'a R.R. Martina dla młodszego czytelnika (czy aby na pewno? Mam wątpliwości), która jednak wydaje mi się nie do końca dobrze pomyślana – to nie tak, że przestałam być docelowym odbiorcą tego typu historii. Coś jednak poszło nie tak, bo ani nie zmarzłam, ani nie zdążyłam się historią zainteresować. Skupiałam się raczej na tym, co nieoczywiste.
Jak na baśniową opowieść wiele w niej niedopowiedzeń i niejasności, szczególnie jeśli idzie o pochodzenie niektórych istot.

Adara, to dziewczynka, która jako jedyna mogła nie tylko dotknąć lodowego smoka (budzącego notabene wielki postrach), ale też go dosiąść. Z  natury była bowiem zimna jak on – nikt nie wiedział dlaczego. Cechowała ją nieprzystępność, brak uśmiechu, zlodowacenie. Jedynie jej relacja ze smokiem – takim jak ona – budziła ją do życia.

Oboje byli niezrozumiani przez innych – budzili lęk i niepokój, a w swoim towarzystwie mogli wreszcie poczuć się sobą. Przywiązali się do siebie tak bardzo, że byli zdolni do największych poświęceń…

Odnoszę wrażenie, że Martin nie sprawdza się w krótkiej formie. Szkoda, że powiastka ta nie została zatem pomyślana jako powieść, lecz jako baśń, która swą zwięzłością miała porazić, a czego zrobić nie zdołała.



Nie sposób jej polecać ani odradzać – na pewno zaciekawi tych, którzy lubią czytać o smokach, bo postać ich lodowego przedstawiciela na pewno jest interesująca. Z pewnością jej lektura ucieszy także wielbicieli talentu Martina – tych pewnie nawet nie będzie trzeba zachęcać. Pozostali jednak z powodzeniem mogą sobie jej lekturę podarować, kierując wzrok na coś lepszego…