wtorek, 26 stycznia 2016

Ginekolodzy – Jürgen Thorwald





Ginekolodzy to kolejna po Stuleciu chirurgów czy Triumfie chirurgów książka w dorobku Jürgena Thorwalda biorąca pod lupę historię i rozwój medycyny. O ile poprzednie książki były jednak w jakiś sposób pochwałą rozwoju kolejnych jej dziedzin i ich prędkiego pędzenia ku unowocześnieniu, o tyle Ginekolodzy dalecy są od peanów na cześć pierwszych osób zajmujących się tą dziedziną. Wręcz przeciwnie – wiele tu opisów metod kontrowersyjnych i budzących sprzeciw, a pierwsi ginekolodzy pokazani są raczej jako rzeźnicy i dręczyciele kobiet niż ich sprzymierzeńcy. Choć pojawiają się również prawdziwi bohaterowie.

Autor kreśli świat (nie tak odległy!), w którym macica jest ważniejsza niż kobieta, świat, w którym cenniejsza od życia staje się fałszywa skromność i pruderia, w którym lepiej pozwolić kobiecie umrzeć niż zajrzeć jej pod sukienkę, by ją zoperować.

Zachowania takie miały swoje źródło przede wszystkim w obawie przed sprzeciwieniem się Kościołowi, który to jawnie występował przeciwko rozwojowi ginekologii, szczególnie zaś wówczas, gdy zaczęła ona wkraczać w sferę antykoncepcji czy aborcji. Kosztem jednak obawy przed zapobieganiem ciąży czy jej przerywaniem, pierwsi ginekolodzy pozwalali kobietom umierać, sądząc, że odsłonięcie halek grozi ekskomuniką – nawet jeśli miałoby służyć ratowaniu życia. 

Musiały minąć lata, by pierwsi odważni decydowali się na operowanie przetok, guzów, usuwanie cyst, mięśniaków czy nowotworów, nie mówiąc już o stosowaniu znieczuleń podczas porodów, które to wszak (za Biblią) miały być karą kobiety za pierwszy grzech ( w bólach będziesz rodziła dzieci[1]) i nikomu do głowy nie przyszło, by tego cierpienia unikać. Nawet wówczas, gdy znaleźli się mężczyźni próbujący pomóc kobietom, skazywali się oni na wykluczenie – zarówno z Kościoła, jak i ze społeczności innych lekarzy, uznających ich za buntowników przeciwko prawu Bożemu i etyce. Sami ginekolodzy zresztą nie byli chętni do pierwszych operacji – dochodziło do nich dzięki uporowi i nieustępliwości kobiet, które postanowiły walczyć o swoje życie. Mimo społecznego ostracyzmu, coraz śmielej pojawiali się tacy doktorzy, którzy pragnęli paniom pomagać, widząc, jak niekiedy łatwym zabiegiem, mogą uratować ich życie. 

Łamali więc tabu, operowali, usprawniali swoje metody, zaglądali pod spódnice, proponowali nowe metody badań. Długo trwało, zanim ginekologia dotarła do punktu, w którym znajduje się dziś, możemy być jednak wdzięczni, że znaleźli się odważni, którzy postanowili przeciwstawić się panującym normom – to dzięki nim kobiety mogą dziś odwiedzać lekarza z takim komfortem (jeśli dotąd wydawało Wam się, że daleko wizytom u ginekologa do tegoż, po lekturze tej książki szybko zweryfikujecie poglądy). To opisani w tej książce lekarze położyli podwaliny pod współczesne leczenie nowotworów i wczesne ich wykrywanie – wynaleźli cytologię, próbowali leczyć za pomocą radioterapii, usuwali podejrzane zmiany.

Pierwsze wydanie tej książki faktycznie może budzić kontrowersje – a raczej, mogłoby setki lat wstecz.

Dziś oburzenie budzą jedynie stosowane wówczas metody, które przerażają i obrazują jaka ciemnota panowała jeszcze dwa wieku temu, jak tragiczne w skutkach były podejmowane decyzje, jak wiele kobiet niepotrzebnie straciło nie tylko zdrowie, ale także i życie.

Thorwald w sposób rzetelny, konkretny i szczegółowy prezentuje czytelnikowi materiał zebrany na temat powstania i rozwoju ginekologii. Lektura książki częstokroć musi być przerywana okrzykami niedowierzania i buntu, a także poczucia ulgi, że nas to już nie spotka. Choć jest to pozycja kapitalna i – jak sądzę – obowiązkowa, podczas jej czytania nie unikniecie szoku i złości na to, co spotykało kobiety lata temu. 

Nie sposób nie zżymać się na niekompetencję ówczesnych lekarzy (a raczej ich niechęć, by kompetencje nabywać), a mimo to nie sposób lektury porzucić. Napisana została z taką lekkością i pomyślunkiem, że mimo ciężaru materii, przez publikację praktycznie się przepływa.

Doskonała, choć okrutnie prawdziwa to książka, którą polecać będę każdemu – nie tylko kobietom, które pewnie zainteresują się same, lecz także mężczyznom.

Jej lektura nasuwa bowiem jeden podstawowy wniosek i refleksję: jakie to szczęście, że żyjemy w  XXI wieku!




[1] Rdz 3,16.