czwartek, 19 kwietnia 2012

Kobiety dyktatorów – Diane Ducret




Rola kobiet w historii jest niewyobrażalna, dlatego też coraz częściej tematykę tę wykorzystują autorzy książek – z opowieści prawdziwych tworząc powieści wzruszające, choć niejednokrotnie także i wstrząsające.
Do takich niewątpliwie zaliczyć należy „dziecko” Diane Ducret – Kobiety dyktatorów.
Autorka w swojej publikacji wzięła pod lupę życie uczuciowe najokrutniejszych tyranów jakich znało ostatnie stulecie – Hitlera, Lenina, Stalina, Mussoliniego, Mao, Ceausescu, Salazara i Bakassy. Nie, nie przewidzieliście się – życie uczuciowe. Bo choć wydawać by się mogło, że tak okrutni ludzie uczuć musieli zostać prędzej czy później pozbawieni, to jednak w żadnej mierze nie przeszkadzało im to w rozkochiwaniu w sobie milionów kobiet.

Któż z nas myśląc o Hitlerze, widzi oczyma wyobraźni wspaniałego kochanka, uznawanego przez płeć żeńską z całego świata za boga seksu? Pewnie niewielu, jeśli ktokolwiek.
Podobnie rzecz ma się ze Stalinem czy Leninem.
Dzisiaj, po latach, życie tych osób zostało już zweryfikowane przez historię. Choć kiedyś uznawani byli za ludzi budzących skrajne emocje – od miłości  do nienawiści – dziś przez większość oceniani są jako - posługując się eufemizmem – jednoznacznie negatywni. Kiedyś co do tego można było mieć wiele wątpliwości. Ducret przedstawia nam dyktatorów jakich nie znamy – dyktatorów, będących obiektem westchnień kobiet na całym świecie; dyktatorów którzy dostawali setki tysięcy listów z propozycjami matrymonialnymi; dyktatorów sugerujących się opiniami kobiet będącymi wyrazem sytuacji politycznej w kraju; dyktatorów, którym nie dane było przeczytać żadnej wiadomości z krytyką.
Dziś, mając w pamięci wydarzenia wojenne, mogąc odwiedzać miejsca takie jak Auschwitz, ciężko czyta się słowa określające Hitlera jako „Mesjasza” czy „posłańca pokoju”. Trudno nawet uwierzyć, że kreślące te zdania Niemki nie były do takich zapisów przymuszane, trudno zrozumieć, jak wielką siłę oddziaływania miał fuhrer. Autorka podkreśla, że Hitler doskonale znał teorie Freuda o podświadomości i sprytnie je wykorzystywał. Jak widać – z należytym skutkiem.
I nie tylko on. Mussolini, Lenin, Stalin – oni wszyscy mieli przepełnione skrzynki wiadomościami wychwalającymi ich i sławiącymi ich „doniosłe dzieło”.
Choć można wymienić wiele cech wspólnych wszystkich dyktatorów, różniło ich równie wiele – za przykład wystarczy tu podać sposób reagowania na owe listy Mussoliniego i Hitlera. Drugi, nigdy nie dał się wciągnąć w tę epistolarną grę – wiadomości przeglądał, ale nie zdarzyło mu się odpisać. Duce odwrotnie – wykorzystywał korzystną sytuację oraz piszące do niego kobiety. Miał świadomość własnej uwodzicielskości. Wiedział, że może doskonale ją wykorzystać, by zapanować nad kobietami, a co za tym idzie – również i nad całym krajem.

Kobiety dyktatorów, to jednak nie tylko zapis korespondencji napływającej do dyktatorów – stanowią one jedynie preludium do wstrząsających historii życia żon i kochanek tych postaci, są wstępnym rozdziałem, który niejako naznacza całą treść książki. To, on mimo wszystko, dotknął mnie najbardziej.
Nie sądźcie jednak, że będą to suche fakty – historie te czyta się z zapartym tchem, raz po raz nie mogąc uwierzyć w to, co właśnie się ujrzało. Nie nazwałabym tej lektury przyjemną, raczej – pouczającą. Ukazującą jak silne są gry namiętności, jak wiele zależy od pasji, pożądania i strachu. To spojrzenie przez dziurkę od klucza na świat wielkich wodzów, na ich życie poza sferą publiczną oraz na ich sposób dobierania sobie personelu, towarzystwa i wszystkich innych osób otaczających.
Lekcja, jakiej nie da nam żaden podręcznik historii.
Gorąco polecam!