wtorek, 14 kwietnia 2020

Kobieta w wielkim mieście - Katarzyna Olubińska



Od czasu lektury książki Bóg w wielkim mieście Katarzyna Olubińska ma u mnie miejsce szczególne. Przed jej wydaniem nie wiedziałam, kim jest jej autorka, bowiem telewizja naprawdę rzadko ma u mnie okazję wybrzmieć. Po jej przeczytaniu jednak, a później po spotkaniu autorskim, wiedziałam, że jest to Kobieta, jaką chciałoby się spotykać codziennie, osoba, której chce się słuchać - bije od niej taki blask i ciepło, że stojąc obok niej, ma się poczucie, jakby stał za nią Bóg. Ma się poczucie, ma się tę pewność, że to człowiek wiary - prawdziwej, głębokiej - i człowiek modlitwy, bo tylko one tak człowieka przemieniają. Spotkałam w swoim życiu tylko kilka takich osób i o każdej z nich wiem, że ich blask jest skutkiem ubocznym - jak lubię to nazywać - pokoju pochodzącego od Boga.

Po co o tym wszystkim piszę? Gdy dowiedziałam się o nowej książce Olubińskiej, nie mogłam przejść obok tej wiadomości bez ekscytacji. Miałam świadomość, że będzie to kolejne spotkanie z Autorką, która zaprosi mnie do życia znanych osób - tym razem wyłącznie Kobiet - które swą siłą, dobrocią i wiarą będą świadczyć. Często są to osoby, których nie podejrzewałabym o takie historie życia. Piękne, zadbane, eleganckie, z klasą - a w tym wszystkim kiedyś często poranione i dzięki sile czerpanej nierzadko z wiary - odrodzone. Uwielbiam te wywiady - każdy kolejny daje mi złudzenie siedzenia obok, wsłuchiwania się w intymne rozmowy gdzieś z boku, z ukrycia, mając jednak świadomość, że to nie forma podsłuchiwania, lecz wysłuchiwania tego, co ktoś chce powiedzieć, czym pragnie się podzielić. Cudowne, subtelne fotografie Toli Martyny Piotrowskiej nadają całości niesamowitej lekkości i... kobiecości. 

Opracowanie graficzne Magdy Grabowskiej-Wacławek to miód na moje serce - tak estetyczne, że aż zapiera dech.

Wszystko to - wywiady, fotografie, szata graficzna - tworzy harmonijną całość, książkę, po którą powinna sięgnąć każda kobieta. 

Olubińska zaprosiła do rozmowy osiem wyjątkowych osób - Agnieszkę Amaro, Annę Dec, Bovską, Joannę Jędrzejczyk, Annę Karwan, Paulinę Krupińską-Karpiel, Magdalenę Lamparską i Martę Żmudę Trzebiatowską. 

Opowieści wszystkich Pań układają się w koronkową historię o pogoni za marzeniami, doświadczeniu miłości, niełatwych relacji, ale też o wierze, kobiecej sile i codzienności, w której można odnaleźć piękno - właśnie teraz to tak ważne doświadczenie. Wywiady przeplatane są zapiskami autorki, która także dzieli się swoimi doświadczeniami, uzupełniając historie swoich bohaterek. Bardzo trudno zdecydować mi, który wywiad wywarł na mnie największe wrażenie, odczytuję je raczej jako całość, jako witraż kobiecości, do którego każda z postaci dołożyła swoje kolorowe szkiełko.

Choć Kobieta... nie zrobiła na mnie tak wielkiego wrażenia jak Bóg w wielkim mieście, dała mi wiele motywacji i stała się inspiracją do tego, by nigdy się nie poddawać. Bez względu na wszystko.
I tę myśl odbieram jako prezent po lekturze - jakże cenny i jakże ulotny.

Życzę, aby i dla Was książka ta stała się podarunkiem.




poniedziałek, 13 kwietnia 2020

Oto człowiek - Adam Szustak OP


Wielki Post i przeżywanie Wielkiego Tygodnia nabrało w tym roku znaczenia dodatkowego, symbolicznego. 

Śledzenie krzyżowej drogi Chrystusa, który w swym cierpieniu - jak każdy człowiek - był osamotniony, nabrało w 2020 roku sensu nadplanowego. Wszyscy ludzie dotknięci pandemią i jej konsekwencjami oderwani zostali - mniej lub bardziej - od swojego dotychczasowego życia i w znakomitej większości znaleźli się w przestrzeni, która u współczesnych często budzi dyskomfort - u siebie.

Z ciszą, z towarzystwem najbliższych, z którymi być może od dawna prawdziwie nie rozmawialiśmy, z którymi jedynie się mijaliśmy i co najgorsze - w towarzystwie samego siebie i swoich myśli.
Sytuacja wymusza na nas zajrzenie w głąb siebie, przyjrzenie się swojej duszy (często pokiereszowanej), swoim potrzebom, prawdziwym pragnieniom i bolączkom. Autorefleksja jest niejako wpisana w ten niespodziewanie nam dany czas, który w zależności od położenia można nazwać błogosławieństwem lub przekleństwem.

Z całą pewnością jednak jest to czas, gdy w końcu mamy czas (sic!). 

I warto poświęcić go na lekturę - nie byle jaką, miałką i błahą, lecz ubogacającą i rozwijającą.

Taka jest między innymi książka Oto człowiek Adama Szustaka. Wznowienie to robi na mnie wielkie wrażenie, gdyż na jego okładce znajduje się mój ulubiony wizerunek Chrystusa - ten, który bez względu na okoliczności każe się zatrzymać i spojrzeć na swoje życie przez uchwycone na nim cierpienie i... spokój.  Ecce homo Alberta Chmielowskiego ma w sobie wielką moc, która doskonale koresponduje nie tylko z tytułem książki Szustaka, ale również z jego treścią. Oto bowiem dominikanin zabiera czytelnika w drogę krzyżową prosto z Jerozolimy, śladami Jezusa, jego męki i ukrzyżowania. Rozważania ojca skłaniają do zastanowienia - nad doświadczeniami Chrystusa, ale także (a może - przede wszystkim) nad sobą. Fotografie miejsc, do których odnosi się Szustak potęgują wrażenie relokacji. Odbiorca nie tylko czyta o Jerozolimie, lecz dzięki słowu i obrazom faktycznie w niej jest, podążając za Jezusem. Obrazy znane z Pisma Świętego uzupełniane są o to, co dziś można zobaczyć w Jerozolimie. To książka, którą winno się traktować jak rekolekcje i czytać po rozdziale jednego dnia, po to, by zawarte w niej myśli zdołały w nas wybrzmieć i wykonać pracę. Szustak pisze prosto, przystępnie, językiem, który wszyscy tak dobrze znamy z jego filmików na YouTube, metodą, która trafi nawet do najprostszego człowieka, ujmując go jednocześnie mądrością tkwiącą w owej prostolinijności.

Choć Wielki Post właśnie za nami, okres zadumy wciąż trwa, warto więc kontynuować rozważania. Oparcie się na tej książce z całą pewnością wyposaży Was w nieco inne spojrzenie na znane stacje, bowiem część z nich wcale nie przynależy do klasycznych stacji drogi krzyżowej.

Polecam. Ku namysłowi.


poniedziałek, 2 marca 2020

Nic o mnie nie wiesz - E. G. Scott



Ostatnimi czasy nie po drodze mi z thrillerami i kryminałami, więc jak tylko po jakiś sięgnę, wynika to z faktycznie dobrze rokującego opisu i mojej wiary w szósty zmysł w kwestii doboru lektur z tego gatunku.

W przypadku książki Nic o mnie nie wiesz oba sprawdziły się doskonale.

Oto opowieść o małżeństwie z wieloletnim stażem, w którym coś zaczyna zgrzytać. Ona, uzależniona od opiatów, zostaje zwolniona z pracy, którą to wiadomość skrzętnie ukrywa przed mężem; on zaś stresy związane z upadkiem firmy odreagowuje w ramionach sąsiadki. Szybko okazuje się, że ich romans wcale nie jest dziełem przypadku, a kochanka to tak naprawdę zdolna do wszystkiego kobieta, której życie opiera się na kłamstwach i manipulacjach. W szale zazdrości zdolna zaś jest do wszystkiego...

Niewinny, zdawałoby się, romans, przeradza się dla Paula i jego żony w prawdziwy koszmar - odrzucona kochanka zaczyna prześladować bohaterów; zaś Rebecca, obawiając się, że jej małżonek prowadzi drugie życie i chce ją porzucić, obmyśla w tym samym czasie swój własny plan zemsty na niewiernym mężczyźnie.

Dla bohaterów zaczyna się gra, w której nikt wie, kto jeszcze jest uczestnikiem wydarzeń. Każdy planuje swój ruch, nie mając świadomości, że tuż obok ktoś inny chce pokrzyżować mu szyki. Obsesja i zazdrość stają się siłami napędowymi wydarzeń, które nabierają takiego rozpędu, że nie sposób ich już zatrzymać. Maszyna zemsty raz puszczona w ruch, nie spocznie, póki nie osiągnie celu. 

Akcja pędzi na łeb, na szyję, a bohaterowie plączą się we własnych kłamstwach, zacieśniając linę na swoim karku. Od początku wiadomo, że ta historia nie znajdzie dobrego finału...

Nic o mnie nie wiesz to wciągający thriller psychologiczny, w którym staniemy się świadkami tego, jak łatwo dać się ponieść emocjom i na ich fali zniszczyć całe swoje życie. Poranieni, przeżywający trudne chwile bohaterowie widzą wokół siebie tylko to, co złe, sami reagując nienawiścią na zastaną rzeczywistość i potęgując swoje cierpienie. Ich zachowania determinowane są w dużej mierze wyobrażeniami i przypuszczeniami, nie zaś faktami. Jak wiemy jednak, to emocje rządzą światem i nie inaczej jest w ich przypadku...


Jedyne do czego mogę się przyczepić, to zakończenie - biorąc pod uwagę gabaryty całości i to jak rozciągnięta została historia, rozpisanie finału na tak niewielu stronach jest dla mnie niezrozumiałe. Czytelnik, który wcześniej wciągnięty został w losy bohaterów, zżył się z nimi i - albo tak jak ja, spodziewał się rozwiązania, albo nie - chciałby je otrzymać w podobnej formie, jak resztę. Tutaj zaś mamy do czynienia nie tyle z finałem, ile z jego streszczeniem, potraktowanym bardzo po macoszemu.

Jest to jednak moja jedyna uwaga do całości - resztę czytało mi się bardzo dobrze, choć nie ukrywam, że początkowe rozdziały wymagają cierpliwości - nie do razu czytelnik zorientuje się, kto jest kim i o kim właśnie opowiadają autorzy, kryjący się pod pseudonimem E.G.Scott. Wytrwałość zostaje jednak nagrodzona, a odbiorca, który lektury nie porzuci, lecz się w nią wgryzie, wkrótce znajdzie się w samym centrum kosmicznie zwichrowanej i skomplikowanej opowieści o ludzkich relacjach, namiętnościach i emocjach, które - jak się okazuje - mogą być silniejszą bronią, niż cokolwiek innego.

Polecam. 


wtorek, 4 lutego 2020

Chłopiec, kret, lis i koń - Charlie Mackesy



Przed Wami książka, którą trudno sklasyfikować do jednego gatunku, bowiem przypomina ona nieco Małego Księcia - ni to baśń, ni to bajkę, ni to powiastkę filozoficzną, a można by także stwierdzić, że okolicznościowy zbiór sentencji oparty na relacjach i spotkaniach tytułowych postaci.


Niesamowita mądrość ukryta w prostocie jakiej dziś nam brakuje. To zadziwiające, jak wiele przenikliwości może kryć się w tym, co najprostsze. Książka ta to nie tylko zestaw cytatów do zapamiętania, ale też gotowa lekcja życia. Rzeczowość i geniusz ukryte pod płaszczykiem historii obrazkowej, niepozornej, a jednak wybrzmiewającej długo i głośno.

I choć rozum nakazywał czytać ją niespiesznie, delektując się każdym zdaniem i traktując je z odpowiednim namysłem, serce wyrywało się do lektury na raz, po to tylko, by po skończonym czytaniu dokonać relektury, opartej już na głębokiej refleksji. 

Choć wydawać by się mogło, że to książka dla dzieci, podobnie jak w przypadku wspomnianego już Małego Księcia, to dorosły z otwartym umysłem i sercem zaczerpnie z niej więcej. 

Niesamowita kreska potęguje wrażenie ulotności, przemijalności i rozmywania się, podkreśla, na jak krótko tu jesteśmy i jak szybko należy dokonywać zmian, by nie zniknąć we wszechobecnej miałkości i bylejakości.

W czasach, gdy coraz częściej dostrzegamy pęd i chcemy zwolnić, to lektura idealna.

Choć książka najpierw zdobyła popularność na Instagramie - siedlisku pogoni za tym, co niedoścignione - dziś ma szansę dotrzeć do tych, co nie tylko scrollują, ale także szukają mądrości gdzie indziej i pragną ją zatrzymać na dłużej, a tylko na czas klikania kolejnych serduszek.

Ogromnie polecam - zachwycicie się i nabierzecie ochoty na zmianę życia - to nieuchronne konsekwencje tej lektury. Nie sposób bowiem przejść obojętnie wobec tekstu, który udowadnia, że nie trzeba mówić dużo, by wybrzmiało wiele.

Zachwycająca.

piątek, 31 stycznia 2020

Nienauczalni - Gordon Korman



Witajcie w sali nr 117, miejscu, w którym skupiono uczniów nazywanych Nienauczalnymi, przestrzeni odizolowanej od reszty szkoły i chodzących do niej nastolatków.

To oni - sprawiający trudności wychowawcze, dydaktyczne, odmieńcy, dziwacy, którym nikt nie chciał poświęcić więcej czasu, woląc ulokować ich w jednej grupie i tam czekać, aż nadejdzie ich czas na opuszczenie murów szkoły.

W tym roku niesforną klasę czekało jednak nieco zmian. Przypadkowo w ich szeregi trafiła Kiana,  dziewczyna, która w Greenwich zabawić miała tylko chwilę, a jej wyniki i zapał na pewno nie kwalifikowały jej do bycia w zapomnianej klasie, która jednak zapałała dziwną sympatią do zbiorowiska cudacznych i tajemniczych uczniów.

Ponadto zmienił się nauczyciel - do klasy zesłano Zachary'ego Kermita, nazywanego przez uczniów Kermitem - mężczyznę na chwilę przed emeryturą, któremu kurator na siłę chciał udowodnić, że na nią nie zasłużył. On to, po latach wypalenia, trafia do miejsca, w którym chciał jedynie odsiedzieć swoje i odejść.

Życie pisze jednak niesamowite scenariusze i nauczyciel, który po aferze sprzed lat zupełnie się wypalił, w tej klasie ożył i stał się na powrót zapaleńcem, który nie tylko dbał o sprawiedliwość względem każdego z uczniów, ale też walczył o nich bez względu na krążące na ich temat plotki; człowiekiem, który wierzył w swych wychowanków i uczył ich tej wiary na przekór wszelkim niepowodzeniom, budując w nich poczucie własnej wartości, a więc robiąc coś, czego nikt wcześniej nie próbował, z góry ich skreślając.


Cudowna, ciepła opowieść o nauczycielu jakiego każdy chciałby mieć i uczniach, którzy byli w stanie wskoczyć za nim w ogień, mimo że do tej pory traktowano ich jak najgorszych wyrzutków.

To opowieść o tym, jak ludzkie spojrzenie może odmieniać serca i kruszyć nawet najtwardsze mury.

Kapitalna historia, którą obowiązkowo powinien przeczytać każdy nauczyciel - tak młody i z zapałem, jak doświadczony, a także ten wypalony, który czuje, że skostniały system odarł go z wszelkiej chęci do pracy. To obowiązkowa lektura także dla uczniów, nie zawsze widzących wszystko tak, jak wygląda to w rzeczywistości.

Chciałabym za kilkanaście lat wciąż mieć w sobie tyle serca do pracy i wiary w to, że dzięki odpowiedniemu podejściu można zdziałać wszystko. Inspirująca historia, do której chętnie będę wracać. Napisana językiem przystępnym, prostym, bowiem z perspektywy nastolatki, zmagającej się z naturalnymi trudnościami tego wieku. Każdy młody czytelnik z łatwością się utożsami i znajdzie w niej swoje odbicie, co stanowi dodatkowy atut powieści. Tym bardziej, że plejada bohaterów jest naprawdę nietuzinkowa i barwna - takiego kłębowiska nastoletnich indywiduów trudno szukać gdziekolwiek indziej, a każda z postaci dręczona jest innymi problemami życia, co sprawia, że każdy znajdzie tutaj cząstkę siebie.


Polecam serdecznie.


poniedziałek, 14 października 2019

Dziewięcioro nieznajomych - Liane Moriarty





Liane Moriarty jest autorką, która kupiła mnie za sprawą Wielkich kłamstewek. Odkąd je przeczytałam, ślepo ufam pisarce, sięgając po kolejne jej publikacje. 

I choć ostatnio, ze względu na wiele spraw zaprzątających mi głowę, czytam niewiele, a jeszcze mniej piszę, obok tej książki przejść bez słowa komentarza nie mogę.

Rzecz dzieje się w australijskim SPA,  Tranquillum House, ulokowanym na uboczu, w przestrzeni, która zapewniać powinna poczucie luksusu, relaksu, odcięcia od codziennych trosk i zabiegania. Siłą rzeczy jednak, jest to przestrzeń zamknięta, a w niektórych przypadkach - tak jak ma to miejsce u Moriarty - może jawić się nawet jako klaustrofobiczna. Umiejscowienie akcji w odludnym miejscu - bez względu na gatunek literacki - zawsze rozwiązaniami konstrukcyjnymi i fabularnymi kojarzy mi się z Agathą Christie. To konwencja, która choć zdarta niczym stara płyta, wciąż jest nośna i wciąż skutecznie przyciąga i utrzymuje uwagę czytelnika żądnego finału, najczęściej odsłaniającego wiele tajemnic.

U Moriarty sekrety stanowią niejako główną oś narracyjną. To one łączą tytułowych dziewięcioro nieznajomych i to one na zawsze powinny pozostać zamknięte w murach ośrodka, lecz na skutek działań charyzmatycznej szefowej, Maszy Dmitryczenko, mogą ujrzeć światło dzienne, stawiając ich depozytariuszy w sytuacji nie do pozazdroszczenia. 

Gdy wycieńczeni życiowymi doświadczeniami przyjechali oni na dziesięć dni do ośrodka, który miał całkowicie przemienić ciało i umysł, nikt nie spodziewał się o jaką metamorfozę chodzi, nikomu też do głowy nie przyszłoby zaprzątać sobie głowy czym innym, niż tylko tym, co zazwyczaj oferuje się kuracjuszom w takich miejscach - całkowitą odnowę. Choć bohaterowie pochodzili z różnych środowisk, łączyło ich poczucie znalezienia się w martwym punkcie, uderzania głową w mur i niemożności rudzenia naprzód - wszyscy mieli nadzieję na odzyskanie chęci do życia, jednak niekonwencjonalne metody zaproponowane w ośrodku bardziej przypominały rozdrapywanie ran, niż ich leczenie. 

Butikowe SPA nazywa się często szytym na miarę, spełniającym każde, nawet najbardziej wyszukane potrzeby i zachcianki klientów. Czy tak stało się w przypadku Frances Welty, Larsa Lee, Bena i Jessici, Carmel Schneider, Tony'ego Hogburna oraz Napoleona i Heather? O tym przekonacie się, czytając tę niezwykłą powieść, która jak rasowy thriller psychologiczny mazia się w meandrach ludzkiego umysłu, prezentując jednak wydarzenia w sposób, który przez nagromadzenie bohaterów może wydać się niesłusznie rozciągnięty - autorka oddaje bowiem głos każdemu z nich, a stosowanie takiej narracji dokładnie wprowadza w akcję, jednak powoduje też opóźnienie się najistotniejszych wydarzeń i nieco sztuczne rozwlekanie historii. Podczas czytania ma się wrażenie, że połowa książki to przydługi wstęp, a dopiero jej druga część stanowi prawdziwą opowieść. Z tego właśnie powodu należy uzbroić się w cierpliwość i chłonąć portrety rysowane przez Moriarty, po to, by później móc już oddać się lekturze bez zastanawiania się, dlaczego ktoś postąpił tak, a nie inaczej. Jeśli ktoś oczekuje wyłącznie wartkiej akcji, to musi przygotować się na to, że dopiero druga część książki zrekompensuje mu opisowy charakter pierwszej. 

Na jesień - książka w sam raz.  Polecam, choć zachęcam do lektury cierpliwej i uważnej.


***
Recenzje innych książek Moriarty: