Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Marcin Grygier. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Marcin Grygier. Pokaż wszystkie posty

piątek, 11 sierpnia 2017

Nie myśl, że znikną - Marcin Grygier



Po kapitalnym debiucie – Nie patrz w tamtą stronę – kwestie powstania i sięgnięcia po kolejną książkę Marcina Grygiera były dla mnie jedynie sprawą czasu.

Autor poprzeczkę ustawił sobie niebezpiecznie wysoko – debiutantom często z wielkim trudem przychodzi dorównanie lub prześcignięcie samego sobie, jednak pisarz udowodnił, że poprzednia książka nie była dziełem przypadku, lecz naturalną konsekwencją wielkiego talentu.

Oto komisarz Walter otrzymuje propozycję pracy w stolicy Górnego Śląska. Choć Katowice kojarzą mu się bardzo stereotypowo, postanawia podjąć się pracy w miejscowej policji. Tutejszym wydaje się to mocno podejrzane – kto przy zdrowych zmysłach przenosi się ze stołecznej na Śląsk? Zazwyczaj drogi awansu biegną zgoła odwrotnie. Przełożony Waltera przydziela mu do pomocy mężczyznę, który dzięki znajomościom swojego wuja, prokuratora Jarząbka, ostrzył sobie pazury na jego miejsce. Niestety teraz musi pracować pod czyjeś dyktando, co bardzo mu się nie podoba.

W  tym samym czasie, gdy Walter zostaje przeniesiony na Śląsk i przydzielony do sprawy brutalnego zabójstwa pary gejów, w  jego życiu pojawia się Luiza – bratanica, której dotąd nie miał okazji poznać. Jej obecność, jak się okazuje, nie jest dziełem przypadku, nie ma też nic wspólnego z próbą zacieśnienia więzi rodzinnych…

Co mają ze sobą wspólnego znalezione w parku zmasakrowane zwłoki śląskiego biznesmena i pojawienie się Luizy?

Grygier po raz kolejny udowodnił, że pisanie ma we krwi. Intryga, którą stworzył jest spójna, fabuła wciągająca, a akcja pędzi w zawrotnym tempie – gdy raz zaczniesz czytać, nie możesz wysiąść z wagonu zwanego powieścią, bo pędzi tak prędko, że nie sposób się z niego wydostać. 

Autor wykreował postać komisarza bardzo stereotypowego – mierzącego się z traumą przeszłości i bolesną utratą ukochanych kobiet, które zabrała mu praca w policji; topiącego swe smutku w alkoholu i próbującego wyrwać się ze szpon nałogu, lecząc bezsenność i koszmarne wizje innymi środkami. Jego przeszłość policyjna nie jest krystaliczna, co rzecz jasna wykorzystują jego antagoniści, znajdujący się nie gdzie indziej, jak właśnie w jego środowisku zawodowym. Oto Jarząbek – ten, który ma największe kontakty, okazuje się uwiązany w konszachty z mafią narkotykową, co rusz stawiającą nowe żądania do natychmiastowej realizacji. Podejrzani w sprawie o zabójstwo także borykają się z pamięcią o wydarzeniach sprzed wielu lat, a żądza zemsty dojrzewa w nich od dawna. Autor stworzył powieść, w której nie ma postaci jednoznacznie dobrych i złych. Są za to ludzie z krwi i kości, dręczeni demonami przeszłości, borykający się z trywialnymi problemami oraz traumatycznymi doświadczeniami, determinującymi każdy ich ruch.

Nie myśl, że znikną w niczym nie ustępuje powieści debiutanckiej, potwierdzając jedynie zdolności twórcze Grygiera. Lektura – na skutek lokalizacji tak bliskiej mojemu sercu (szczególnie moja rodzinna Ruda Śląska) – stała się dla mnie przyjemna w dwójnasób, bowiem nie ma nic bardziej łechcącego czytelniczą próżność niż wiedza empiryczna na temat przestrzeni, w których poruszają się bohaterowie. Znajomość topografii miejsc, w których toczyła się akcja, potęgowała moją radość płynącą z czytania i sprawiała, że z miejsca poczułam wspólnotę doświadczeń z bohaterami. Zupełnie inaczej będę także od dziś patrzeć na opisywane w powieści miejsca. Zaczynam także rozumieć, dlaczego wedle statystyk moje miasto jest jednym z najniebezpieczniejszych w Polsce…;)

Jeśli szukacie kryminału z wyższej półki,a nie taniej ramoty klasy B - trafiliście doskonale.


Autorowi zaś ogromnie kibicuję, czekając jednocześnie na kolejny tom - nie mam wątpliwości, że będzie doskonały.


wtorek, 5 kwietnia 2016

Nie patrz w tamtą stronę – Marcin Grygier



Jeśli masz słabą psychikę – nie czytaj!

Brutalność mordu dokonanego w tej książce zrobiła wrażenie także na mnie – osobie, która rzadko daje się poruszyć krwawym opisom, bo niejeden już czytała, niejedno zabójstwo widziała w tv, a wyobraźnię ma bujną nad wyraz, tak, że nie trzeba jej stymulować dodatkowymi elementami, by potrafiła zdziałać cuda. Marcinowi Grygierowi udało się jednak zjeżyć włos na mojej głowie i sprawić, że książka zaprząta moje myśli na długo po lekturze.

Zaczyna się mocno – oto odnalezione zostaje ciało zamordowanej dziewczyny. Standard, powiedzielibyście. Nic bardziej mylnego – w miejsce głowy, zwłoki mają doczepiony koński łeb, pochodzący prawdopodobnie z jednej z pobliskich licznych stajni. Co symbolizować ma ten bestialski czyn, o czym ma zaświadczać?

Jeśli wydaje wam się, że to makabra, lojalnie uprzedzam – dalej jest już tylko mroczniej i mocniej. Nieobliczalny i wciąż przebywający na wolności morderca dopiero się rozgrzewa. Pierwsza zbrodnia stanowi jedynie przykrywkę do jego pieśni zbrodni, a niezwykły talent do mylenia tropów wskazuje, że nie jest to pierwszy lepszy głupek, lecz ponadprzeciętnie inteligentny zabójca, z którym nie ma żartów i który doskonale wie, do czego zmierza. A zmierza do tego, by zemścić się za piekło, którego doświadczył w przeszłości.

Grygier kapitalnie pokazuje mechanizmy działania zła – wizualizuje to, jak jeden zły czyn prowokuje drugi, jak cierpienie ewokuje cierpienie, jak doznane krzywdy prowadzą do wyrządzania im innym, jak łatwo dać się uwieść żądzy zemsty i jak trudno wydobyć się ze spirali piekła, które gotujemy jedni drugim. Autor uwypukla zasadę kół na wodzie – pokazuje jak drobiazgi mogą zataczać coraz szersze kręgi – w przypadku tej powieści są to drobinki wyrządzonych krzywd, lecz doskonale wiemy, że podobnie działa i dobro – raz rozsiane, rozpromienia się na kilometry. Do nas należy wybór co będziemy wokół siebie roztaczać.

Coraz rzadziej zdarza mi się trafić na kryminał, który od pierwszych stron przyciągałby mnie na tyle, że nie chciałabym się od niego oderwać. Tutaj tak właśnie się stało. Aż dziw bierze, że to debiut, wszak jest kapitalny! Nie mogę się doczekać kolejnych tekstów autora – obok doskonale poprowadzonego wątku głównego, świetnie poradził on sobie również z portretowaniem postaci i trzymaniem w ryzach motywów pobocznych, które znacząco wpływały na linię narracyjną. Świetna robota!

Czytałam dojeżdżając do pracy i za każdym razem, gdy znajdowałam się w miejscu docelowym żałowałam, że pociąg nie jechał dłużej. Z niecierpliwością czekałam też przerwy i powrotu do domu, by móc wrócić do punktu, w którym przerwałam tę pasjonującą lekturę. Polecam ogromnie! Jeśli tylko szukacie dobrego kryminału, zdolnego wstrząsnąć i przerazić, Nie patrz w tamtą stronę będzie doskonałym wyborem, którego na pewno nie pożałujecie. No, chyba że zaczną was nawiedzać senne koszmary.


Czytajcie na własną odpowiedzialność.