sobota, 17 czerwca 2017

BFG. Bardzo Fajny Gigant - Roald Dahl



BFG. Bardzo fajny gigant, to książka, z którą miałam dość duży problem – na własne życzenie.

Zdarzyło mi się, o zgrozo, najpierw obejrzeć film. Produkcję, która nie spełniła moich oczekiwań i zupełnie mi się nie spodobała. Nie spodobała się i podświadomie zakodowała w mojej głowie przekaz o miernej wartości samej historii, łącznie z wyjściową wersją mistrza opowieści, Roalda Dahla.

Przeleżała więc na półce dobre kilka miesięcy, czekając na lepsze czasy, lepszą formę, chwilę przychylności. Doczekała się, gdy ze względu na osobiste perturbacje potrzebowałam czegoś, co nie musiałoby koncentrować mojej uwagi w 100%. Słowem – czegoś znanego.  

Zaczęłam lekturę i – mam wrażenie – w mgnieniu oka ją zakończyłam. Dahl ma niekwestionowany dar snucia opowieści, zaczarował mnie i pochłonął, pozwalając odetchnąć i zatrzeć w pamięci kiepskie doznania filmowe.

Oto Sophie wierci się i wierci w godzinę potworów. Gdy podchodzi do okna, staje się świadkiem czegoś niebywałego – widzi, jak pewien olbrzym skrada się po mieście, wdmuchując coś w dziecięce pokoje. Pech (albo jak kto woli – fart) chce, że zostaje przez niego dostrzeżona i uprowadzona. Okazuje się, że potwór, to tak naprawdę BFG – Bardzo Fajny Gigant, który ludzi nie zjada i bardzo się stara poprawnie władać językiem, choć nie do końca mu to wychodzi. Oboje bardzo szybko się zaprzyjaźniają, próbując położyć kres jedzeniowej tyranii innych olbrzymów – uciekając się do podstępu i zaangażowania w sprawę królową Anglii, postanawiają raz na zawsze ukrócić masowe porwania ludzi i czynienie z nich smakowitych posiłków.

Zwichrowana wyobraźnia Dahla porywa czytelnika i przenosi go w świat nieokiełznanej fantasmagorii, gdzie olbrzym może zasiadać do śniadania z królową i jadać jajecznicę z setek jaj przy użyciu łopaty, opowiadając w tym czasie plan powstrzymania szerzącego się olbrzymiego terroru. Nieźle, prawda?

No to jazda – sięgajcie po Dahla i bawcie się – BFG zaprasza J

0 komentarze:

Prześlij komentarz