środa, 2 marca 2016

Raven - Sylvain Reynard



Sylvain Reynard to jeden z najbardziej tajemniczych autorów (autorek, duetów?). Utrzymuje kontakt z czytelnikami jedynie za pośrednictwem swojej strony internetowej, nadając twórczości rys tajemniczości. Nie przeszkadza to jednak jego tekstom wspinać się na listy bestsellerów, a raczej – jak przypuszczam – jedynie tę wędrówkę przyspiesza.

Wielu z Was zrezygnuje pewnie z lektury jeszcze zanim porządnie się zastanowi. Wampiry źle się już dziś bowiem kojarzą – motyw wyeksploatowany okrutnie i to niekoniecznie przez wszystkich dobrze. Był czas gdy sklepowe półki mieniły się od wykwitów wampiropodobnych, niszczących tradycję gatunku, na wiele lat skazując książki o tychże na kpiące uśmieszki – Stoker odszedł w niebyt, pozostała Meyer i mniej lub bardziej udane kopie jej twórczości. Tym z Was jednak, którzy nie do końca przejedliście się tematyką – zachęcam do lektury. Oto bowiem pojawia się coś, co może wspomóc walkę wampirów o dobre imię.

Raven, to poruszająca się o lasce dziewczyna, która nad własne bezpieczeństwo, przedkłada troskę o innych. Na co dzień zajmuje się ona renowacją obrazów we florenckiej galerii Uffizi. Jej tradycją jest odbywająca się po pracy rozmowa z bezdomnym Angelo. Gdy pewnego wieczoru, podczas powrotu z imprezy, staje się świadkiem brutalnego napadu na tegoż, nie waha się, by spieszyć mu z pomocą. Jej decyzja pociąga za sobą wściekłość napastników, co może skończyć się dla niej tragicznie. I tak faktycznie by było, gdyby z pomocą nie pospieszył jej tajemniczy wybawca.

Po zajściu dziewczyna budzi się z  kompletną luką w pamięci. Okazuje się, że w  pracy nie było jej ponad tydzień, a jej zniknięcie zbiegło się z kradzieżą cennych dzieł Boticellego z galerii. Siłą rzeczy dziewczyna stała się jedną z głównych podejrzanych w śledztwie, tym bardziej, że po powrocie wygląda jak zupełnie nowy człowiek – nie kuleje, jest o wiele szczuplejsza i piękniejsza. Okazuje się, że bohaterka uwikłała się w znacznie poważniejszą sprawę, a pomocą może jej służyć jedynie tajemniczy wybawca, William.

Podobało mi się pochodzenie mężczyzny i jego znajomości. Wtręty o obrazach Boticellego, o Dantem, Machiavellim, Stokerze dodawały lekturze smaczku i uczyniły z niej – miast płytkiej powieści wampirycznej – ciekawą przygodę intertekstualną. Interesujące było ludzkie życie Williama i czasy, w których żył, które uczyniły z niego erudytę i znawcę Pisma Świętego biegle posługującego się łaciną oraz specjalistę od najwybitniejszych dzieł sztuki. Chwała autorowi również za to, że jego książka nie epatuje seksem i rozbuchanym erotyzmem. Owszem, ten w przypadku sagi o wampirach jest nieunikniony, bo stanowi element natury tychże, jednak autor pokazał jak można smacznie i mądrze zaprezentować rzeczywistość często skupiającą się właśnie na scenach łóżkowych, które stanową dominantę kompozycyjną. U Reydana na szczęście jest to jedynie element poboczny, nieprzyćmiewający głównej osi fabularnej, stanowiący nieunikniony i niezbędny dodatek, czyniący z  opowieści miłosną grę.

Niczego nie można odmówić także językowi. Powieść napisana jest tak, by wciągnąć. Nie ma w niej zbędnych opisów spowalniających akcję, sceneria zmienia się co rusz, podobnie jak emocje i doznania głównych bohaterów. Jest nad czym się zastanowić, jest czemu się przyjrzeć, jest się czym pobawić.

Mądra powieść o wampirach? Macie ją przed sobą. Reynard rozpoczął serię będącą opowieścią o tym, co z  pozoru niemożliwe – uczuciu rodzącym się pomiędzy kaleką dziewczyną a niezdolnym do kochania i empatii Księciem Florencji. Ich spotkanie zmienia losy całego miasta, mieszając świat ludzi z przestrzenią ich koszmarów, a czytelnikom dostarczając wielu emocji.


Zapraszam do lektury. Premiera już 16 marca.