piątek, 28 sierpnia 2015

Kiedy odszedłeś - Maggie O’Farrell

Pierwsze chwile z  książką Maggie O’Farrell są trudne. Nie od razu dostajemy bowiem spójną całość, lecz raczej pudełko z 10000 elementów puzzli do szybkiego ułożenia. Nic nie wydaje się  składne - biegniemy od historii do historii, od osoby do osoby, bez jakichkolwiek podpowiedzi gdzie aktualnie się znajdujemy: skoki czasowe nic sobie nie robią z kolejnych rozdziałów, zdarza się, że każdy akapit dotyczy innej osoby, a także – o zgrozo! – czasu. Dopiero po chwili zorientujecie się, że czytacie o czymś zupełnie innym niż jeszcze dwa zdania temu. Brak linearności, chaos opisów i wielogłosowość robią swoje – co bardziej niecierpliwy czytelnik może się w krótkim czasie zdenerwować i powieść porzucić. Lektura książki tak (pozornie) rozbitej to bowiem wielki wysiłek. Autorka nie bierze nas za rękę, nie dołącza instrukcji obsługi – liczy raczej, że prędko zdamy sobie sprawę z  kolejności wydarzeń, które rozparcelowała i porozrzucała w przypadkowe miejsca swojej opowieści po to, by zarysować tło pod obraz życia głównej bohaterki.

Alice Raikes niespodziewanie wsiada do pociągu, by odwiedzić rodzinę w Szkocji. Na miejscu widzi coś, co każe jej niezwłocznie wrócić do Londynu. Jej podróż okazuje się brzemienna w  skutki: parę godzin później bohaterka ulega wypadkowi i zapada w śpiączkę. Lekarze podejrzewają próbę samobójczą, która - w opinii bliskich - byłaby możliwa. 
Odtąd świadkować będziemy odwiedzinom rodziny Alice w szpitalu – ich reakcje będą przeróżne. Im więcej będą ze sobą rozmawiać, tym więcej będą przed sobą ukrywać. Im więcej ukrywać, tym więcej się kłócić. Równocześnie z podpatrywaniem rodziny kobiety, będziemy mogli wejrzeć w głąb jej umysłu, odbywającego właśnie trudną podróż do przeszłości i romansu zakończonego całkiem niedawno. Jego wspomnienie, wraz z  rozmowami toczącymi się przy łóżku bohaterki złożą się na obraz jej życia. To on, obok powoli odkrywanej przyczyny tragedii, jest najważniejszym punktem książki.

Emocje i wrażenia towarzyszące lekturze tworzą całą paletę barw: od braku zrozumienia, rozgoryczenia, złości, smutku, przez współczucie aż do powolnej akceptacji tego, co zastane. Na plan pierwszy wysuwa się autorska próba szkicowania psychiki ukształtowanej przez wydarzenia życia, które to zostały szczegółowo omówione, wraz z  kolejnym wskazaniem zachodzących w  bohaterce zmian.
Odnoszę wrażenie, że lektura tej książki znacznie więcej przyjemności sprawi tym, którzy lubią opowieści gorzkie i niepewne – bo na radość miejsca tutaj właściwie nie ma. Światło dziennie ujrzy zdrada, błędy rodzicielskie i inne przewinienia kształtujące psychikę i nierzadko charaktery ludzkie. By jednak się z nimi zmierzyć, sami musimy przejść przez pole minowe trudności lekturowych i wykazać się nie lada silną wolą. Nagroda będzie sowita.

Skłonni do poświęceń? Zatem książka w  rękę!






12 komentarzy:

  1. Myśle, że początkowy rozgardiasz nie zniecheciłby mnie :) Czasem lubie sie mocniej skupiać przy jakiejś książce :D

    http://papierowa-kraina.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Zainteresowała mnie ta książka,mimo smutku, który z niej płynie. To będzie trudna lektura.

    OdpowiedzUsuń
  3. Raczej książka nie dla mnie. Piszesz, że chaotyczna na początku a ja jestem zbyt niecierpliwa, więc pewnie po paru stronach rzuciłabym ją w kąt.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To całkiem możliwe - można się pogubić, ale na szczęście później wszystko pięknie się rozwiązuje.

      Usuń
  4. Mam nadzieję, że książka ma pozytywne zakończenie, bo jeśli nie to już czuje łzy w oczach!

    OdpowiedzUsuń
  5. A ja lubię takie książki. Nawet jeśli po skończeniu lektury nie jestem zachwycona. Lubię mieć mętlik w głowie. Coś takiego zrobiła ze mną "Zaginiona dziewczyna" ;) Chętnie przeczytam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Zaginiona dziewczyna" to mój wyrzut sumienia, więc cśśś:P

      Usuń