sobota, 29 sierpnia 2015

Coraz mniej czytelniczych olśnień - rzecz o książce Ałbeny Grabowskiej

Lubicie powieści pisane przez kobiety o kobietach?
Ałbena Grabowska wydaje się specjalistką w tkaniu historii splatanych ledwie widzialną, acz niezwykle silną nicią. Oto historia trójki kobiet – Leny, Marii oraz Aliny.

Pozornie – czego zapewne możecie się domyślić (i słusznie) – nic je nie łączy. Inny wiek, inne upodobania, inne charaktery, inna historia życia, inne plany. Każda z  nich ma jednak historię, od której pragnęłaby się odciąć i którą chciałaby puścić w niepamięć. To oczywiście nie jest jednak takie proste, szczególnie gdy tajemnica tego co minione, może z  łatwością wyjść na światło dzienne, burząc to, co przez lata udało się uformować.

Postaci są zarysowane bardzo sugestywnie i plastycznie – od niemalże pierwszej strony czułam ogromną niechęć do Leny, której zachowanie wydawało mi się tak bardzo irytujące, że każdorazowe czytanie o jej kolejnych wyskokach budziło we mnie fizyczny dyskomfort. Na szczęście z  takimi emocjami nie zostałam pozostawiona, a metamorfoza bohaterki umożliwiła zanegowanie mojego początkowego rozpoznania.

Podobnie jak niechętnie odnosiłam się do Leny, z  równie dużą sympatią śledziłam losy Aliny, choć wcale nie była postacią kryształową. Każdej z  nich zresztą do ideału daleko – plany Marii dotyczące ujawnienia tożsamości dawno zaginionej i uznanej za zmarłą przyjaciółki, by wybić się na jej tragedii doprowadziły mnie do czytelniczej rozpaczy.

Grabowska ma niezwykły talent do tworzenia opowieści, w  których znaczącą i nie do przecenienia rolę odgrywają emocje – zwłaszcza odbiorcze. Posiadła ona także umiejętność zręcznego wplatania w swoją narracyjną nić obserwacji rzeczywistości: świata mediów, dziennikarstwa, sposobów na zdobycie sławy kosztem cudzego nieszczęścia, rzeczywistości reality show, które zostały należycie wykpione, poprzez ukazanie ich od podszewki. Cieszy mnie także pojawienie się wątku autotematycznego – poezja w powieści nie jest tematem modnym, a tutaj posłużyła dodatkowo do wytknięcia kultu współczesnych rozrywek. Wpisanie jej w świat reality show było posunięciem doskonałym – pokazuje ono jak sztucznym wytworem i ramotą jest to, co tworzone pod publiczkę. Ta refleksja jest dla mnie jedną z cenniejszych w książce.

Niestety, mimo zaskakującego i oczyszczającego zakończenia, łączącego i wieńczącego losy trzech bohaterek, powieść wcale mnie nie zachwyciła. Była dobra, warsztatowo więcej niż poprawna, aczkolwiek do ogromnych literackich emocji było mi daleko. Nie jestem chyba docelowym odbiorcą ani idealnym czytelnikiem obyczajówek.


A w  mym życiu czytelniczym coraz mniej olśnień.