piątek, 19 czerwca 2015

Tulipanowy wirus – Danielle Hermans



Jeśli wydaje Wam się, że to, co zostało rozpoczęte w  XVII wieku nie ma wpływu na to, co dzieje się dziś i nie znajduje swojej kontynuacji, szczególnie jeśli idzie o pieniądze, jesteście w  błędzie.

W Holandii Anno Domini 1936, Wouter Winckel – szanowany, znany i ceniony handlarz tulipanami został znaleziony martwy w  swojej gospodzie. Do opinii publicznej przedostała się informacja o morderstwie będącym konsekwencją nadmiernej wolności słowa, objawiającej się krytyką religii, której denat sobie nie szczędził. Tym bardziej, że ofiara miała wepchnięty w  usta antyreligijny pamflet własnego autorstwa. Niewielu wiedziało, że za zbrodnią stało coś więcej – Winckel bowiem był właścicielem najpiękniejszej i najokazalszej kolekcji tulipanów w  Zjednoczonej Republice Siedmiu Prowincji Niderlandzkich. Mało tego – posiadał on najbardziej pożądaną i niemożliwą do zdobycia cebulkę odmiany Semper Augustus, której istnienie przez wieki poddawano w  wątpliwość, a która istniała jedynie w  trzech egzemplarzach.

W  Londynie 2007 roku historia zatacza koło. Martwy zostaje znaleziony Frank Schoeller, który jeszcze przed zgonem zdołał przekazać siostrzeńcowi, który go znalazł wskazówkę dotyczącą morderstwa. Trzymając w dłoniach siedemnastowieczną księgę o tulipanach, wskazał na datę mającą być podpowiedzią do dalszych poszukiwań. Kazał także ukryć trzymane dzieło i przed nikim się nie zdradzić.

Alek do pomocy wybiera Damiana, przyjaciela, antykwariusza, który wraz z nim podąży siedemnastowiecznym szlakiem tulipanowym, by odnaleźć mordercę i odpowiedzieć na dręczące ich pytania o przeszłość Schoellera, którego – jak się okazuje – wcale nie znali.

Danielle Hermans popełniła naprawdę dobrą książkę – pełną zwrotów akcji, opartą na niezwykle frapującej tajemnicy, historii niesłychanie zajmującej i przekonującej. Tulipany stoją w  niej na pierwszym planie, udowadniając, jak wiele ludzie są skłonni zaryzykować i poświęcić dla pieniędzy, a nade wszystko – dla sławy. W  niej to arogancja, pycha, chciwość i marzenie o potędze ściera się z nauką, religią i dążeniem do prawdy. To połączenie ewokuje zagrożenie, którego nikt się nie domyśla.

Narracja prowadzona jest dwutorowo – z  perspektywy współczesności i XVII wieku. Te dwie przestrzenie narracyjne zostały wyróżnione w  szczególny sposób – poza oczywistymi nagłówkami sygnalizującymi czasy, których dotyczyć będą kolejne rozdziały, historie toczące się przed ponad trzystu laty zostały zapisane innym odcieniem czcionki – zastosowany tusz jest jaśniejszy, niby wypłowiały, niby starszy. Bardzo dobre rozwiązanie, z  którym spotykam się w  książce po raz pierwszy – Marginesy udowadniają, że mają nosa nawet do najdrobniejszych, pozornie nieistotnych szczegółów – brawo!


Polecam – czyta się świetnie, wydanie dodatkowo podkreśla wartość publikacji, a sama historia – zwłaszcza dla fanów tejże – nadaje powieści smaczku. Wciąga.