sobota, 16 lutego 2013

Ciemniejsza strona Greya – E L James


Tytuł: Ciemniejsza strona Greya
Autor: E L James
ISBN: 978-83-7508-595-2
Wydawnictwo: Sonia Draga
Ilość stron: 632


Pierwsza część trylogii wzbudziła we mnie morze różnorodnych emocji, a tym samym rozbudziła nadzieję na dużo lepszy tom drugi. Zakończenie zwiastowało kontynuację serii w sposób charakterystyczny dla tradycyjnych historii miłosnych. Po części tak też jest.
E L James rezygnuje z wielu scen erotycznych, by bardziej skupić się na rozwoju fabularnym.
Drugiej części już nie można tak bardzo zarzucić, że jest jedynie zlepkiem scen łóżkowych, pozbawionych jakiejkolwiek treści dodanej, bowiem fabularnie jest zdecydowanie lepsza.
Niestety, wśród wielu nieporadności, James posiada również niezdolność do prowadzenia akcji. Powieść zyskuje na dodaniu tak wielu wątków obyczajowych, niestety jednocześnie traci na traktowaniu ich po macoszemu. Autorka dusi w zarodku własne pomysły, za szybko rozwiązuje akcję, marnuje potencjał wielu wplecionych w treść wydarzeń. I choć wątki te książkę urozmaicają, jednocześnie obnażają też niezdolność do poprowadzenia właściwiej narracji, innej niż powtarzalne sceny erotyczne, które w tej części robią się coraz bardziej nużące.
Od początku jednak.
Powieść zaczyna się trzy po wydarzeniach poprzedniej części. Anastasia cierpi katusze z powodu rozstania, Grey zupełnie dla siebie niespodziewanie – wydaje się cierpieć jeszcze mocniej.
Po raz kolejny został bowiem opuszczony. Zaangażował się na poziomie emocjonalnym, inaczej niż do tej pory. Przestał być Panem. Część druga, to właściwie obserwacja przemiany Greya – z Pana w Uległego. Niestety, jak dla mnie rzeczą nieprawdopodobną jest, by zmiany takie dokonały się w tak krótkim czasie. Rozumiem, że szok i cierpienie jakiego doznał kazało mu przewartościować całe życie i zrezygnować z sadomasochizmu. Nie wierzę jednak, że przeszedł przez to tak prosto i bezboleśnie, jak zdaje się sugerować.
Część ta z powodzeniem mogłaby stać się thrillerem psychologicznym, gdyby nie nieudolność warsztatowa autorki. Wątek Leili, Jacka, Pani Robinson, zaginięcia Greya – to świetne pomysły, które zostały zupełnie niewykorzystane. Miałam wrażenie, że nie stanowią dla pisarki żadnej wartości – są tylko nieudolną próbą połączenia ze sobą kolejnych scen łóżkowych za pomocą czegoś, co ma przypominać wciągającą akcję.
Co jest wielkim plusem tej części, to coraz większa otwartość Greya w mówieniu o swojej przeszłości. Czytelnik ma dzięki temu okazję zrozumieć to, co podczas lektury pierwszego tomu jedynie przypuszczał; ma szansę skonfrontować swoje teorie z wersją autorską.
Przyznaję, że Grey z części drugiej nie jest już tak magnetyczny, jak Grey-Pan. Cenię sobie jego zmianę w imię miłości, jednak wciąż diabelnie irytująca jest dla mnie jego chęć do sprawowania nad wszystkimi kontrolę, przypominająca raczej permanentną inwigilację niż troskę o bezpieczeństwo.
Nie sposób zbyć milczeniem warstwy językowej powieści. Święty Barnaba pojawił się tylko raz, co było dla mnie sporym zaskoczeniem. Niestety, wewnętrzna bogini, której funkcji zrozumieć nie potrafię, psuła w tej powieści wszystko. Sprawiała, że czyniłam gest nietolerowany przez Greya – wywracałam oczami ilekroć wewnętrzny głos Any wkraczał na scenę akurat w tym momencie, gdy akcja zaczynała się rozwijać. Bogini niszczyła wszelkie napięcie, wywołując na mej twarzy uśmiech politowania. Nie wspomnę już o wszelkich odchyłach, które mogłabym zrozumieć w dialogach z książek dla nastolatków, ale na pewno nie w powieści pretendującej do miana historii dla dorosłych; a także o namolnych powtórzeniach całych konstrukcji zdaniowych, przywodzących na myśl metodę kopiuj-wklej.


Wadą jest również fakt, że wszystko dzieje się za szybko.
Pięć tygodni, podczas których rozpoczyna się intensywny związek Greya z Aną, jego rozpad, wielki powrót, przemiana Christiana, oświadczyny, zaginięcie, szantaże Pani Robinson, prześladowania Leili, molestowanie Jacka, awans i przemiana Any – za dużo, za szybko.
Pięć tygodni to akurat czas na zachłyśnięcie się związkiem i uczuciem, ale wciąż nie mogę pojąć jak można być tak naiwnym, by wierzyć, że ci ludzie są w stanie kochać się nawet kilkanaście razy dziennie, za każdym razem doznając równoczesnego spełnienia, cały czas się rumieniąc i namawiając jedne drugiego do ponownego przejścia do trybu BDSM. 
Wiem, że to tylko książka, ale niestety niezwykle przekonująca w swej naiwności, bez stawiania pytań o to, co będzie z ich związkiem później, gdy się już wypalą, gdy nie będzie im się chciało spędzać całych dni w łóżku. Co im zostanie?
Nie ma tu wspólnoty dusz, na próżno jej szukać. Nadal pozostaje książka ta powieścią erotyczną, jednak zdecydowanie mniej intensywną i brutalną. O wiele bardziej kieruje się w stronę psychologizmu, niestety nieumiejętnie wplatanego w akcję.
Mimo wszystko, ciągle mam nadzieję, że część trzecia, finalna, pozytywnie mnie zaskoczy.
Póki co, bardziej podobał mi się tom pierwszy, mimo że od nieporadności językowych roiło się w nim o wiele bardziej, a fabuły… prawie nie było.
Pewnie dlatego, że część druga, mimo że chciała mnie zaskoczyć, to sama tę szansę zmarnowała.


_________________
Recenzja poprzedniego tomu: