sobota, 20 października 2012

Janusz Korczak – Pamiętnik i inne pisma z getta

Tytuł:Pamiętnik i inne pisma z getta

Autor: Janusz Korczak
ISBN:  978-83-7747-747-2
Wydawnictwo: W.A.B. - dziękuję!
Rok wydania: 2012
Liczba stron: 304









Wyjątkowy to pamiętnik. Wyjątkowy, bo opisujący życie osoby nieprzeciętnej, postaci z krwi i kości, która po dziś dzień fascynuje i która wciąż na nowo jest odkrywana. Rok 2012, nazwany rokiem Korczakowskim, pełni funkcję dwojaką: przypomnienie sylwetki   Starego Doktora, ale też ponowne szerzenie jego myśli pedagogicznej, w której priorytetem staje się dziecko i jego potrzeby, dziecko traktowane podmiotowo. W związku z obchodami tego roku, na rynku co rusza pojawiają się kolejne publikacje przybliżające tę znaną postać i jego działalność. Jednym z ważniejszych, moim zdaniem, świadectw tego czasu jest Pamiętnik i inne pisma z getta, przybliżający postać autora w sposób najdoskonalszy z możliwych, bo za sprawą jego własnych słów, a nie sztucznie wytwarzanych biografii.
Nazwać książkę tę jedynie memuarem, to mało. Tak naprawdę bowiem jest to nośnik ideologii i światopoglądu Korczaka, przedstawiony w sposób dość zawoalowany nawet dla samego twórcy. W niczym nie przypomina od pamiętników typowych, zawiera raczej strzępki informacji wyrwanych z kontekstu, których zrozumienie i osadzenie w konkretnej rzeczywistości umożliwiają doskonałe i obfite przypisy oraz przynajmniej minimalna znajomość biografii autora. To summa życia człowieka niezwykłego, pełnego pasji, zaangażowania i zmierzającego wprost ku wymierzonym celom, na przekór powszechnego uwikłania w politykę i sprawę eksterminacji. Chaos myśli, szczątkowe informacje, „dziecięce” i niecierpliwe przeskakiwanie z tematu na temat, to wyróżniki stylu Korczaka, a jednocześnie elementy, które w dużym stopniu utrudniają pierwszą lekturę publikacji.
Po pierwszej części Pamiętnika, sam Korczak z rozbrajającą i dojmującą szczerością zamieszcza taki oto komentarz:


Przeczytałem. Z trudem zrozumiałem. A czytelnik? Nie dziw, że pamiętnik niezrozumiały dla czytelnika. – Czyż można rozumieć cudze wspomnienia, obce życie. Zdaje się, że ja bez trudu winienem wiedzieć, co piszę. Ba. Czy można rozumieć własne wspomnienia?[1]

Z tym odautorskim wskazaniem, wchodzimy tutaj na grunt niezwykle delikatny. Problem wspomnień, które są na tyle bolesne, że przystoi o nich mówić jedynie ze ściśniętym gardłem; wspomnień tak brutalnych, ze następuje ich wyparcie albo też – heroiczna próba zrozumienia własnej i cudzej, niezwykle smutnej i wypełnionej bezbrzeżnym cierpieniem przeszłości. W tekstach będących summą wydarzeń wojennych nie brakuje tego typu refleksji, z których płynie jeden, niezmienny wniosek: nie jesteśmy w stanie zrozumieć innych, bo nie jesteśmy w stanie zrozumieć nawet samych siebie – swoich decyzji, swojej sytuacji, swojego położenia. Przebywanie w getcie, będące przejawem ewidentnego rasizmu, tak mocno dającego się we znaki w czasie II wojny światowej, to cierpienie niezawinione, niezależne od poszkodowanych. Determinizm, społeczne przyzwolenie na zło, odwieczne pytanie unde malum? – te pojęcia przychodzą na myśl podczas głębszego zastanowienia się nad kwestią żydowską w początkach XX wieku i to one, po raz kolejny, wypływają w czasie lektury książki Korczaka, książki spisywanej od roku 1942, już podczas jego pobytu w getcie warszawskim, gdzie w dalszym ciągu, z niezachwianą wiarą i oddaniem, starał się wspierać dzieci z Domu Sierot, który założył wraz z wspomnianą wielokrotnie na kartach te publikacji Stefanią Wilczyńską, a który za cel stawiał sobie uzyskanie wśród dzieci postaw pożądanych, za sprawą tworzenia sytuacji, które miały ułatwić im zmianę swojego dotychczasowego zachowania. Korczak nie stawia pytań o sens wojny i cierpienia wprost. Raczej zamieszcza je między wierszami, między własnymi obserwacjami, uwagami, nieraz bardzo dosadnymi. Nie jest wyrazicielem ogólników, częściej każe się domyślać, zastanawiać, doszukiwać w innych źródłach.
Myśl pedagogiczna Korczaka, wielkiej osobistości, przewija się raz za razem na każdej ze stronic. Wydawać by się mogło, że często podświadomie, autor dawał wyraz swoim przekonaniom, wplatając je w ciąg wspomnień, które w żaden sposób nie mogą oficjalnie uchodzić za wyrazicieli jego ideologii..

Pamiętnik, to świadectwo Holocaustu, świadectwo Zagłady, świadectwo warunków życia w getcie już w końcówce jego istnienia, przed ostateczną likwidacją. Książka ta, choć stanowi niezwykłą summę, daleka jest od typowych wspomnień tamtego okresu. Forma pamiętnika urywanego, zdań niepełnych, sprawiających momentami wrażenie pisanych w pośpiechu, sprawia, że książka ta robi jeszcze bardziej piorunujące wrażenie.
Nie sposób podczas lektury, uciec od atmosfery posępności, dojmującego smutku, szerzącej się niesprawiedliwości, okrucieństwa i dehumanizacji. Odczłowieczenie przejawiające się w karygodnym traktowaniu dzieci, odmawianiu im dostępu do lekarstw, to tylko wierzchołek góry lodowej, to jedno z wielu zachowań będących w owych czasach na porządku dziennym. Stanowiły one rzeczywistość, której nikt nie potrafił się sprzeciwić. Stary Doktor w swojej relacji sprawia wrażenie osoby odciętej od wojny jako takiej. Bardziej interesowały go sprawy Domu Sierot, w które zaangażowany był bez reszty, w swym surowym przekazie nie zdarza mu się wcale odwoływać do tego, co być może działo się za murami getta. Interesowało go „tu i teraz”, niesprawiedliwość miejsca, w które został sztucznie wtłoczony.

Książce tej niezwykle pomagają dodatki ilustracyjne, jakimi są reprinty dokumentów, kopie zapisków na maszynie, fragmenty listów, plan getta oraz szereg fotografii. Wszystko czarno-białe, surowe, podkreślające rangę tego dokumentu, jakim niewątpliwie stał się Korczakowski memuar. Prócz relacji pamiętnikarskiej, znajdziemy w publikacji tej również „inne pisma z getta”, którymi są listy, sprawozdania, luźne przemyślenia, podania. Choć w dużej mierze są to teksty użytkowe, nie brak w nich także charakterystycznej dla Korczaka pisarskiej formy.

Każdy dzień, nie tylko wczorajszy, to książka – to gruby zeszyt, rozdział, który starczy na lata.[2]

Korczak, w publikacji tej jawi się jako zwykły-niezwykły człowiek, walczący o godne warunki dla sierot, staczający codzienną małą wojnę o byt, obdarty jest jednak z patetyczności. Jego działania wydają się jak najbardziej naturalne, odruchowe i konieczne. Nie jest superbohaterem, lecz człowiekiem z krwi i kości, którego również dopaść może bezradność, niemożność działania, poczucie „związanych rąk”, zmęczenie, ale na szczęście nigdy nie rezygnacja. Co fascynuje, to fakt, że w tak trudnych, brutalnych warunkach, Starego Doktora wciąż stać na swoistą afirmację życia, na bardzo ciepłe spojrzenie na świat, wciąż zdolny jest do budowania zdań aforystycznych i uniwersalnych, przepełnionych mądrością:

Żołądek jest głodny, jeżeli mu nie dać pokarmu, jeżeli jest pusty i nie ma w nim jedzenia – a serce jest głodne i smutne, i pełne tęsknoty, jeśli nie ma w nim miłości.[3]

Smutne i piorunujące jest zakończenie pamiętnika. Ostatnie słowa Korczaka, to na pozór błahe zwroty:



Podlewam kwiaty. Moja łysina w oknie - taki dobry cel? Ma karabin. - Dlaczego stoi i patrzy spokojnie?[4]

Trywialność ta w zestawieniu z brutalną rzeczywistością, to ostatni przekaz Starego Doktora. Kolejnego dnia po ich zapisaniu, zmierzał już wraz ze swoimi podopiecznym na Umschplatz. Finał znamy wszyscy.

Recenzja bierze udział w konkursie Blogerzy dla Korczaka, na którą możecie przenieść się po kliknięciu w powyższy baner.


[1]Janusz Korczak, Pamiętnik i inne pisma z getta, W.A.B., Warszawa 2012, s.94.
[2] Tamże, s.112.
[3] Tamże, s.272.
[4]  Tamże, s.140.

wtorek, 16 października 2012

Sekret Siła - Rhonda Byrne


Tytuł: Sekret Siła

Autor: Rhonda Byrne
ISBN:  978-83-7534-030-3
Wydawnictwo: Nowa Proza - dziękuję! Tu możesz zajrzeć do książki.
Rok wydania: 2012
Liczba stron: 276









Siła. Magnetyzm. Przyciąganie. Trzy słowa, które wystarczyłyby za dokładny opis najnowszej książki Rhondy Byrne, autorki głośnego Sekretu. Gdy kilka lat temu światowy rynek książki oraz rynek filmowy oszalał na punkcie produkcji, obejrzały ją miliony osób na całej kuli ziemskiej. Swój fenomen zawdzięczała intrygującej kampanii reklamowej, tytułowi, który znamionował odkrycie jakiejś dotąd zaciemnianej prawdy oraz towarzyszącemu temu okresowi pragnieniu odsłaniania kolejnych tajemnic. Byrne, niesiona falą popularności, pokusiła się o napisanie kontynuacji bestsellerowego Sekretu, nadając mu tytuł równie zwięzły, i równie przejrzysty – Siła.  Autorka wielokrotnie powtarza, że jej największym pragnieniem i celem, który chce osiągnąć wydając swoje ksiązki, jest niesienie radości miliardom ludzi na całym świecie. Pisarka, zapiera się, że praprzyczyną jej twórczości, skądinąd wcale nie oryginalnej, nie będącej żadnym novum, wcale nie jest pragmatyczne, przyziemne i całkowicie naturalne oraz zrozumiałe pragnienie wzbogacenia się, lecz silna potrzeba podzielnia się swoim doświadczeniem i wiedzą, która umożliwiła jej całkowite przewartościowanie życia, nadając mu zupełnie nowy bieg, bieg w rytmie szczęścia i spełnienia.
Co tu kryć – Byrne nie odsłania przed czytelnikiem żadnej tajemnej i pilnie strzeżonej wiedzy – stara się jedynie po raz kolejny, jak wielu przed nią, wskazać na najważniejszą „siłę” rządzącą naszym życiem, determinującą je i wywierającą na nie niebywały wpływ. O jaką siłę chodzi? Jeszcze się nie domyślacie?
MIŁOŚĆ.
Miłość, będącą siłą sprawczą i napędową wielu ludzkich działań i przedsięwzięć. Miłość, stanowiącą o człowieczeństwie, miłość, która określa człowieka i jest powodem dla jego istnienia. Miłość, która otacza nas zewsząd, i od której nie sposób się odseparować.
Byrne, przypomina jak wiele od niej zależy, jak znacząco wpływa ona na ludzkość i jak ją ukierunkowuje.
Podczas lektury tej książki, dzieje się coś niebywałego: cały czas miałam wrażenie, że czytam banały, że nie dowiaduję się niczego nowego, że Byrne poszła w sztampowość i przewidywalność, że próbuje wzbogacić się na ładnym wydaniu i złożeniu w całość tego, o czym wszyscy doskonale wiemy, tego, co zostało przepracowane po wielokroć i nie stanowi żadnego zaskoczenia: temat zaczytany i wyeksplorowany do granic wytrzymałości, a mimo to – czytałam dalej. Jak zahipnotyzowania, lekturę pochłonęłam w mig, jednym nieprzerwanym ciągiem, na jednym oddechu. Jest coś w sile przyciągania, co na samą myśl o niej sprawia, że doczepiamy się do czegoś [tutaj: do stronic] niczym magnes.
Ta książka czyta się sama, zabrakło mi jednak przy jej lekturze chwili na zastanowienie się, na jakąś powtórną refleksję i zadumę nad tym, co powinna tego typu lektura prowokować – tutaj mimo specjalnie wyodrębnionych fragmentów – nie ma na to czasu.
Siła przyciągania – na pewno.
Nie liczmy jednak na nowość, nie liczmy na zaskoczenie. Utrzymana w tonie Sekretu publikacja, stanowić może zarówno uzupełnienie poprzedniej lektury, jak i całkowicie odrębny tekst, niewymagający znajomości pierwszego. Dla zabicia czasu, dla odświeżenia sobie pewnych znanych faktów – czemu nie.
Z całą pewnością na korzyść książki przemawia jej wydanie – piękne, barwne, cieszące oko.
Komu podobał się Sekret, temu spodoba się i najnowsza książka Byrne. I to właśnie jej dotychczasowym czytelnikom polecam tę pozycję w pierwszej kolejności. Reszcie – wedle uznania.

poniedziałek, 15 października 2012

Podstawy survivalu ze Stroudem


Tytuł:Przetrwać wszystko

Autor: Les Stroud
ISBN:  9788376420738
Wydawnictwo: Pascal- dziękuję!
Rok wydania: 2012
Liczba stron: 384








Survival od lat przyciąga ludzi swoją magnetyczną siłą. Kojarząca się w najdzikszymi przestrzeniami, spartańskimi warunkami, wymagająca ogromnej wytrzymałości, doskonałej kondycji i siły woli dziedzina, to przygoda wzywająca niemalże każdego, chociaż raz w życiu.
Niewielu znam ludzi, którzy nawet w najśmielszych marzeniach, nie poświęcili mu choć jednej myśli – zbyt ciągnie nas do tego, co niezbadane; tego, czego nie można zaplanować. Mamy w sobie pierwiastek człowieka pierwotnego, zdanego jedynie na siebie, swoje umiejętności, zdobytą wiedzę, a także na to, co uda mu się wytworzyć z dostępnych przedmiotów. Wciąż mamy w sobie instynkt, który nie przepadł podczas ewolucji, a który niezmiennie zaprasza nas do wstąpienia na ścieżkę przygody i adrenaliny, jaką bez wątpienia gwarantuje survival.
Les Stroud, to ekspert w tej dziedzinie; to człowiek, który współtworzy program emitowany na kanale Discovery World – Człowiek, który przetrwa wszystko. W odcinkach swojej audycji nie sili się na obiektywizację, nie stosuje sztuczek, nie ma wokół siebie lekarzy, ludzi do pomocy, nie ma zapasów dodatkowego jedzenia, nie jedzie za nim karawana z wodą. Stroud, to człowiek autentyczny, który pokazuje survival takim, jakim jest – nie chce przy tym oszukiwać, nie chce zamazywać pewnych faktów, nie chce przemilczeć tego, co ważne.
Brud, to w jego wypadku wcale nie charakteryzacja, lecz efekt życia w warunkach, na jakie się w danej chwili zdecydował.

W swojej książce Przetrwać wszystko, Stroud przekonuje, że survival, to nie jednodniowa przygoda, o której decyzję powziąć można spontanicznie i, do której realizacji również można spontanicznie podejść. To dziedzina, która wymaga lat przygotowań, przede wszystkim pod względem kondycyjnym. Niewyrobiony organizm, w żaden sposób nie będzie w stanie przeżyć w tak trudnych warunkach i to podstawowa wiadomość, z którą należy się oswoić, gdy na poważnie myśli się o wstąpieniu do świata survivalu.
Stroud, jako ekspert, dzieli się swoim wieloletnim doświadczeniem, wskazuje na najważniejsze umiejętności oraz taktyki przydatne w każdym miejscu na ziemi. Jego książka, to poradnik wypełniony po brzeg cennymi wskazówkami, mogącymi usprawnić nam proces przygotowań do wyprawy, ale też stać się prawdziwą pomocą już podczas jej trwania.
Stroud nie kryje tego, że dobre zaplanowanie wyprawy, w wielu wypadkach może ocalić życie i stanowi kluczowy etap; prezentuje różne strategie, proponuje wyposażenie podstawowego zestawu survivalowego, a także teoretycznie dzieli się poradami w dziedzinie pokonywania strachu oraz bezpośredniego kontaktu z niebezpiecznymi zwierzętami, który w wypadku nieprzemyślanych reakcji, może zaowocować kalectwem lub, gorzej, śmiercią.

Co ważne, książka ta nie jest jedynie zbiorem suchych faktów,  owszem, popartych doświadczeniem i mnogością przykładów, jednak niezmiennie jedynie faktów – zawiera także gros fotografii ilustrujących prawidłowe wiązania, sposób budowy schronień, i tak dalej, i tym podobne. Ważnym i wyróżniającym się elementem są pojawiające się co jakiś czas ramki ze „Wskazówkami Strouda”, zawierające najważniejsze i najbardziej przydatne propozycje.

Mając tę książkę w swoich zasobach, możecie śmiało powiedzieć, że wykonaliście krok ku poznaniu survivalu od podszewki, a co za tym idzie – po teoretycznych przygotowaniach, jesteście w stanie przejść na poziom wyżej – praktyczne planowanie swojej pierwszej wyprawy.
Ze Stoutem wszystko wyda się łatwiejsze. Polecam!

sobota, 13 października 2012

Pięćdziesiąt twarzy Greya – E L James


Tytuł:Pięćdziesiąt twarzy Greya
Cykl: Pięćdziesiąt odcieni

Autor: E L James
ISBN:  978-83-7508-556-3
Wydawnictwo: Sonia Draga - dziękuję!
Rok wydania: 2012
Liczba stron: 608







Ból w odróżnieniu od przyjemności, nie nosi maski – Oscar Wilde

Jeśli jesteś wrażliwy, nie lubisz ulegać kontrowersjom, tematyka sadomasochizmu i seksualnych perwersji budzi twoją odrazę i wstręt; jeśli wiesz, że nawet drugie dno książki nie zatrze nieprzyjemnego wrażenia spowodowanego fabułą – to nie jest książka dla Ciebie. Jeśli jednak wiesz, że niewiele jest w stanie Cię oburzyć, spróbuj wybrać się w podróż do granicy bólu i płynącej z niego przyjemności wraz z Christianem Greyem i Anastasią Steele.

Uległa i Pan. BDSM - skrótowiec pochodzący od słów "związanie" i "dyscyplina" (ang. bondage & discipline, ), "dominacja" i "uległość" (ang. domination & submission).
W świetle wolności, każdy ma prawo wybrać taką relację seksualną, jaka najbardziej mu odpowiada. Forma związku uległa-Pan zawiera w sobie szerokie spektrum doświadczeń powszechnie uznawanych za sadyzm i masochizm. Czerpanie przyjemności seksualnej z bólu, ma swoje źródło jeszcze w czasach Markiza de Sade’a, nazwiska będącego źródłosłowem dla tego typu zachowań. Jak uczy historia, de Sade’a nie był pierwszą osobą lubującą się w takim przeżywaniu swojej seksualności, stał się jednak pierwszym odważnym, który tak dosadnie opisał tę sferę. Książki  Sto dwadzieścia dni Sodomy czy Justyna czyli nieszczęścia cnoty, pomimo swej kontrowersyjności, są już klasyczne, a sama postać markiza na tyle ważna, że opiewa go niejeden film. Trudno więc nie zgodzić się z tym, że sadyzm ma szczególne miejsce w ludzkiej świadomości i nie jest jej obcy. Zwłaszcza, że dziś książek opiewających te zachowania, przybywa coraz więcej i więcej.
Sadyzm, to nie tylko krępowanie drugiej osoby, kneblowanie, fetyszyzm, spis zasad, za których nieprzestrzeganie grozi cielesna kara, to nie tylko dominacja jednej ze stron i uległość drugiej. To nade wszystko interakcja, której każda osoba ma prawo powiedzieć „dość”, ma prawo określić swoje granice bezwzględne i na bieżąco je korygować. Wszystko dzieje się za zgodą. Ten przydługi wstęp konieczny był do zrozumienia tego, co tak naprawdę wydarzyło się między dwójką bohaterów pierwszej części trylogii Pięćdziesiąt odcieni.


Pozornie ułożona, bardzo wykształcona, mądra, inteligentna, z perspektywami na przyszłość miłośniczka literatury i perwersyjny, surowy multimiliarder, który w bardzo młodym wieku dorobił się fortuny, to dwa różne światy, a jednak w pewnym momencie chciałoby się krzyknąć: trafił swój na swego. Zupełnie różni, a jednak podświadomie pragnący tego samego, przyciągający się pomimo przepaści dzielącej ich światy. On szuka kolejnej uległej, ona nigdy nią nie będzie, a mimo to, po raz pierwszy jedno i drugie nie potrafi się sobie oprzeć.
Na jego punkcie szaleją kobiety, ona do tej pory pozostawała daleko od relacji damsko-męskich. Dla niego liczy się tylko seks, dla niej tylko książki. Gdy przypadkowo na siebie trafiają, ich życie ulega diametralnej zmianie. Elektryzujące przyciąganie, rosnące pożądanie i narastające między nimi erotyczne napięcie sprawi, że każdy z nich przesunie swoje granice, byle tylko być bliżej drugiego.

To książka, w której zacierają się granice między bólem a przyjemnością, która momentami przez dokładne opisy odrzuca, budzi odrazę, jakieś poczucie wstydu i przyzwoitości, które każą nam zasłonić oczy i udawać, że nie będziemy tego dalej czytać. To opowieść o tym, jak wiele człowiek jest w stanie poświęcić i zaryzykować dla drugiego, o tym, jak przyciąga nas niebezpieczeństwo, tajemnica, surowość, stanowczość i magnetyzm innych. O tym, jak pociąga nas nieznane, o tym jak fascynujące i onieśmielające może być poddanie się. Faktem jest, że bohaterowie na pierwszy rzut oka wydają się być mocno zachwiani psychicznie – ich zapędy nie wzięły się bowiem z niczego, są wynikiem traumy dzieciństwa. Chęć kontrolowania innych i podporządkowywania ich sobie jest skutkiem wykorzystywania w pierwszych latach życia, niezdolność do zaangażowania się uczuciowego jest konsekwencją braku miłości, a paraliżujący strach, który bohater ukrywa pod płaszczem surowości jest kontynuacją bezbrzeżnego przerażenia wypływającego z wczesnej młodości.

Książka kipi od erotyzmu i seksualnego napięcia, od którego nie da się uciec. Choć autorka nie wzniosła się na wyżyny literackiego kunsztu, trudno tego oczekiwać. Co nie ulega wątpliwości to fakt, że powieść ta intensywnie wciąga, wciąga tak, jak mało która powieść na najwyższym poziomie. Publikacja ta nie wymaga od nas intelektualnego wysiłku, nie oczekuje naszego literackiego obycia, znajomości jakiejś zawoalowanej konwencji– to przykładna powieść erotyczna, więc trzeba liczyć się z jej konsekwencjami gatunkowymi.
Fenomenem jest dla mnie to, że autorka dokonała czegoś niemożliwego – magnetyzm jej bohatera wylewa się wręcz z kart powieści i nieopisanie oddziałuje na czytającego – Grey „każe” nam czytać, a my pokornie, niczym ulegli, spełniamy jego zachciankę. I choć większość dialogów podczas opisywanych scen łóżkowych jest tendencyjna, trywialna, wystudiowana, powtarzalna [dalej mała, zrób to dla mnie pojawia się niezliczoną ilość razy], to jednak nie one są tutaj najważniejsze. Co mnie irytowało to pewna nieścisłość – Grey został przedstawiony jako postać o wysokiej kulturze osobistej i mimo, że prawie przez całą książkę zachowywał się nienagannie, to ani razu nie zdarzyło mu się zachować poprawnie w sytuacji przedstawiania kogoś drugiej osobie – każdorazowo popełniał w tej sferze błędy, które negują jego kulturę osobistą i obycie. Wielki zgrzyt. Co mnie jeszcze rozbawiło, to nazwanie „szaleńczą inwokacją” zwrotu „Ana!”. Szaleńcza na pewno, ale gdzie tu inwokacja [rozbudowana apostrofa]?  Tyle wpadek.

Żywię nadzieję, ba, jestem głęboko przekonana o tym, że cała erotyka stała się tu jedynie pretekstem do opowiedzenia o czymś ważniejszym – drugiego dna nie szukałam bowiem wcale na siłę, rzuciło się w oczy momentalnie, przez co jasnym jest dla mnie to, że kolejne części odsłonią przede mną skrywaną tajemnicę. Autorka zachowała kompozycję otwartą, urwała opowieść w momencie całkowitej zmiany akcji, zawiesiła fabułę, zmuszając czytelnika do lektury kolejnych części, niczego nie wyjaśniając.
Być może sama rzucam się przez to na pożarcie krytyków i przeciwników trylogii, ale po drugi tom sięgnę z nieskrywaną przyjemnością, bo co tu dużo kryć, tę książkę po prostu rewelacyjnie się czyta. I choć nie jest literackim majstersztykiem, nie jest nawet oryginalna, bo jej podobnych w księgarniach znajdziemy na pęczki – to jednak jest w niej coś, być może właśnie to drugie dno, które tak bardzo chcę odkryć, co sprawia, że nie sposób przejść wobec niej obojętnie.
Niesłychaną moc ma również reklama, a właściwie antyreklama tej powieści. Gdy w myśl zasady "nieważne jak, byle mówiono" same księgarnie i dystrybutorzy obrzucają ją obraźliwymi epitetami, to ciekawość czytelnika niemożliwie rośnie – taką publikację trzeba przeczytać, chociażby ze względu na to, by przekonać się o co tyle szumu. Marketing zdziałał cuda, przez co ta, pod wieloma względami sztampowa powieść dla dorosłych, stała się niewątpliwym hitem.
Dziwię się, gdy ktoś obrzuca ją błotem ze względu na mnogość zawartych w niej scen erotycznych – czego innego spodziewać możemy się po książce, która z założenia ma być tekstem o perwersjach i takim, a nie innym seksie? Kunsztu literackiego, pięknych słów, wzniosłych deklaracji i patetycznych wyznań w niej nie znajdziemy, ale ludzie - litości, to byłoby wręcz dziwne, nie współgrałoby z treścią, burzyłoby harmonię, stanowiło widoczny zgrzyt.
Po książce erotycznej nie spodziewajmy się wzruszającej historii miłosnej, tak jak po książce dokumentalnej nie spodziewajmy się zaskakującej i sensacyjnej akcji. Nie ten gatunek.
A jeśli mogę coś zdradzić, to powiem jedynie, że dla wnikliwego oka i czujnego czytelnika, ta książka mimo wszystko MOŻE stać się preludium do wzruszającej, pomimo całej otoczki bólu i zboczeń, historii miłosnej.
A jak to będzie naprawdę, dopiero się okaże.
I tak, polecam. Nie dla samej książki, ale dla zjawiska jakim się stała. Proszę Państwa, mamy (nie)godnego następcę Zmierzchu.

 _________________
Dopisek: Zauważam w tej książce jeszcze jedno, co w samej recenzji mi umknęło: to wielki apel do społeczeństwa amerykańskiego. Powieść ta została napisana z myślą o przeciętnym człowieku, zmęczonym życiem takim, jakie przedstawiane jest w wieczornych wiadomościach, udręczonym nudną codziennością, dawno temu rezygnującym z niedoścignionych marzeń, uznając je za nienależne sobie. Przedstawicielem tychże ludzi jest Anastasia - dziewczyna młoda, mądra, z ambicjami, a mimo to przeciętna i w tę przeciętność coraz silniej wrastająca. Przeciwwagę dla niej stanowi Christian - daleki od przeciętności mężczyzna, przed którym kobietom miękną kolana, a który mogąc mieć wszystko i każdego, zdecydował się na związek z Aną, przeciętną Amerykanką. To czytelny sygnał do przeciętnego czytelnika: możesz wszystko, nie jesteś gorszy, mierz wysoko, a wiele osiągniesz, jesteś wiele wart.
Przeszłość Christiana udowadnia, że nawet taki człowiek jak on - mający za matkę prostytutkę, trafiający później do idealnej rodziny, zapewniającej wszystko, ale też z wielkimi oczekiwaniami; człowiek, którego psychika w bardzo młodym wieku została silnie nadszarpnięta, może osiągnąć wiele: wystarczy samozaparcie, wystarczą chęci. Mamy więc tutaj sygnał podwójny: Grey nie urodził się miliarderem i pewniakiem - takim uczyniło go życie, które postanowił chwycić mocno w garść, z którego postanowił wycisnąć tyle, ile się da. James podprogowo namawia: rób to samo.
Może część się z tym nie zgodzi, ale pomimo wszystko, ta książka, to powieść wielowarstwowa, której w żaden sposób nie nadinterpretuję. Wszystkie fakty podane są czarno na białym, wystarczy chcieć je dostrzec.
Niesprawiedliwością byłoby uznanie jej za całkowicie nieudaną, tylko dlatego, że ktoś mądry tak orzekł. Mamy prawo decydowania o tym, co nam się podoba, a co nie. Mamy prawo interpretować, mamy prawo szukać drugiego dna i jakiegokolwiek przekazu. Mamy też prawo tego nie widzieć:)