Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ruda Śląska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ruda Śląska. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 13 marca 2016

Niy ma gańba gŏdać po ślōnsku (Komisorz Hanusik i Sznupok – Marcin Melon)



Komisorz Hanusik i Sznupok to kolejna część przygód tytułowego komisarza wychodząca spod pióra Marcina Melona, dziennikarza, nauczyciela, Ślązaka. Po raz pierwszy jednak, publikacja otwiera się na szerszą publiczność.

Dotąd pisana była w gwarze śląskiej, stąd jej lekturze mogli oddawać się jedynie ci, którzy swobodnie się nią posługiwali. Chcąc, nie chcąc, zawężało to grono czytelnicze i sprawiało, że wątki Górnego Śląska tak kapitalnie w tę prozę wplecione, mogły pozostać odbierane jedynie przez tych, którzy w  miejscu tym żyją i dodatkowo żyją odmianą języka, tak często już przez młodsze pokolenia zapominaną.

Tym razem autor skusił się na wersję niejako dwujęzyczną. Jest i po polsku i po naszymu. Dostrzegam w tym wiele plusów.

Po pierwsze: ten, kto zaciekawiony jest losem Śląska i kryminałem pisanym w ślōnskij gŏdce, a nie operuje nią wcale, bądź nie posługuje się nią na tyle sprawnie, by w pełni zrozumieć intrygę zawartą w powieści, bez obaw może po książkę sięgnąć, mając po jednej stronie zapis w wersji oryginalnej, po drugiej zaś wersję spisaną literacką, poprawną polszczyzną.

Po drugie, jest to kapitalna sprawa dla tych, którzy chcieliby gwarę sobie przyswoić, przypomnieć, a nie mają wokół siebie już nikogo, kto mógłby im ją przekazać i jego działania wspomóc. Taki czytelnik na bieżąco może korzystać z oryginału i tłumaczenia, sprawnie i w naturalny sposób przyswajając kolejne słówka i sformułowania.

Po trzecie, nawet Ci, u kerych w domach sie gŏdało, coraz częściej zauważają zubożenie gwary i powolne wypieranie jej przez polszczyznę lub co gorsza – slangi i naleciałości z innych kultur. Dla tych książka ta może stać się kapitalną formą ożywienia gwary i bitwą o jej nieprzemijalność.

Po czwarte, to kapitalna rozrywka. Wiele kwestii wypowiedzianych w gwarze skrzy się żartem, zaś przetłumaczone na polszczyznę ogólną tracą swoją humorystyczność. Siłą rzeczy gwara literacka nie jest, zaś klasycznie pisana powieść, zachowana w języku polskim zupełnie inaczej będzie słowem operowała. Stąd wersja śląska jest zabawna i prosta, polska – dłuższa i wyposażona we wszelkie możliwe i konieczne środki literackie. Dzięki umieszczeniu w książce obu, możecie na bieżąco śledzić niuanse.

Jest jeden minus takiego postawienia sprawy - same historie są zdecydowanie krótsze niż dotychczas.

Jeśli idzie zaś o wartość merytoryczną. Komisorz Hanusik i Sznupok to zbiór trzech opowiadań, w których pojawia się nowa postać – tytułowy Sznupok (kapitalna gra słowem!*). Każda z krótkich form zawartych w tomie stanowi odrębną całość, stąd książka może być czytana dowolnie – jak komu wygodnie, jak kto lubi, jak co kogo zainteresuje.

Pierwsze opowiadanie, Grzychy ôd naszych fatrōw (Grzechy naszych ojców) skupia się wokół zabójstwa pewnej kobiety, a śledztwo prowadzi prosto do kluczowych dla pewnych kręgów nazwisk Śląska – Musioła, Pluty i Sojki.

Drugi tekst, Pōn cynku (Władca cynku) wzbudziło mój największy entuzjazm opowiada bowiem losy Karola Goduli, które to na wielki ekran chciała przenieść ekipa prosto z  Hollywood, zmieniając co nieco w i tak niebywale filmowym i bogatym w tajemnice życiorysie śląskiego Władcy Cynku. Podczas nagrywania kolejnych ujęć, dochodzi do zaginięcia odtwórcy głównej roli. Jego poszukiwania prowadzą wprost na ślad dawno zaginionego skarbu, którego legenda od lat obiega Górny Śląsk.

Postać Goduli silnie wiąże się z moim miastem, stąd przyjemność płynąca z lektury była zwielokrotniona. Jest to także opowiadanie, w którym wiele kwestii (ze względu na pochodzenie bohaterów) wypowiadana jest po angielsku.

Heksa z Rojcy (Wiedźma z Rojcy) to moim zdaniem opowiadanie, w którym pierwsze skrzypce grają czary, magia i gusła. Oto jedna z bohaterek przepowiada przyszłość, widząc wydarzenia mogące zaniepokoić organy  ścigania. Akcja toczy się między innymi na Chebziu, ale także w siedzibie Sejmu Śląskiego w Katowicach. To jedyny z tekstów zawartych w tym tomie, który tak silnie wychyla się w kierunku śląskich wierzeń.

W książce mnoży się od topograficznych perełek. Na jej kartach obok wspomnianych już miejsc pojawia się m.in. Cafe Kattowitz, jak i bliższa mi (choć niewymieniona z nazwy, ze źródła wiem jednak, że mam rację) Księgarnia Bookszpan. Nie ukrywam, że uwielbiam (nie jestem w tym jak sądzę odosobniona) czytać o tym, co znane. A takiej rozrywki dostarczył mi właśnie Melon i najnowszy tom przygód komisarza Hanusika.

Jeśli obawiacie się czy książka może Was zaciekawić, bo losy Śląska nie były Wam dotąd bliskie, potraktujcie ją jako ciekawostkę i krok w kierunku promocji regionu. Obiecuję, że się nie zawiedziecie i będziecie chcieli więcej. 


* http://gryfnie.com/slownik-slaski/sznupac/

wtorek, 2 lutego 2016

Tylko martwi nie kłamią – Katarzyna Bonda



Tylko martwi nie kłamią to druga powieść, gdzie pierwsze skrzypce gra Hubert Meyer, profiler policyjny, któremu  nie sposób odmówić talentu do wnikania w ludzką psychikę i motywacje.

Rzecz dzieje się w Katowicach przy ulicy Stawowej 13. W zabytkowej i obciążonej historią kamienicy dochodzi do brutalnej zbrodni. Początkowa faza śledztwa prowadzi jednak w nieco innym, niż pożądany dla dobra sprawy kierunek. Podejrzanych jest wielu, świadków prawie żadnych – centrum miasto stało się doskonałą przestrzenią dla mordercy – mógł zbiec z miejsca zbrodni niezauważony, całkowicie wtapiając się w krajobraz – przy dworcu prawie nigdy nie brakuje ludzi, a skrzyżowanie 3-go maja i Stawowej tętni życiem, zamierając jedynie w weekendy, kiedy to popełniona zostaje zbrodnia.

Hubert Meyer, mając do pomocy niezwykle piękną panią prokurator, próbuje rozwikłać zagadkę śmierci, swym śladem prowadzącą zarówno daleko w przeszłość, jak i poza obszar Katowic. Przy okazji prowadzenia dochodzenia, główni bohaterowie zbliżają się do siebie bardziej niż to konieczne, prowokując się do myślenia o czymś zgoła innym niż śledztwo.

Podziwiam Bodnę za jej dbałość o szczegóły. Każdy, nawet najmniejszy detal zdaje się wkomponowany dokładnie tam, gdzie powinien przynależeć, każda błahostka jest sprawdzona, dograna, zbadana, tak, by nie budziła żadnych, nawet najmniejszych wątpliwości. Choć książka do najkrótszych nie należy, czyta się ją w mgnieniu oka, chłonąc jak gąbka każdy kolejny szczegół.

Ogromnie ucieszyło mnie zlokalizowanie akcji w Katowicach i częściowo w mojej rodzinnej Rudzie Śląskiej. Aż dziw brał mnie, gdy dowiadywałam się o nich kolejnych rewelacji, o których – mieszkając tu niemalże ćwierćwiecze, nie miałam pojęcia. Stanowiło to dla mnie dodatkowy walor podczas lektury.

Kawał świetnej roboty – widać jak wiele pracy włożyła Bonda w zgromadzenie materiału, jak ogromnego poświęcenia to wymagało. Efekty są jednak więcej niż zadowalające. Póki co, Tylko martwi nie kłamią, to dla mnie top 1 powieści autorki. Dopracowana, doskonale pomyślana, zahaczająca o historię, zakorzeniona w  teraźniejszości. Także elementy topografii nie są przypadkowe – opisy są odzwierciedleniem rzeczywistości, czytelnik mógłby wziąć książkę do ręki i potraktować ją jako przewodnik po stolicy Górnego Śląska.

Świetna – doceniam masę mrówczej roboty i podziwiam za talent!


Recenzje innych książek Bondy:

Pochłaniacz / Okularnik 

Książkę kupisz w okazyjnej cenie (-36%!) tutaj:



poniedziałek, 16 marca 2015

Musicie tam być!


Kochani! 
Gorąco zapraszam Was do wzięcia udziału w spotkaniach autorskich Beaty Gołembiowskiej.
O jej książkach możecie poczytać tu i tu. Zapewniam, że będzie wyśmienicie:) Jeśli nie znacie jeszcze tej autorki - koniecznie nadróbcie:)
Ja największym sentymentem darzę Żółtą sukienkę i to jej lekturę polecam w pierwszej kolejności, jednak każdy Wasz wybór będzie dobry.
Ktoś się wybiera? Tychy, Bielsko, Sosnowiec, Ruda Śląska?
Ja oczywiście obstawiam Rudę:)