czwartek, 15 października 2015

Przeprowadzka – Jill Ciment


Przeprowadzka to książka, z którą mam spory kłopot. Bardziej niż powieść przypomina ona nowelkę, stąd zadziwia mnie (i nie daje spokoju, bo nie potrafię odnaleźć w niej sensu) dwugłosowość, na którą zdecydowała się autorka.

W opowieści tej poznajemy starsze małżeństwo na emeryturze, pragnące właśnie sprzedać swoje mieszkanie i przenieść się do innego. W dniu otwartym ich życie nagle ze spokojnego zamienia się w kompletny chaos – ich stara jamniczka doznaje poważnego urazu kręgosłupa, a gdy próbują przetransportować ją do szpitala dla zwierząt, okazuje się, że w pobliskim tunelu doszło do awarii cysterny z benzyną. Rozgłośnie radiowe szybko zaczynają podawać informacje o możliwym zamachu terrorystycznym. Nowy Jork szaleje – pojawiają się alarmujące wiadomości, co z kolei nieprawdopodobnie wpływa na sytuację na rynku nieruchomości. Ceny mieszkań rosną, Alex i Ruth mają zatem szansę sprzedać mieszkanie za kwotę wyższą niż przypuszczali, nie mogą jedynie poddać się naciskom i zmyślnie wykorzystać problemy zdrowotne ich suczki Dorothy.

Jeszcze dzień wcześniej nikt nie spodziewał się, że starsi ludzie o – wydawałoby się – ugruntowanych postawach, będą skłonni zmienić swoją moralność jedynie po to, by zyskać na czasie i pieniądzach. Dochodzi do takich skrajności, że bohaterom zależy, by sytuacja w mieście faktycznie okazała się zamachem, bo to może pozwolić im na dostatnie życie w jesieni życia.

Autorka zdaje się pokazywać, że postawy moralne niezależne są od wieku, a w naturze człowieka leży zmienność i instynkt walki jedynie o swoje – dążenie do dobrobytu za wszelką cenę, bez oglądania się na innych.

Całość wydawałaby się przeciętna, wszak nie jest to temat nowy, choć nadgryziony z nieco innej strony, jednak rysu wyjątkowości (dotąd w literaturze tego typu nie spotkałam się z taką formułą) nadaje całości dołożenie głosu psa. To z jego perspektywy spisana jest część narracji. Mimo niewątpliwie ciekawej formy, nie ma to jednak większego znaczenia dla ogólnego wrażenia pozostawianego przez książkę. Wszystko dlatego, że Dorothy dodaje do fabuły jedynie swoje wrażenia z czasu pobytu w szpitalu dla zwierząt – pozostaje to właściwie bez związku z właściwą treścią.

Jeśli więc chcecie przekonać się, jak potencjalny zamach terrorystyczny może wpłynąć na rynek nieruchomości, postawy starszych ludzi oraz jak w tym wszystkim odnajduje się schorowany psiak – zapraszam do lektury. Spędzicie z książką niezobowiązujące popołudnie.