czwartek, 8 sierpnia 2013

Szeptem - Becca Fitzpatrick


Szeptem to jedna z książek, na którą czaiłam się od dnia premiery. Próbowałam ją kupić, wygrać, pożyczyć, ale zawsze bez efektu. Coraz bardziej hurraoptymistyczne recenzje wzmagały tylko mój apetyt. Teraz jednak, bezpośrednio po lekturze – czuję zawód. Liczyłam na kawał rewelacyjnej prozy, który uzasadniałby cały szum wokół niej wytworzony, a tymczasem otrzymałam kolejną serię młodzieżowa, niespecjalnie wyróżniającą się spośród innych zaskakującą i nowatorką fabułą. To raczej kolejna kalka, próbująca odświeżyć pewne schematy poprzez wprowadzenie innych niż wampiry postaci, nie zapominając przy tym, że to, co dobrze się dziś sprzedaje to hybrydy i bohaterowie z pogranicza fantastyki.
Jak to z kalkami bywa – czyta się ją dobrze, bowiem ona buduje poczucie bezpieczeństwa spowodowane obcowaniem ze znanymi schematami i chwytami, ale niestety nie oferuje nic ponad tę chwilę lekkiej rozrywki, którą z powodzeniem można by wymienić na inną książkę reprezentującą ów gatunek. Mamy człowieka, mamy upadłego anioła (cóż za nowatorstwo w dobie wampirów!), który powinien go zabić, a jednak rodzące się między nimi uczucie całkowicie zmienia oczywiste relacje. Skąd my to znamy? Jedynym co wyróżnia tę książkę spośród innych jej podobnych, to niebanalna okładka. Poza tym – Fitzpatrick stworzyła pewniaka, powieść bazującą na modnych i kasowych schematach. I ani się obejrzeliśmy, a mamy trylogię. Sprawnie napisaną [podobno! Feruję wyroki na podstawie pierwszego tomu], ale bardzo mocno inspirowaną. Zresztą – przy tej tematyce łatwo popaść w banał, niszcząc potencjalnie ważną opowieść, zamieniając ją w festiwal pustych  i utrwalonych już w kulturze gestów. Fitzpatrick do tego nie dopuściła, ale oryginalnością nie zgrzeszyła.
W jej powieści łączą się przestrzenie, przenikają się i wzajemnie na siebie oddziałują.
Nasz świat to tylko jedna z rzeczywistości. Oprócz ludzi zamieszkują go także inne istoty, w tym aniołowie – nawet ci upadli. Jednym z nich jest Patch – osoba, na widok której Norze miękną kolana, a serce zaczyna szybciej bić. Mimo że za wszelką cenę stara się go unikać, wydaje się, że chłopak ją śledzi. Jako, że w życiu Nory i jej przyjaciół zaczynają zdarzać się nieprzyjemne wypadki, za wszelkie zło obwinia ona Patcha… Niestety, nawet pomimo wszechogarniającego ją poczucia zagrożenia, nie potrafi mu się oprzeć.
Czytając tę książkę nie mogłam przestać wzdychać nad miejscami topornym stylem, truizmami, trywialnymi porównaniami, swoistą językową fanfaronadą, chwalipięctwem dotyczącym znajomości nośnych motywów i ich przenoszenia na karty książki. Zdaje się, że autorka krzyczy z książki: mam chwytliwy wątek i gwarantowany hit.
Akcja, mimo wielu zawiłości, ślimaczy się i nie potrafi nabrać rozpędu. Dopiero ostatnie kilkanaście stron, to naprawdę godna uwagi narracja, snuta ze świadomością celu – równie przewidywalnego jak cała reszta, ale jednak konsekwentnie zrealizowanego. Powiedzieć, że się rozczarowałam to mało. Mam jedynie nadzieję, że kolejne tomy zrekompensują mi tę naprawdę mierną powiastkę dla nastolatek miłujących serie Dary Anioła i Zmierzch. Ufam i głęboko wierzę, że później będzie lepiej, bo jeśli kolejne dwa tomy zachowały zdobytą popularność tylko dzięki kolejnym klonom fabularnym, to przestanę ufać w to, że współczesna literatura młodzieżowa ma jeszcze cokolwiek do zaoferowania. Trąci indolencją twórczą.

Jednym zdaniem? Przeciętnie, ale zjadliwie.

Za książkę dziękuję: