czwartek, 23 czerwca 2011

Podmorska wyspa- Isabel Allende




Po raz kolejny okazałam się być ignorantką. Myślałam, że literatura to kategoria, w której to doświadczenie mi nie grozi, jak się jednak okazuje moje przypuszczenia były błędne.
Dlaczego? Otóż do tej pory nie miałam pojęcia o istnieniu chilijskiej pisarki Isabel Allende, która – nie zawaham się użyć tego sformułowania – tworzy literaturę na najwyższym poziomie. Przez moje ręce przechodzi wiele książek, lepszych lub gorszych, jednak zawsze z ubolewaniem stwierdzam, że zdecydowanie zbyt mało czasu poświęcam lekturze powieści z najwyższej półki. Na szczęście tym razem, po raz kolejny dzięki uprzejmości Wydawnictwa, miałam okazję nadrobić swoje zaniedbanie i poświęcić kilka obfitujących w doznania godzin na zapoznanie się z pisarstwem Allende.

Tańcz, tańcz, Zarité,
bo niewolnik, który tańczy,
jest wolny... dopóki tańczy[1]

Autorka, zabiera czytelnika w niezwykłą podróż. Podróż do osiemnastowiecznej koloni francuskiej Saint-Domingue [dzisiejsze Haiti], kiedy to na porządku dziennym stało niewolnictwo, a Deklaracja Praw Człowieka i Obywatela dopiero miała wejść w życie. Wybuch Rewolucji Francuskiej dał szansę niewolnikom, który ujrzeli w niej możliwość wzniecenia buntu i walki w imię swojej przyszłej wolności i godności.

Bunt taki dotknął także Valmoraina i jego plantację trzciny cukrowej. Dzięki pomocy swojej niewolnicy i matki dziecka – Zarité oraz jej kochanka udaje mu się zbiec i uniknąć śmierci.
Ale od początku. Książka podzielona jest na dwie części- pierwsza z nich toczy się na Saint-Domingue, gdzie Zarité, zdrobniale nazywana Tété, jako mała dziewczynka trafia do niewoli,  druga z kolei w Luizjanie.
Początkowa partia opisuje czasy, kiedy to bohaterka za dnia służy psychicznie chorej żonie plantatora, a pod osłoną nocy zaspokaja jego nigdy niegasnące potrzeby.
Druga, rozpoczyna się w momencie zamieszkania zbiegłych Valmoraina i Tété z dziećmi w Nowym Orleanie.

Podmorska wyspa to nie tylko historia niewolnictwa przeniesiona na karty powieści. To nie tylko historia represji jakim poddawane były osoby o ciemnym kolorze skóry. To także, a może należałoby powiedzieć: przede wszystkim historia kobiety doświadczonej przez niesprawiedliwość, bezwzględność, surowość i cierpienie. Tété jednak nawet pośród ciężkich doświadczeń jakimi obdarowało ją życie potrafi znaleźć szczęście i spełnienie, a także zdobyć wolność.
Autorka kreśli bogaty portret psychologiczny bohaterki, który świetnie uzupełniony jest dzięki prowadzeniu podwójnej narracji: narrator wszechwiedzący opisuje wydarzenia, które przeplecione są fragmentami wyjętymi z umysłu Zarité.

Podmorska wyspa przesycona jest pamiętającymi odległe czasy wierzeniami. Występuje w niej wiele określeń pochodzących z języków plemiennych, które dokładnie zrozumiemy dzięki rzetelnemu słowniczkowi zamieszczonemu z tyłu książki.

Klimat powieści jest niezwykły i niezapomniany. Dzięki niemu nauka historii już nigdy nie wyda się taka straszna. Bowiem historia to jedna z cech, które tę pozycję wyróżniają – jest przedstawiona szczerze, nieraz brutalnie, jednak zachęcająco na tyle, że czuję potrzebę dalszego sięgania po książki traktujące o niewolnictwie i sytuacji na ziemiach francuskich osiemnastego wieku. Powieść wymagająca, jednak warta każdej poświęconej jej minuty.
Do tego okładka! Przepiękna, przyciągająca wzrok. Zanim przeczytałam opis, czułam, że w książce posiadającej taką obwolutę znajdę niesamowite wnętrze i głębię. Nie pomyliłam się. Do Allende będę wracać. Wam, nie znającym jeszcze pisarki, gorąco polecam nawiązanie z nią i jej książkami bliższej zażyłości.


Słowa miłości są nieme. Bardziej przejrzyste niż woda.

5/6


 Za  możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję Wydawnictwu Muza SA.



tłum. Joanna Ostrowska, Grzegorz Ostrowski
ISBN 978-83-7495-971-1
format: 133 x 205 mm
oprawa: twarda
stron: 528
wydanie: maj 2011


[1]  Isabel Allende, Podmorska Wyspa, Wydawnictwo MUZA SA, Warszawa 2011, s. 9.