wtorek, 14 maja 2019

Królestwo popiołów cz. I i cz. II - Sarah J. Maas


Królestwo popiołów to długo wyczekiwany finał serii Szklany tron, niecierpliwie wypatrywany przez fanów tejże. Rozpisane na dwa tomy zwieńczenie cyklu w bardzo dobrym tłumaczeniu Marcina Mortki, to prawdopodobnie wydarzenie roku dla miłośników twórczości Sary J. Maas. Łącznie sporo ponad 1000 stron czytelniczej przyjemności. 

Królestwo popiołów jest swoistym paradoksem - z jednej strony odbiorca, w ręce którego w końcu ono wpadło, ma ochotę rzucić wszystko i jak najprędzej je przeczytać, z drugiej zaś, towarzyszy mu nieustanne poczucie pewnego końca oraz idąca za nim niechęć do żegnania się z serią. Chce zatem czytać szybko i wolno jednocześnie.

Co z tego wynika? Maas pisze tak dobrze, że (nie)stety każdy ulega czarowi jej pióra i kończy lekturę niepostrzeżenie, mimo że gabaryty obu tomów są naprawdę spore. 

Oto Aelin spoczywa w trumnie, jako zakładnik Maeve. Jest zakuta w żelazo od stóp do głów, a jej torturom zdaje się nie być końca. Królowa Fae próbuje wymusić na niej hołd, który związałby je na zawsze, na co bohaterka za nic nie może przystać. Na ile jednak starczy jej sił? Czy męki, którym jest poddawana nie zaburzą ostatecznie jej percepcji, nie pozwalając odróżnić tego, co rzeczywiste, od tego co fantasmagoryczne? 

W tym samym czasie Rowan broniący królestwa, wyrusza wraz z grupą przyjaciół w poszukiwaniu żony. Czy uda mu się zdążyć na czas, czy też bohaterów czekać będzie tragedia i upadek?

Tym, w których sercach tli się jeszcze nadzieja na wolność, patronuje Terrasen, stawiający opór  hordom Morath. Aedion wraz z Lysandrą przywdziewającą skórę Aelin stają w pierwszym szeregu, by go bronić. Czy jednak starczy im sił, by pod nieobecność królowej się nie ugiąć? Czy napływająca pomoc zdąży na czas?

To jedynie kilka z wielu pytań rodzących się podczas lektury, a każde kolejne zdaje się rodzić coraz większe emocje. Maas nie oszczędza swoich czytelników, wciągając ich w wir nieprawdopodobnie dynamicznych wydarzeń i korowód barwnych postaci, zmieniających się jak w kalejdoskopie. Z każdym kolejnym rozdziałem następuje eskalacja mieszaniny uczuć - podekscytowania, strachu, zniecierpliwienia, radości, obaw. W pewnym momencie obciążenie emocjonalne staje się tak wielkie, że lekturę trzeba odłożyć na bok i zaczerpnąć świeżego (najlepiej zimnego) powietrza. 


Najprościej byłoby powiedzieć, że  książki zostały skrojone na miarę doskonałego finału. Życzę sobie i czytelnikom, by każda z ich ulubionych serii miała tak skonstruowane i dopieszczone zakończenie, jak Szklany tron. Jeśli jeszcze zatem nie znacie tego cyklu (to możliwe?!), to proponuję wybrać się do księgarni, wziąć miesiąc wolnego i... dać się porwać niezwykłej przygodzie. To bowiem jedna z tych narracji, które za sprawą magii słowa wciągają Was tak bardzo, że tracicie poczucie rzeczywistości. Nie jesteście tu i teraz. Jesteście TAM. I ani Wam się śni wracać. Coraz rzadziej spotyka się jeszcze takie serie - tak dobrze przemyślane i rozpisane światy, tak kapitalnie ukazaną walkę dobra ze złem, tak utkanych bohaterów, że czytelnik ma wrażenie, jakby znał ich od zawsze. Maas udało się to doskonale, a fakt, że tak dobrze rozpisała finał, jest dla mnie szalenie istotny - nierzadko bowiem łatwo jest pisarzowi dobrze zacząć. Sztuka polega zaś na tym, by utrzymać zainteresowanie czytelnika i nie zawieść go wtedy, gdy ten ma wobec autora ogromne oczekiwania. 


Szczerze polecam, szczególnie zaś wówczas, gdy cenicie doskonale skrojone sagi, dostarczające wielu (nierzadko skrajnych) emocji, gdy lubicie współodczuwać z bohaterami i utożsamiać się z nimi. To bowiem wyróżniki Szklanego tronu, a Królestwo popiołów jest jedynie wisienką na torcie, jednak jakże smakowitą:). 


Już jutro premiera drugiej części, a oba tomy możecie kupić tutaj

0 komentarze:

Publikowanie komentarza