poniedziałek, 30 stycznia 2017

Dzień dobry, Północy - Lily Brooks-Dalton


Dzień dobry, Północy to ni mniej, ni więcej, jak opowieść o samotności i osamotnieniu oraz próbach radzenia sobie z nimi i oswajania ich.

Oto Augustine od wielu lat para się badaniem gwiazd w odległych placówkach naukowych, odseparowanych od normalnego życia. Gdy do miejsca jego pracy docierają informacje o globalnej katastrofie, zarządzona zostaje ewakuacja. Bohater odmawia jednak opuszczenia obserwatorium, zostając w placówce badawczej zupełnie sam. On i bezkresna przestrzeń.

W  tym samym czasie do Ziemi zbliża się pojazd kosmiczny, na którego pokładzie znajduje się między innymi Sully – astronautka, która nad rodzinę przełożyła misje badawcze. Prace załogi, dotąd przebiegające pomyślnie, stają pod znakiem zapytania, gdy bohaterowie tracą łączność z Ziemią. Uświadamiają sobie wówczas, że z wielkim prawdopodobieństwem nie uda im się wrócić do domu, albo że – zważywszy na niepokojące obrazy Ziemi – nie będą mieli do czego wracać.

Zarówno Sully, jak i Augustine uporać się będą musieli z wszechogarniającą pustką i samotnością, którą wypełniać im będą jedynie próby dociekania tego co się stało, kontemplacja kosmosu, wewnętrzne dialogi oraz próby nawiązania łączności z jakąkolwiek istotą, która przetrwała.

Ich rozmyślania nieodmiennie prowadzić ich będą do pesymistycznych wniosków, wyostrzając ich poczucie niespełnienia, zmarnowania życia i bezsensu kolejnych działań w obliczu potęgi wszechświata.

Tam, gdzie zaczyna się samotność, zaczynają się bowiem również trudne i szczere rozmowy z samym sobą. I tym właśnie, Lily Brooks-Dalton poświęca sporo uwagi, kreśląc wizerunek ludzi pozostawionych samym sobie,  nareszcie mających czas na refleksję, niemających już jednak czasu na ratunek.

Nie sposób ukryć, że wielkim walorem książki oraz tym, co przyciągnie do niej wielu czytelników jest okładka skrząca się drobinkami brokatu przypominającego niebo pełne gwiazd. Przykuwa uwagę i idealnie oddaje sedno tekstu – na jednej stronie zilustrowane zostało niemalże wszystko, całe streszczenie powieści. Wystarczyłoby, by czytelnik wnikliwie ją zanalizował i zinterpretował, a wnioski płynące z tychże dociekań z wielkim prawdopodobieństwem okazałyby się bliźniacze jak te towarzyszące samej lekturze. Dobra robota!

Dzień dobry, Północy to powieść bardzo refleksyjna, nad którą warto się pochylić dla samego wymuszenia podobnych tendencji u siebie. Spodoba się życiowym Robinsonom – chociażby ich przetrwanie nie miało związku z  globalna katastrofą.