sobota, 26 listopada 2016

Jeszcze jeden oddech - Paul Kalanithi


Jeszcze jeden oddech to opowieść autobiograficzna spisana w większości przez Paula Kalanithiego – wybitnego neurochirurga, który pewnego dnia usłyszał straszną diagnozę – rak płuc.

Był młody, nie przekroczył jeszcze czterdziestki, jego głowa wypełniona była planami i marzeniami – dotąd nie doczekał się dziecka, a jego najwybitniejsze osiągnięcia zamykały się za szpitalnymi drzwiami – tam był mistrzem, a dla wielu także i aniołem. W dniu śmierci miał 37 lat i osierocił ośmiomiesięczną córeczkę, która narodziła się już po usłyszeniu przez mężczyznę diagnozy.

Choć może się wydawać, że książka ta będzie wyłącznie zapisem czasu choroby Kalanithiego i jego prób radzenia sobie z nią – jest czymś innym. W  dużej mierze stanowi świadectwo jego pracy i poświęcenia – zadecydował on bowiem, że będzie pracował tak długo, jak długo starczy mu sił.
Kalanithi jako lekarz doskonale zdawał sobie sprawę z tego, jaka czeka go przyszłość i z czym wiąże się choroba, z którą przyszło mu się zmagać – miał świadomość coraz silniejszego bólu, który będzie mu towarzyszył każdego dnia, wiedział, że choroba ta nie daje nadziei na wyleczenie, a jedynie na wydłużenie życia i zwiększenie jego komfortu. Miał świadomość, że na końcu tej drogi czeka go śmierć.

Odnalezienie się w nowej sytuacji zajęło mu sporo czasu – mimo że miał ogromne wsparcie ze strony bliskich i współpracowników. Książka ta bardziej niż zapisem jego zmagań z chorobą, swoistym dziennikiem czy kroniką – czego wielu, w tym ja, oczekiwało – jest zapisem jego pracy lekarza. Autor wspomina jak znalazł się w obecnym miejscu, jak wiele kosztowało go zdobycie tytuły neurochirurga i z jak wieloma dramatami zmagał się w swojej pracy zawodowej, której oddawał się z ogromną pasją i poświęceniem.

Lekarzy takich jak Kalanithi życzę każdemu – jeśli już przyjdzie Wam zmierzyć się ze służbą zdrowia, spotkanie tak mądrych ludzi może okazać się drogocenne.

Trudnością, którą każdy czytelnik napotka podczas lektury tejże książki, jest świadomość jej zakończenia. Czym bliżej ostatniej strony, tym trudniej brnąć dalej, wiedząc, co nas czeka.

Całość jest nieukończona i urwana – śmierć autora nie pozwoliła mu na dokończenie książki. Uczyniła to w jego imieniu jego żona, odsłaniająca jak wyglądały jego ostatnie chwile i nietracąca głębokiej wiary w powodzenie projektu literackiego swojego męża. Projektu, który ujmuje odwagą, doświadczeniem, mądrością i godnością.

Jeśli nie boicie się trudnych lektur – znajdziecie w niej wiele dobrego.