czwartek, 17 listopada 2016

Czerwony rycerz - Miles Cameron 🐉



Jeśli dotąd na słowo „rycerz” w Twojej głowie roiło się jedynie od skojarzeń pozytywnych, takich jak szarmanckość, poświęcenie czy honor; będziesz zmuszony na chwilę przeprogramować myślenie i skoncentrować się na czymś innym: na ogromnym znaczeniu przypadkowości, ale też szczęścia, które niewątpliwie stały się udziałem bohaterów Czerwonego rycerza.

Miles Cameron utkał wielowątkową powieść osadzoną w rzeczywistości średniowiecza, kiedy to najważniejszą i najszerzej wyznawaną religię stanowiło chrześcijaństwo. Jego wpływy były ogromne, a potrzeby wielkie.

Gdy pewien chrześcijański klasztor zaczynają nękać ataki ze strony nieznanego przeciwnika, stacjonujące w  nim siostry zakonne wynajmują bandę najemników, mających ich bronić, a ci bez oporów decydują się na pomoc  - zapłata bowiem jest więcej niż godziwa. Okazuje się, że obawy sióstr nie były bezpodstawne, a zakonu nie atakują pospolite rzezimieszki, lecz istoty pochodzące z  przeklętej przez Boga Dziczy, a więc bogliny, elfy i inne istoty doskonale zarysowane i oddane, podobnie zresztą jak świat, z którego przybywają.

Kapitanem najemników jest tytułowy Czerwony Rycerz – postać tyleż tajemnicza, co intrygująca. Młody, choć wprawiony w walce mężczyzna, którego historia, ukazana na tle pozostałych barwnie zarysowanych postaci, stanowi najmocniejszą stronę powieści. Powieści – trzeba dodać – tak obfitującej w szczegóły, że przy pierwszej lekturze z pewnością nie uda się całościowo świata przedstawionego objąć. Autorska wyobraźnia jest nieskrępowana, tak jak i jego język.

W Czerwonym rycerzu wiele jest brutalności, krew płynie strugami, a batalistyczne sceny oddane są z taką drobiazgowością, że co delikatniejszy czytelnik może być zmuszony do przeskoczenia kilku stron, mimo że konsekwencją podobnego gestu może być utrata wielu drobiazgów, które pojawiają się po drodze, a które są istotne dla przebiegu akcji. Tym bardziej, że wielowątkowość powieści wzbudza zdumienie i podziw – autorowi mimo wyjątkowego namnożenia wątków udaje się zachować spójność całości, a co więcej – wciągnąć czytelnika na tyle, że nie zauważa on upływającego przy lekturze czasu i z łatwością wiąże on ze sobą kolejne fragmenty tej kapitalnej układanki.

Wspaniały początek serii, do której z  całą pewnością będziecie po wielokroć wracać, i którą polecać będziecie każdemu miłośnikowi gatunku.