środa, 1 czerwca 2016

Przeznaczeni - Katarzyna Grochola



Przeznaczeni to książka, jakiej się po Grocholi nie spodziewałam.

Wielowątkowa, zaskakująca, dopracowana w najmniejszym stopniu. Każdy detal zdaje się pasować idealnie, niczym puzzel w układance składającej się z dziesięciu tysięcy elementów.

Choć do tej pory nie byłam ani wielką fanką Grocholi, ani jej wierną czytelniczką (Bogiem a prawdą nie spostrzegłam nawet, że milczała od 4 lat), lektura Przeznaczonych ostatecznie przekonała mnie, że mam do czynienia z autorką dojrzewającą i kapitalnie rozwijającą swój warsztat pisarski, a nie tylko twórczynią lekkich babskich czytadeł, o których istnieniu wiem głownie za sprawą ekranizacji.

Początkowo powieść wydaje się chaotyczna, bowiem wprowadzona zostaje do niej piątka równie ważnych bohaterów – zdawałoby się kompletnie ze sobą niepowiązanych – których nitki losu prędzej czy później się ze sobą splączą. Mnogość wątków, a także wielka różnorodność bohaterów, pozwoliła pisarce nie tylko wykazać się twórczo, ale także wpłynęła na sposób odbioru całości przez czytelnika: niemalże pewne wydaje się, że każdy znajdzie w powieści ulubioną postać, tę, dla której będzie chciał czytać więcej i więcej. Wybierać może zarówno spośród mężczyzn, jak i kobiet. W Przeznaczonych poznajemy bowiem Gabrysię, Olin, Mateusza, Kubę oraz Jerry’ego.

Olin, to pisarka, od 20 lat trwająca w związku z żonatym mężczyzną. Jerry to skłonny do uzależnień (dziś hazardzista, kiedyś alkoholik), który próbuje wciągnąć w swoje szemrane interesy Kubę poznanego na spotkaniu grupy AA. Jego upadkowi moralnemu przygląda się Gabrysia – młoda krupierka, próbująca mimo ciężkiej pracy stworzyć związek z  Mateuszem, niemająca jednak pewności czy ma on jakąkolwiek przyszłość.

Poza wątkami obyczajowymi ogromną wartość książki stanowi wprowadzenie do niej tematyki uzależnień – szczególnie od wspomnianego hazardu, który to mechanizm został zaprezentowany niejako od kuchni: oczami młodej krupierki, która widząc jak nisko można upaść, zupełnie inaczej spogląda na bogaczy mijanych za dnia na ulicy. Istotny jest również temat znienawidzonej pracy, której trzymamy się jedynie po to, by mieć za co żyć.

Bardzo zaskoczył mnie finał powieści – nie spodziewałam się, że autorka tak zawróci akcję, nie miałam nawet świadomości, że część bohaterów nie jest prawdziwa. Tak bardzo chłonęłam akcję, że przeoczyłam sygnały (jeśli takowe były) wysyłane przez twórczynię między wersami. Cieszę się z tego bardzo, bo z  całą pewnością sprawi to, że lekturę zapamiętam na dłużej.

Zaskoczyło mnie również samo wydanie książki – okładka nie wrzeszczy wyeksponowanym nazwiskiem autorki, jest wręcz wyciszona – nie wyróżnia się spośród innych publikacji, których kolory najczęściej są bardzo intensywne. Tutaj jest delikatnie do tego stopnia, że powieść gubi się pośród innych, a mimo to sprzedaje się doskonale. 

To jest właśnie siła nazwiska i przykłada na to, że wydanie może być skromne, a powieść i tak trafi na listy bestsellerów.


Polecam: szczerze i każdemu. 

***

Recenzja innej książki Grocholi: