środa, 2 września 2015

Z dala od zgiełku – Thomas Hardy

Thomas Hardy zabiera nas do prowincji dziewiętnastowiecznej Anglii, gdzie wyemancypowana Betsaba Everdene właśnie dziedziczy po wuju farmę, czując, że całkowicie uniezależniła się od mężczyzn i ich wpływów. Jej uczucia jednak nie pokrywają się z przeświadczeniem tychże o prawach do starania się o jej rękę. Chętnych nie brakuje. w  szranki staje odrzucony przez bohaterkę Gabriel Oak – farmer, który po utracie własnego majątku zatrudnia się u Betsaby przez lata będąc jej oparciem; William Boldwood – ziemski właściciel, dotąd gardzący wszystkimi kobietami i odrzucający ich zaloty, całkowicie opętany miłością do Everdene oraz Franciszek Troy – bawidamek, hulaka, zupełnie nieodpowiedzialny i nieodpowiedni dla bohaterki mężczyzna, który jednak jako jedyny potrafi ją – dosłownie – zawłaszczyć.

Moją uwagę zwróciły w tej powieści przede wszystkim uczucia – Oakowi kibicowałam od samego początku, Boldwooda było mi żal, a Troya nie cierpiałam od chwili jego pojawienia się na kartach opowieści. Burzliwe związki i huragan emocji właściwie tutaj nie ustają – sama Betsaba również na naszych oczach się zmienia: ta, którą uważamy za niezwykle mądrą i obdarzoną niebywałą dojrzałością, nagle, pod wpływem uczucia staje się głupkowatą trzpiotką, niezdolną sprzeciwić się mężowi, ulegającą każdej jego zachciance. Zdaje się, że ma za swoje – odrzucając odpowiednich kandydatów, w  końcu pokutuje w związku nie do pozazdroszczenia. Nie sposób jednak jej nie lubić – wzbudza ogromny żal. Wydaje się postacią tragiczną, której nic dobrego nie może spotkać, bez względu na to, jaką podejmie decyzję.

Hardy podjął tematy, które jemu współczesnym, ze względu na konwenanse, na pewno wydały się kontrowersyjne i niegodne opisywania na kartach literatury takie jak romans oraz nieślubne dziecko. To one jednak nadają tej historii rumieńców, podkręcają i tak już rozpaloną atmosferę.

Plastyczne opisy, rwący nurt narracji, zjawiskowa umiejętność zawłaszczania uwagi czytelnika, piękno języka i wreszcie dbałość o detale – w  każdej dziedzinie. Hardy jako przedstawiciel naturalizmu nie tylko szczegółowo nakreślił powierzchowność swoich bohaterów, ale przede wszystkim ich przywary i każdą najdrobniejszą cechę, wyjaskrawioną później. Także natura jest tutaj równoprawnym bohaterem, a jej opisy niczym nie ustępują opisom ludzi. W powieści wyczuwa się prawie namacalnie krytykę obyczajów wiktoriańskich, z której słynął pisarz, a opisy wiejskiego życia są utkane tak malowniczo, że podczas lektury ma się wrażenie przebywania w  tym samym miejscu, co bohaterowie.

Język tej książki – którego nie mogę zbyć milczeniem – był jak masaż dla moich zwojów mózgowych – dziś już nikt tak nie pisze, próżno szukać autorów, którzy nawet podejmowaliby podobną pracę lingwistyczną. Zdarzają się czasem mniej lub bardziej udane próby imitacji, lecz takie poziomu nie osiągnie nikt. Język, który jest prawdziwą muzyką i od pierwszych stron całkowicie porywa, jednocześnie uspokajając. Coś niezwykle rzadkiego i cennego – u Hardy’ego mamy to gwarantowane.


Polecam również i film. Nie wiem czy lubicie takie produkcje, ale ja wprost uwielbiam! Nie ma chyba nic lepszego w  kinie.

Książkę kupisz tutaj: