wtorek, 10 marca 2015

Podstępna żmija, czyli endometrioza – Marzena Grzybowska





Tytuł: Podstępna żmija, czyli endometrioza
Autor: Marzena Grzybowska
Wydawnictwo: Psychoskok
ISBN: 9788379002177
Ilość stron: 100







Endometrioza, to trudna do zdiagnozowania choroba, która coraz częściej dotyka kobiety – i to coraz młodsze. Walka z  nią jest nierówna, bowiem gdy tylko jedno ognisko uda się powstrzymać, zazwyczaj pojawiają się kolejne. Mimo że nie jest śmiertelna, wiąże się z dużym dyskomfortem i bólem.  I choć mamy XXI wiek o tej przypadłości słyszy się wciąż niewiele, a leki, mające załagodzić jej przebieg wciąż są drogie, choć już nie tak horrendalnie jak kiedyś.
Bohaterka tej krótkiej opowieści – Róża – to kobieta, którą możemy podziwiać. Będąc matką i żoną dowiedziała się o swojej chorobie i gdy tylko pierwszy szok minął, zdecydowała się na walkę – dla siebie i dla swoich najbliższych. Historia przedstawia pokrótce przebieg jej diagnozowania i leczenia: farmakologicznego i operacyjnego. Narratorka kilkakrotnie podejmuje się próby odpowiedzi na to co jest w życiu jedną z  cenniejszych wartości, których nie dostrzegamy, dopóki nie grozi nam jej utrata: rodziny. Bohaterka noweli co rusz podkreśla, że liczą się dla niej głównie bliscy i to dla nich (oraz siebie – rzecz jasna!) decyduje się na rozwijanie swoich pasji, które następnie przekuwa w pracę zarobkową.
Ta krótka opowiastka to nie tylko opisywanie stanu chorobowego, lecz także zapis walki o swoje szczęście, którą endometrioza rozpoczęła i przyspieszyła. Róża wie, że jej przypadłość może znów uderzyć w  każdej chwili, dlatego czerpie z  życia pełnymi garściami, decydując się na robienie tego, na co kiedyś brakowało jej odwagi, a co daje jej pełnię szczęścia. Nie skupia się na dobrach doczesnych, lecz na rozwijaniu siebie.
Historię tę czyta się z  żywym zainteresowaniem i radością – o tak! – że mimo przeciwności losu wciąż są ludzie, którzy niestrudzenie walczą, pokazując, że źródło cierpienia tak naprawdę tkwi w  nas samych, bo przecież los nie szczędzi nikogo, a to jedynie od nas zależy jak będzie reagować na kolejne wydarzenia i trudności, z którymi przyjdzie nam się mocować: czy poddamy się zwątpieniu i depresji, czy też przekujemy zło w  dobro.

Wydaje mi się, że książka ta w  dużej mierze miała funkcję autoterapeutyczną, a jej napisanie było rozliczeniem się z  chorobą – jeśli przy okazji będzie mogła pomóc innym, na pewno będzie to jej kolejny plus, a jednak w szczególności miała pomóc samej autorce zamknąć w  słowach to, co tak boleśnie ją doświadczyło. Nie jest bowiem żadną tajemnicą, że za maską Róży kryje się sama Marzena Grzybowska, pisząca o swoim trudnym doświadczeniu nawracającej choroby.
Biorąc pod uwagę cel napisania tej nowelki, nie skupiam się nadmiernie na wartościowaniu czynników, które poddaję ocenie przy innej literaturze. Choć powiastka ta ubrana jest w  formę nowelki, pisanej w  trzeciej osobie, równie dobrze mogłaby przyjąć postać dziennika choroby, którym poniekąd jest.  Czytelnik może śledzić kolejne jej etapy, bez konieczności wdawania się w  szczegóły zbyt intymne, a jednak dopuszczony został na tyle blisko, by śledzić spustoszenie jakie sieje ona w  organizmie i psychice chorej kobiety, borykającej się nie tylko z ciężarem swojej przypadłości, ale też z kondycją dzisiejszej medycyny, służby zdrowia, a nade wszystko z własnymi myślami, które pisały najczarniejsze scenariusze.

11 komentarzy:

  1. Słyszałam o tym tytule, ale nie myślałam, że treść może okazać się taka ciekawa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Okładka tego nie zapowiada, prawda?

      Usuń
  2. Kolejna książka wędruje na listę. Lubię tego typu literaturę, więc powinna mi przypaść do gustu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli lubisz, to z całą pewnością, choć przeżycia bohaterki do najprzyjemniejszych nie należą.

      Usuń
  3. Nie miałam zbyt wielkiego pojęcia o tej chorobie. Dobrze, że opublikowanie takiej książki może nieco ulżyć osobie, która ją pisała jak i przynieść wiedzę innym...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A wiesz, że ja też nie? A gdy skończyłam czytać to co rusz o niej słyszę - czy to w radiu, czy przelotem w gazecie. Warto mówić.

      Usuń
  4. Nie miałam zbyt wielkiej wiedzy na temat tej choroby. Dobrze, że dzięki takim książkom osoba, która ją piszę przyniesie sobie choć maleńką ulgę, a czytelnicy poznają kilka przydatnych informacji...

    OdpowiedzUsuń
  5. Zgadzam się, to bardzo emocjonalna książka, która pokazuje, że można być szczęśliwym mimo choroby:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I takiego nastawienia trzeba się uczyć;)

      Usuń
  6. Sama nie wiem czy ta tematyka poruszana w najbliższych dniach byłaby dla mnie dobra. Trudna to książka, a ja póki co nie chce zagłębiać się w podobną tematykę. Jednak jak w przyszłości ją spotkam na swojej drodze to będe ją miała na uwadze, gdyż książek o takiej tematyce jest niewiele.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli masz takie wątpliwości, na jej korzyść przemawia objętość - jest króciutka, czyta się ją bardzo szybko i nie masz możliwości "zdusić" się tematem. To jej wielki plus;) Zaś jeśli chodzi o tematykę - szczerze mówiąc pierwszy raz natknęłam się na poruszenie tematu endometriozy w literaturze.

      Usuń