sobota, 22 czerwca 2013

Dobry zwyczaj nie pożyczaj... czy wręcz przeciwnie - ŚBK.






Ci, którzy mnie znają wiedzą, że na książki chucham i dmucham, a zanim komukolwiek cokolwiek pożyczę, robię odpowiednie rozpoznanie: jak dba o książki, ile zajmie mu czytanie itp. Często przy pierwszym pożyczeniu robię coś, co nazywam okresem próbnym – pożyczam książkę, która ma dla mnie mniejsze znaczenie emocjonalne, do której jestem z jakichś względów mniej przywiązana, wyznaczam nieprzekraczalny termin oddania i czekam. Czym szybciej książka zostanie mi zwrócona i czym bliżej idealnego jest jej wygląd – tym moje zaufanie do pożyczającego wzrasta.
Oczywiście, każdorazowe pożyczenie komuś czegoś jest dla mnie czasem stresującym. Sama o książki dbam o jak największe skarby, nigdy nie wyginam okładki, nigdy [już!] nie czytam w wannie, by kartki się nie nasączyły parą; gdy biorę ją gdzieś ze sobą, to zawsze nakładam jakąś obwolutę, np. z gazety; za wszelką cenę unikam chociażby najmniejszych zgięć i rys.
Z szacunku. Już nawet przy kupowaniu książek tak długo przebieram na półce, aż znajdę egzemplarz nieskazitelny, bez najmniejszego draśnięcia czy pyłku. Nie wyobrażam sobie, by ktoś, kto zna moje podejście do książek i ogromne zwracanie uwagi na to, jak wyglądają, mógłby traktować je inaczej. Z ciężkim sercem patrzę na ludzi, którzy wrzucają książki do toreb byle jak, nie patrząc czy się nie pozagina itp.
Dwa razy w życiu zdarzyło mi się komuś zniszczyć książki – dla tamtych osób były to nicnieznaczące minimalne zmiany [jak właśnie lekkie pofalowanie kartek od pary, czy milimetrowy naciek od wody morskiej, który ciężko było zauważyć gołym okiem, a który nie dawał mi spać, więc książkę odkupiłam solennie przepraszając, co zostało później przez właścicieli uznane za kompletnie zbędny wydatek] świadczące o tym, że książka żyje, a dla mnie – kompletna katastrofa. Nigdy nie odważyłabym się oddać książki, którą w jakiś sposób uszkodziłam. To, że to zrobię jest mało prawdopodobne, bo o książki dbam, jak o coś najbardziej drogocennego i dosłownie zalewam się łzami, gdy coś im się stanie.
Oczywiście, nie wszyscy mają do tego taki sam stosunek i już kilkakrotnie zwrócono mi książki w stanie dalece odbiegającym od ideału – za każdym razem łamie mi się wówczas serce. Tamte osoby nawet nie przeprosiły, nie przyszło im do głowy, że coś jest nie tak, a ja – wpisałam je na czarną listę. Tak, mam coś takiego. Listę osób, którym pod żadnym pozorem nic już nie pożyczę, bo nadużyły mojego zaufania – na liście tej, oprócz nazwisk winnych, wpisuję także za co na nią trafili: w jakim stanie książkę dostali, a w jakim oddali. Później jestem nieugięta. Nie ma mowy, bym cokolwiek znów pożyczyła takiej osobie. Inaczej sprawa ma się gdy ktoś książkę zniszczy [albo skonsumuje ją pies – był i tak wypadek:)], ale bez zbędnego ociągania się ją odkupi czy chociażby – przeprosi. Serce nadal pęka, ale przeprosiny są dla mnie oznaką skruchy, więc mogę się jeszcze zastanowić przy kolejnej pożyczce.
Brzmi to wszystko dramatycznie – ale książka to dla mnie świętość. Nie oznacza to jednak, że nie pożyczam. Pożyczam i to jak! Zaświadczyć może Alexx, której wciskam coś przy każdej wizycie u mnie, nie zważając nawet na jej protesty, zaświadczyć może tata mojego Sebastiana, który ma już u mnie kartę biblioteczną [:P], zaświadczyć może Ada, z którą pożyczamy sobie coś na wieki :D Są to jednak osoby, które z podobnym pietyzmem podchodzą do książki, chuchając i dmuchając. By nie zapomnieć co, kiedy i komu pożyczyłam – wszystko zapisuję w stosownym zeszyciku, który prowadzę od lat. Ułatwia mi to nie tylko kontrolę nad tym, co się po znajomych rozeszło, ale też ułatwia pożyczanie czegoś w późniejszym terminie – zawsze wiem kto już co ode mnie dostał, co lubi i co można mu zaproponować kolejnym razem.
Uwielbiam, gdy książki wędrują, uwielbiam pożyczać komuś i od kogoś, ale nie zgadzam się na niszczenie czy traktowanie ksiązki jak gazety, którą można pobrudzić tłustymi paluchami, zagiąć róg, wygiąć okładkę, upuścić do kałuży i twierdzić, że to jedynie oznaka, że książka żyje.
Równie dobrze może żyć wyglądając wciąż niczym prosto z drukarni;)  Należę do osób, które chcą, by książka była zaczytywana, ale które pry okazji dążą do tego, by wciąż wyglądała idealnie – szacunku, a nie potrzeby udawania, że jest nieużywana i pełni jedynie funkcję dekoracyjną.


A jak jest z Wami? Chętnie poznam Wasze zdanie w tej kwestii - pożyczacie, nie pożyczacie?:)

PS Zapraszam na naszego świeżutkiego Facebooka:
https://www.facebook.com/SlascyBlogerzyKsiazkowi


17 komentarzy:

  1. Ha, też mam tak, że wolę pożyczać książki, do których nie jestem przywiązana, a najlepiej już w ogóle to egzemplarze recenzyjne przed korektą i łamaniem, bo i tak najczęściej trafiają do mnie to z zagiętym lekko rogiem, to rozczłapane :D
    I też zapisuję, co komu pożyczam, ale nigdy nie wyznaczam czasu w jaki ma książkę przeczytać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czas wyznaczam tylko osobom na okresie próbnym:D
      Reszta ma już dowolność, ale tych pierwszych muszę jakoś sprawdzić :D

      Usuń
    2. A co do egzemplarzy przed korektą - taaak, te też uwielbiam pożyczać, bo ich jakość zawsze jest wątpliwa, często wyglądają jakby 100 osób przede mną miało je w rękach, więc tu oporów nie mam, bo ksiązka i tak już jest stracona;D

      Usuń
  2. Pożyczam. Zawsze, nawet jeśli ja nie przeczytałam. Książka to tylko książka, a ludzie są jednak ważniejsi ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się, ale... :D Dla mnie książka, to nie tylko książka;)

      Usuń
  3. Pożyczam moje książki jedynie naprawdę zaufanym osobom. Dbam o nie i szanuję podobnie, jak Ty :)
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kolejne podobieństwo między nami:)

      Usuń
  4. Niby nie chcę pożyczać, ale nie umiem się powstrzymać. Chciałabym by jak najwięcej osób czytało.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja również! Ale nie każdy zasługuje na zaufanie w kwestii pożyczania - wystarczy zerknąć na niektóre biblioteczne woluminy... aż się serce kraje.

      Usuń
  5. Pożyczam książki. A co do czytania w wannie, brania książek w podróż- jak najbardziej tak- każde zagięcie, każda plamka to widoczny fakt, że książka żyje, nie stoi na półce nietykana. Oczywiście, nie niszczę książek specjalnie (!), ale też nie chucham na nie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A moje żyją, są zaczytywane, obklejone setkami fiszek, a mimo to - w stanie idealnym:)

      Usuń
  6. Nawet sprawdzone osoby mogą czasem srogo rozczarować. Ja pozyczałam kiedyś bardzo dużo mojej siostrze. Gdy była młodsza obkładała książki od góry husteczkami, żeby się nie kurzyły... Teraz... no cóż, okazalo się że część moich książek trzymała na parapecie i słońce zrobiło swoje - góra jest teraz żółta. Na jedną rozlała też herbatę... Dlatego też albo jej teraz książki daję po przeczytaniu i nie chcę ich więcej widzieć albo pozyczam ale przed tym wyznaczam bardzo konkretne reguły użytkowania. W ogóle nie lubię pożyczać swoich książek, ale że chętnie pozyczam od innych, czasem trzeba się odwdzięczyć ;-) Co może dziwne, coraz chętniej oddaję innym książki o których wiem, że prawdopodobnie już do nich nie wrócę. Mam 4 regały z książkami i jestem zdania że powinny tam się zmieścić wszystkie ksiązki, które faktycznie chcę mieć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sporo rozsądku w takim rozdawaniu - może i ja kiedyś do tego dojdę, ale póki co, nie mogę sobie tego nawet wyobrazić:)
      I rzeczywiście, nawet sprawdzone osoby mogą podpaść... oby jednak były to jak najrzadsze przypadki!
      Haha, ja również pożyczam głownie dlatego, że sama też od czasu do czasu lubię pobuszować w cudzych biblioteczkach.:)

      Usuń
  7. Ja, podobnie jak poprzednia komentująca, mam wyznaczone miejsce na książki (dwa regały), trafiają tam pozycje, które mi się najbardziej spodobały. Resztę pożyczam/wymieniam/oddaję. Nie chcę mieć w moim - i tak maleńkim - pokoju sterty tomów, do których nie wrócę.
    Co do stanu książek: wolę egzemplarze nowe, w stanie idealnym. Ale lubię również niektóre stare książki z ekslibrisem dziadka (sama zresztą go używam, taki jest ładny). :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja również mam regał z ulubionymi pozycjami. Oczywiście, to właśnie je pożyczam z duszą na ramieniu, ale robię to - na tych samych zasadach, co pozostałe;) Ja uwielbiam się otaczać setkami tomów, nawet, gdybym miała nie wracać do lektury całościowej - często wystarczy mi cytat, wyimek, który chętnie będę czytała co chwilkę.

      Stare książki również wielbię - ale to już dla mnie zupełnie inna kategoria:)

      Usuń
  8. A ja pożyczam swoje książki zaufanym osobom, bo dlaczego mają się kurzyć na półce po jednym czytaniu. I jeszcze nie zdarzyło mi się, by ktoś mi którąś zniszczył. Myślałam, że to ja jestem pedantyczna, ale z Twojego wpisu wynika, że jednak daleko mi do Ciebie. Choć o książki dbam, zarówno swoje jak i pożyczone. O te drugie oczywiście bardziej. Ale nie robię książkom obwolutek ani nie przejmuję się aż tak bardzo, jak zagnie mi się rożek, by aż nie spać po nocach ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bez przesady, snu z powiek mi to nie spędza, ale rzeczywiście jestem na ich punkcie bardzo przewrażliwiona, zwłaszcza po złych wspomnieniach:)

      Usuń