czwartek, 1 listopada 2012

Kotka Brygidy - Joanna Rudniańska


Tytuł: Kotka Brygidy
Autor: Joanna Rudniańska
Wydawnictwo: Pierwsze
ISBN:978-83-923288-8-9
Rok wydania: 2007
Ilość stron: 160


Joanna Rudniańska dokonała czegoś niebywałego. Na 160 kartach swojej książeczki ulokowała tak wiele wątków i problemów, że nie sposób wyjść z podziwu jak to w ogóle możliwe.
W Kotce Brygidy Rodniańska próbuje spojrzeć na II wojnę światową oczami dziecka, a swoją relację przeciąga aż do czasów, gdy główna bohaterka jest już sędziwą, umierającą staruszką.
Helenka, to dziewczynka niezwykle rezolutna. W momencie rozpoczęcia wojny ma 5 lat i naturalnym wydaje się to, że mama bardzo chciała ochronić ją przed rzeczywistością. Niczego do końca nie tłumacząc, wszystko zbywając, przemilczając skazuje dziecko na życie w niewiedzy. Jedyną osobą próbującą tę małą dziewczynkę uświadomić, jest jej tata. Tata, który pragnie, by jego córka wiedziała w jakich czasach żyje, miała świadomość tego co się dzieje, a nie była sztucznie trzymana pod korcem. Oczywiście, uświadamia ją na tyle na ile może, nie przekracza pewnych granic, chce tylko, by jego dziecko nie było sztucznie odseparowane i obarczone niewiedzą o tym, co dzieje się tuż obok.
Rudniańska w swojej książeczce podejmuje problematykę pomocy Żydom podczas II wojny światowej, rozlicza się ze spojrzeniem na ludzi, którzy ta pomoc ową pobierali zapłatę:


- No i co z tego, że brał pieniądze? On tylko nie chciał na tym stracić, prawda? Ale ratował. [1]



Wojnę widzianą oczami dziecka pokazuje w sposób przenikający: Niemcy, to „ci, w czarnych butach”, których mała Helenka widziała tylko do kolan. Jej perspektywa to widok butów, nic więcej, na nic ponadto nie pozwalał jej wzrost. To bezosobowa wizja świata. Niemiec, to czarny but; już nie kochany wujek, który przywoził drogie czekoladki. Pewne wyobrażenia dziewczynki zostały całkowicie przewartościowane. Rudniańska wielokrotnie podkreśla dziecięcą radość, gry którykolwiek dorosły schylił się, by z nią porozmawiać, a ona „wreszcie mogła go zobaczyć”.
Dla dziecka wojna, to czas, w którym poznaje nowe słowa i z tej swojej świeżo nabyte wiedzy jest bardzo dumne: wie już co to okupacja, kapitulacja. Mimo swojego młodego wieku, Helenka ma już bardzo dojrzałe spostrzeżenia, jej świadomość tego co się dzieje jest ogromna, prawdopodobnie właśnie dzięki działaniom ojca:


            - To przez wojnę – powiedziała Helena. – To wojna wszystko zmienia. [2]


Co ciekawe, autorka próbuje poddać weryfikacji problem oceniania Niemców – nie ukazuje ich jako jednoznacznie złych, robi coś wręcz odwrotnego. Początkowo z Niemcem kojarzy się Helenie dobry wujek, a później jest ona świadkiem, gdy CI sami żołnierze, który przed chwilą kogoś rozstrzelali, uratowali, z niezwykłą delikatnością, zaplątanego w sieć bociana. Pozostaje pytanie: jak ktoś tak subtelny, może „zabijać ludzi, jak kaczki”? Jak można sądzić, że oni są źli? Jak można ich tak negatywnie oceniać?
Na kartach książki pojawia się postać Stańci, kobiety barwnej, słabo wykształconej, jawnie antysemickiej, choć wybiórczo: swoją dobrą znajomą chciała chronić pomimo jej przynależności, bo „jaka, z niej Żydówka. To nasza!”. Kobieta ta nie mówiła o Niemcach inaczej niż „one”, co ewokuje wrażenie niemożności mówienia, nazwa Niemcy, to nazwa zakazana, taka, której się nie wymawia. Niemcy, to nawet nie „oni”, to „one”, poniekąd bezosobowe postaci. Kolejny raz ich wartość poddana została w wątpliwość, pod osąd, do przedyskutowania.
W korowód barwnych postaci tej książki wpisuje się także Kamil, Żyd, którego rodzice Heleny ukrywali. Rudniańska pokazuje spojrzenie dziecka na żydowskość: mała dziewczynka, swoją nieskażoną jeszcze wizją świata, jedyną różnicę zauważa w „czarodziejskiej gwieździe”, którą sama zaczyna nosić, narażając się ze strony ludzi na wytykanie palcami, a ze strony ojca na dumę z powodu jej odwagi i szlachetności. Padają pamiętne słowa: „wszyscy powinniśmy być Żydami”. Choć dziewczynka wciąż nie rozumie tak skrajnych zachowań, wskazuje na tę zasadniczą kwestię: wszyscy jesteśmy ludźmi. Tymi samymi, tak samo wartościowymi, nic nas nie różni.
Getto na kartach książki Rodniańskiej ukazane jest jako przestrzeń szarości, w której nagle, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, giną wszelkie barwy. Kończą się, zapadają pod ziemię, pozostawiając jedynie paletę odcieni czerni i bieli. Ulice poza gettem nazywane są „normalnymi”, na nich też jest „wiosennie, słonecznie”.
Rudniańska dotyka też jeszcze jednej kwestii: strachu przed tym, co będzie po wojnie. Ukazuje zmierzch Bogów, której ucieleśnieniem były dla Heleny synagoga, cerkiew i kościół widziane z perspektywy drzewa morowego, które stanowiło dla niej centrum świata.
Co charakterystyczne dla prozy autorki, to wiele przemilczeń. Nie ma tu scen drastycznych, są za to ogromne przestrzenie na dopowiedzenia, na wyobrażenia. To niewypowiedzenie, jest tym mocniej wstrząsające.

Najważniejszym elementem książki, wątkiem spajającym jest wątek kotki Brygidy. Brygida, to mała Żydówka, siostra Pana Kamila, która musi iść od getta i nie może zabrać ze sobą kotki. Z tego też powodu opiekę nad nią przejmuje Helenka, która ze zwierzątkiem prowadzi częste rozmowy. Po wojnie Helena niestrudzenie szuka Brygidy, mając nadzieję na to, że szybko uda jej się ją odnaleźć.
Jak było?
Sprawdźcie.

Rewelacyjna książka, wzruszająca, otwierająca oczy. Na pewno nie pożałujecie czasu jej poświęconego, a wręcz przeciwnie: uznacie go za jeden z wartościowszych poświęconych książkom.


[1]  Joanna Rudniańska, Kotka Brygidy,Wydawnictwo Pierwsze, Lasek 2007, S.140.
[2] Tamże, s.34.