niedziela, 12 lutego 2012

Podróżnik stulecia- Andres Neuman


Andres Neuman, spędził dzieciństwo w Buenos Aires. Ukończył filologię hiszpańską na Uniwersytecie w Grenadzie, gdzie wykładał również literaturę iberoamerykańską.
Podróżnik stulecia, to jego czwarta powieść, przetłumaczona na dziesięć języków, nagrodzona szeregiem prestiżowych nagród, w tym nazwaniem ją jedną z pięciu najlepszych książek roku napisanych w języku hiszpańskim.
Wyróżnienia te nie dziwią, gdy w pamięci ma się jeszcze niezwykłą lekturę i podróż  w głąb miasta- labiryntu, które niezamierzenie staje się miejscem naszego stałego pobytu, a nie jedynie jednym z wielu miast przejezdnych na drodze ku przygodzie.
Hans wybierał się właśnie w podróż do Dassau. Czy aby na pewno? Nie sposób tego dowieść, gdyż gdy tylko pojawił się w  Wandernburgu – został w nim na zawsze. Miasto to, stanowiło dla niego zagadkę nie do rozwikłania. Żadne z odwiedzanych przez niego miejsc, nigdy nie znajdowało się w tej samej pozycji, przestrzenie mieszały się i zmuszały do kolejnych poszukiwań, zaskakiwały swoją niestałością i otwierały pole do interpretacji oraz dyskusji.
Właściciele oberży, w której zatrzymał się bohater, szybko przyzwyczaili się do jego nieustannej obecności, przestali pytać o dzień wyjazdu, gdyż znacznie szybciej niż on zrozumieli, że ten nigdy nie nadejdzie.
Miasto pochłonęło bohatera, nie pozwalało mu się od siebie uwolnić. Wiele w tym zasługi miała Sophia oraz kataryniarz, którego spotkał pierwszego dnia swojej podróży. To on stał się jedyną niezmienną istotą w Wandernburgu, on stanowił dla Hansa swoiste oparcie, a w niedługim czasie stał się także jego przyjacielem.
Już ta więź na stałe zespoliła go z miastem, jednak w momencie poznania Sophii – los bohatera został przypieczętowany. Zaczął bywać na spotkaniach Salonu, których była przewodniczką, próbował zdobyć ją swoją wiedzą, erudycją i niezwykłym darem przemawiania. Jej zachowanie sprawiało, że zamiast się zniechęcać, Hans był coraz bardziej zmotywowany do kolejnych słownych przepychanek z innymi członkami Salonu.
Ich znajomość szybko przerodziła się w tajemny romans, który za wszelką cenę należało ukryć przed narzeczonym bohaterki. By to uczynić, młodzi wyjaśniali swe spotkania wspólnym tłumaczeniem tekstów. Jak potoczyły się ich losy? Nie chcąc psuć Wam przyjemności płynącej z lektury – nie zdradzę. Dość jednak powiedzieć, że powieść ta co rusz zaskakuje. Sama staje się labiryntem, który należy przejść indywidualnie, samodzielnie dobierając drogę, którą chcemy się poruszać.

Podobnie bowiem jak z bohaterem, rzecz ma się z czytelnikiem, który raz zakosztował w tej niezwykłej powieści. Neuman czaruje nas językiem, „wsysa” do wykreowanej przez siebie rzeczywistości i nie pozwala złapać oddechu. Jesteśmy niczym bohater - „przejazdem” - a tak naprawdę zostajemy na stałe. Nie chcemy kończyć tej powieści, nie chcemy przewracać ostatniej stronicy, do końca mamy nadzieję, że otworzy ona przed nami kolejne drzwi labiryntu myśli i uczuć.

Doskonale zarysowani bohaterowie, tajemnica sącząca się z każdej kartki – to spoiwa, które niczym magnes przyciągają nas do Podróżnika stulecia. A cóż to za język! Język zaczarowany, hipnotyzujący, dialogi wplecione w narrację, wtrącane po przecinkach lub w nawiasach, szeregi dźwiękonaśladowczych słów, wiele słownych gierek.
Wspaniała podróż w zakamarki literatury, rzekłabym nawet – podróż stulecia!