Całe życie to książka, której dałam się uwieść dzięki delikatnie
unoszącej się nad nią aurą zachwytów, mieniącą ją to arcydziełem, to
wyciszającym cudem na literackiej scenie ostatnich lat, to kwintesencją
pisarskiego minimalizmu. Łasa jestem na podobne obrazowanie, zaczarować mnie
łatwo, omamić można w parę chwil i już czuję, że od nowości wydawniczej uciec nie będę
mogła.
Tak było w przypadku
literackiej próby Roberta Seethalera, której nie uratowały w moich oczach
ani peany Karpowicza, ani Chutnik, tak zmyślnie wkomponowane w okładkę.
Bohaterem Całego życia jest Andreas Egger – mężczyzna wiodący proste życie w małej,
alpejskiej wiosce, gdzie każdego dnia oddaje się pracy fizycznej, po której
odpoczywa na łonie natury, chłonąc jej piękno i obcując z nią, bogacąc swe
wnętrze. Towarzyszą mu ludzie przepływający przez jego życie – najczęściej turyści,
ale także ukochana Marie, którą tu poznaje, i którą tu traci w wyniku tragedii – lawiny, będącej
punktem zwrotnym w jego życiu. Autor snując opowieść o życiu Eggera,
donikąd się nie spieszy, pokazując jego blaski, cienie, wzloty i upadki – całe spektrum
wydarzeń tworzących sieć jego egzystencji zogniskowanej wokół wioski, z której wyrasta, i do której wraca.
Książką nie jestem ani poruszona,
ani zachwycona, na pewno zaś nie mam zamiaru szarżować słowem „arcydzieło”
w odniesieniu do tytułu, który mam przed sobą.
Faktycznie, z trudną do
osiągnięcia dokładnością i oszczędnością w słowa opisał autor życie
głównego bohatera i chwała mu za to, znamion ponadczasowości i wielkości jednak w publikacji
tej nie widzę. Jest bardzo dobrym przykładem literatury minimalistycznej,
streszczającej bogactwo ludzkiego żywota na niespełna dwustu stronach, jednak –
w mojej opinii – niczym nadto. Może wyciszać, może pokazywać inne życie
niż to, do którego w większości jesteśmy przyzwyczajeni – bez pośpiechu,
bez gonitwy, w ciągłym stresie i z dala od natury, nie sprawia to
jednak, że tekst zyskuje znamiona dzieła – do tego potrzeba znacznie więcej.
Zachwycać się owszem, można.
Jednak nie tyle nad treścią i formą, ile nad okładką. Ta faktycznie – jest piękna.
Reszta jest po prostu sprawna – może się podobać, jednak próżno czekać podczas
lektury na olśnienia. Tych bowiem raczej nie będzie. Czyta się przyjemnie, szybko, można przy niej odpocząć, można się delektować, można zadawać pytania o to, czy sami potrafilibyśmy streścić swoje życie na tak niewielu stronach, i które wydarzenia, my, żądni doznać, uznalibyśmy za warte zapisania. I te refleksje towarzyszące lekturze są faktycznie bardzo cenne, bardziej jednak są one wynikiem naszej czytelniczej dojrzałości, niżeli odautorskiego talentu do stawiania czy prowokowania ważkich pytań.
Lektury ani nie polecam, ani nie odradzam. Pozostawiam decyzję wam.
blogspot, Całe życie, książka, lubimyczytać, minimalizm, opinia o książce, recenzja, recenzje książek, Robert Seethaler, Tania Książka, Wydawnictwo Otwarte