czwartek, 13 marca 2014

Harjunpää i dręczyciel kobiet - Matti Yrjänä Joensuu


Tytuł:  Harjunpää i dręczyciel kobiet
Autor: Matti Yrjänä Joensuu
Wydawnictwo: Kojro
ISBN: 9788392823537
Ilość stron: 194
Cena: 37,80 zł


Książka ta stanowi jedną z pierwszych opowieści z cyklu o śledczym Wydziału Kryminalnego  Harjunpää, którego akcja ulokowana została w Helsinkach. Tam też od pewnego czasu grasuje mężczyzna napadający na kobiety, który z każdym kolejnym atakiem staje się coraz odważniejszy i coraz bardziej nieobliczalny.
Mimo braków w kadrze, sprawą zajmuje się Timo, bardzo przejęty losem ofiar, których z dnia na dzień przybywa.
Niestety, część ta posiada o wiele więcej wad niż zalet, rzucających się w oczy zwłaszcza po lekturze poprzedniczki.
Tym, co należałoby wytknąć  w pierwszej kolejności jest zmarnowanie szans związanych z miejscem wydarzeń – mimo że Finlandia jest krajem nader specyficznym, o niepowtarzalnym klimacie tak często wykorzystywanym przy konstruowaniu kryminałów, autor zdaje się zupełnie z niego nie korzystać – gdyby lokalizacja nie została sprecyzowana, moglibyśmy właściwie umiejscowić akcję w dowolnym miejscu na kuli ziemskiej – nic bowiem nie sugeruje wyjątkowości scenerii. Tło jest mdłe i nijakie, w żaden sposób nie wpływa na klimat powieści, tak często ciężki i mający spory potencjał do tego, by doskonale korespondował z opisywanymi wydarzeniami, o wcale nielekkiej materii.
Minusem jest także kreacja bohaterów – mimo że Timo był mi znany z późniejszej części (a jako pierwszej wydanej w Polsce), miałam nieustające wrażenie, że czytam o kimś zupełnie innym. Z śledczego o wielkim talencie, stał się nagle postacią bezbarwną, rozmemłaną, toczoną dziwnymi, niewyjaśnionymi skojarzeniami, kłębiącymi się w jego głowie. Oczywiście należałoby tutaj zmienić perspektywę i spojrzeć na tę ewolucję zgodnie z chronologią - gdybym czytała książki w kolejności ich powstawania, zmiana byłaby korzystna i niezwykle dynamiczna, ukazałaby człowieka, który realnie przechodzi transformację na oczach czytelnika, dojrzewa, nabiera doświadczenia - gdy jednak w mojej świadomości powstał już konkretny jego obraz, obraz śledczego ukształtowanego, trudno było mi się przestawić na jego 'wcześniejszą wersję'.
Gdyby nie partnerka ówczesnego Harjunpää, sprawa byłaby właściwie przegrana [trudno się zresztą dziwić, gdy policja ma do dyspozycji dwu pracowników, mających zająć się wszystkim naraz, z rewelacyjnymi rezultatami (oczywiście)].

Mimo że książka ta jest stosunkowo krótka, miałam wrażenie, że akcja niemożliwie się ślimaczy, co było dla mnie ogromnym zaskoczeniem: część, którą czytałam poprzednio (a która powstała 13 lat po Dręczycielu kobiet) charakteryzowała się wartkością, stopniowaniem napięcia, ciągłymi zmianami, zwrotami, które tutaj także sporadycznie występowały, nie miały jednak takiej siły oddziaływania, jakiej mogłabym oczekiwać, mając w pamięci emocje towarzyszące lekturze poprzedniej.
Prawdopodobnie wielki wpływ na sposób konstruowania fabuły miały też czasy, w których książka powstawała - wolne od dzisiejszego pospiechu i dążności do silnie zintensyfikowanych emocji, odzwierciedlane były w metodzie narracyjnej.
Zastanawiające jest to (i ciekawe!), jak pisarz uznany dziś za jednego z najlepszych fińskich twórców kryminałów, mógł kiedyś popełnić taką ramotkę, jaką w moim odczuciu niestety jest ta powieść. Nic w niej nie zaskakuje, jest raczej typowym, schematycznym, wręcz rażąco monotonnym (choć poprawnym) kryminałem, który możemy przeczytać, ale przy którym raczej większych emocji nie doświadczymy. Porównując Kapłana zła i Dręczyciela kobiet, wyraźnie zauważymy jak bardzo poprawił się warsztat autora i jak silnie jego powieści ewoluowały, przechodząc od klasycznego kryminału do powieści kryminalnej z silnie zaakcentowanym wątkiem społeczno-obyczajowym.

Dla mnie książka ta stanowi wielkie rozczarowanie, przezroczystą opowieść, pełniącą funkcję poprzedniczki historii o wiele bardziej znaczącej, o bogato zarysowanym tle społecznym, zaangażowanej w problemy współczesnego świata, przemocy i in. Tutaj tego nie ma – jeśli autor miał zamiar podkreślić niemoc fińskiej policji, niestety nie do końca dobrze ją zaakcentował.
Jestem jednak głęboko przekonana, że był to jedynie chwilowy spadek formy i autor w kolejnych częściach zachwyci tak samo mocnym akcentem, jaki zapamiętałam z Kapłana zła.  Nie ukrywam, że mimo tej wpadki, Harjunpää wciąż jest mi to postać bliska, o której chętnie poczytam, mając również nadzieję na kolejną ekranizację.

Jeśli ktoś ocenia książki po okładce, może go także zainteresować, że tym razem wydawnictwo zrezygnowało z twardej oprawy.