czwartek, 29 sierpnia 2013

Dzieciństwo Jezusa – J.M. Coetzee


Tytuł: Dzieciństwo Jezusa
Autor: J.M. Coetzee
Wydawnictwo: Znak
ISBN: 9788324021277
Cena: 39,90 zł
Ilość stron: 304


Dzieciństwo Jezusa, to książka, która żadnego czytelnika nie pozostawi obojętnym. Coetzee maluje świat Davida i Simona farbami, szczelnie pokrywającymi szarą rzeczywistość, odsłaniając przestrzenie zabarwione wieloma odcieniami. Noblista udowadnia, że po otrzymaniu nagrody, spod jego pióra wciąż wychodzą wartościowe teksty, będące w dużej mierze alegoriami współczesnego świata.
Co zrobiło na mnie ogromne wrażenie, to wielki spokój emanujący z tej książki – wszystko dzieje się niespiesznie, momentami wręcz się ślimaczy. Podczas lektury miałam silne wrażenie przebywania na pustyni – wokół mnie jedynie piasek wpadający do oczu, skwar, rażące słońce i ogrom niczego. Zbudowanie takiej atmosfery sprzyjało rozważeniu tematów, które powieść wysunęła na plan pierwszy i na plan dalszy.
Akcja toczy się w Novilli – miejscowości granicznej, w której – mam wrażenie – zacierały się granice rzeczywistości i snu. To przestrzeń stanowiąca tunel prowadzący od jednej do drugiej, tunel wyjątkowy i oblegany. Skupiają się w nim przesiedleńcy, który po kilku tygodniach przebywania w nim, pragną stać się obywatelami z pełnią praw.
Z podobnych przyczyn trafia do niego David i Simon. Pięciolatek wraz z opiekunem wkracza w świat pełen nieufności, w którym wiele spraw trzeba załatwiać kontaktami. Simon utrzymuje, że jego celem nadrzędnym jest doprowadzenie chłopca do matki, którą ten ma rozpoznać natychmiast po spotkaniu jej. Sytuacja jest o tyle trudna, że Simon o kobiecie nic nie wie – zdany jest jedynie na pamięć dziecka.

Ramy interpretacyjne i sposoby czytania książki zdecydowanie narzuca sam tytuł, sugerujący, jakoby David był typem Chrystusa. Ta konkretyzacja prowokuje szukanie sprecyzowanych sensów, a jednak ociera się o granice wieloznaczności. David nie jest dzieckiem typowym: wiele z jego wypowiedzi wykracza poza dziecięcą naiwność i sprawia wrażenie czerpania z innej niż ludzka mądrości. Imię chłopca jest zresztą nader wymowne, konotuje mądrość króla opiewanego w Starym Testamencie. Bohater buduje podejrzenie przebywającego w innej rzeczywistości: natchnionej, być może boskiej. Intertekstualnych nawiązań do Biblii, jawnych i ukrytych, jest w tekście Coetzeego sporo. Sama postać Simona – przewodnika [z hebrajskiego szim on – Bóg wysłuchał] jest niezwykle ciekawa. To on prowokuje większość dyskusji, z jego ust padają słowa traktujące o istocie dobra i zła, a także wiele rozważań filozoficznych.
Łatwo popełnić błąd – wdać się w te mgliste tyrady, sięgać głęboko, zamiast zatrzymać się przy aluzjach najłatwiej zauważalnych i najoczywistszych. Coetzee daleki jest od ukrywania sensów tak daleko, by nikt nie był w stanie ich odkryć. Czytam go raczej jako autora pełnego prostoty – być może paradoksalnie, ale to właśnie z niej przebija największa mądrość. To współczesna przypowieść – z analogiami prostymi do odnalezienia, ale też z możliwością odczytywania jej na wielu poziomach i wedle różnych tropów, które – co za finezja! – łączą się ze sobą.

Bardzo dobra współczesna opowieść, do lektury wielokrotnej.