poniedziałek, 22 lipca 2013

Joyland - Stephen King


Tytuł: Joyland
Autor: Stephen King
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
ISBN: 9788378395355
Ilość stron: 336
Cena: 35,90 zł


Współczesny świat pełen jest smutku, wszechobecnego zła, tragedii i nerwowości. Po powrocie do domu wielu z nas marzy jedynie o świętym spokoju, ciszy i rozrywce. Najczęściej jednak czekają na nas kłótnie, nieporozumienia i kolejne kamyczki zła.
Naprzeciw potrzebom klienteli wychodzi właściciel Joylandu – osoba, która pragnie zaoferować nam prawdziwą radość i niczym niezmąconą zabawę. W jego imieniu, pracownicy parku sprzedawać będą ją z prawdziwą wprawą – jedni zabiorą nas do Strasznego Dworu, inni zaproponują przejażdżkę górskimi kolejkami, jeszcze inni zaoferują popcorn, a pozostali zaopiekują się naszymi dziećmi, byśmy bez przeszkód mogli oddawać się przyjemnościom.
Jednym z pracowników, który początkowo zatrudnia się na jeden sezon jest Devin Jones, szalenie, a przy tym nieszczęśliwie zakochany pierwszą miłością chłopak, który pragnie zaoszczędzić trochę pieniędzy na czas studiów. Przychodząc do pracy nie podejrzewa jeszcze jak wielkie czekają go zmiany. Praca w Joylandzie okaże się jego wędrówką ku dojrzałości. Pozna nietypowych ludzi, odkryje sekrety, które go zaintrygują do poszukiwań, znajdzie w sobie bohatera i już na zawsze się przemieni.


King trochę mnie rozczarował – mało w książce tej jego samego. Mało Kinga w Kingu. Nie bałam się, nie w każdym momencie trzymał mnie w napięciu. Horrorem powieści tej nazwać nie mogę, prędzej może jakąś obyczajówką z nutką grozy w tle. Nic nas tutaj nie przerazi, spokojnie można czytać nocąJ Co prawda autor zastosował wiele zabiegów mających wprowadzić pożądane napięcie – niemalże rozpoczął swoją opowieść tajemniczą przepowiednią, „wrzucił” swojego bohatera w przestrzeń niezwykle charakterystyczną, ze swoimi sekretami i niewyjaśnionymi sprawami z przeszłości, obdarował go szczególnym towarzystwem, a jednak – tym razem byłam szczególnie oporna na działanie magii jego słów. Lata siedemdziesiąte nie do końca mnie przekonały, a ów Joyland stworzony w mojej wyobraźni na jakiś czas przed lekturą, niewiele miał wspólnego z tym, co zastałam na kartach książki. Owszem, charakterystyczny żargon kuglarzy, relacje między pracownikami, charakterystyczny system – to wszystko sprawiało wrażenie niebywale autentycznych, a jednak – nie tego oczekiwałam, miałam nadzieję na większą tajemniczość i grozę, którą po złączeniu słów King+ stare wesołe miasteczko z gabinetem strachu powinnam otrzymać w pakiecie. I to właśnie rozminięcie z oczekiwaniami sprawiło, że tym razem King mnie nie porwał na tyle, na ile by mógł.  Jeśli nie oczekujecie horroru na miarę poprzednich tekstów pisarza – nie zawiedziecie się. Jeśli jednak, wydaje Wam się, że po przeczytaniu tej publikacji będziecie bali się wyjść po ciemku z pokoju – srodze się zawiedziecie.