niedziela, 17 kwietnia 2011

"Mapy ludzkich serc" Jacek Ponikiewski

Skłamałabym, gdybym powiedziała, że do lektury książki Jacka Ponikiewskiego zachęciła mnie okładka. Ta nie podoba mi się wcale. Monstrualnych, nieproporcjonalnych rozmiarów kroplówka i widoczna podłączona do niej dłoń, a w tle zarys postaci, która uśmiecha się złowieszczo, z widocznym złem w oczach, przywodzi mi na myśl skojarzenia z książkami o tematyce doświadczeń na ludziach, horrorów, dziwnych przeszczepów, zabawą ludzkim ciałem i umysłem. Patrząc na okładkę widzę zło. Nic więcej. Byłaby dobra dla książki poruszającej problemy ludzi, na których dokonywano straszne doświadczenia, może podczas wojny, może przez jakiegoś psychopatę. Bo tak- postać w tle, budzi we mnie skojarzenia z psychopatą. Jak ma się to do treści książki? Właściwie nijak.
Jedyne związki jakie widzę, to „doświadczenia” na ludziach, jednak nie tak drastyczne, jak można by pomyśleć. Jedna z bohaterek wyraziła bowiem zgodę na testowanie na sobie nowego leku. Tyle z badań na ludziach. Właściwie nic drastycznego, nic bez zgody, nic co naruszałoby wolność.
Drugie skojarzenie, to dość luźna wizja wojny. W mojej interpretacji okładki jednak, wojna= zło, wojna= psychopata robiący doświadczenia na ludziach.
W ksiązce tej wojna jawi się inaczej.
Nie ma psychopatów.
Jest tylko generał w stanie spoczynku- Jonathan- który po strzale w kręgosłup przeżywa śmierć kliniczną. Po powrocie do świata żywych ląduje w domu starców. W miejscu tym boleśnie doświadcza samotności, lęku. Swoje obawy tłumi w sobie, a dla ludzi jest oschły, niemiły. Wojna i opuszczenie przez rodzinę odcisnęły na nim trwałe piętno.

Sytuacja zmienia się, gdy poznaje Oscara, siedemnastoletniego chłopca cierpiącego na progerię- chorobę starczą. Chłopak wie, że nie dożyje swoich dwudziestych urodzin i proponuje Jonathanowi, by nauczył go życia, pokazując mu mapę swojego serca, dzieląc się z nim wspomnieniami, odpowiadając na wszystkie jego pytania.
Jonathan, godząc się, zyskuje prawdziwego przyjaciela. Okazuje się, że to nie on uczy Oskara, lecz Oskar jego. Staje się uczestnikiem wydarzeń jakich nigdy by się nie spodziewał, ma szansę podzielić się z kimś swymi rozterkami i naprawić błędy przeszłości.

Książka ta jest piękną opowieścią o przyjaźni, przemijaniu, dobroci, a nade wszystko o wielkości i znaczeniu człowieka. O stosunku Boga do ludzi i ludzi do Boga. Pokazuje co jest w życiu najwazniejsze, promuje uniwersalne wartości, uczy nowego spojrzenia na zdanie „całe życie przepływające przed oczami”, wskazuje na wartość cierpienia dla rozwoju duchowego. Autor czerpie z Pisma Świętego i, co zaskakujące, z Dziadów Adama Mickiewicza. Aluzja literacka jest subtelna, jednak dla uważnego czytelnika zauważalna. Dzieł tych nie cytuje Ponikiewski dosłownie, kamufluje je i umieszcza w swoim tekście w formie kryptocytatów i parafraz.

Jedynym zastrzeżeniem, rzeczą, która kilkakrotnie uderzyła mnie podczas lektury, jest zupełne niepotrzebne, nienaturalne,  nie pasujące do całości i zaburzające harmonię i spójność tekstu wprowadzanie między narracje utartych frazesów, typu „nadzieja umiera ostatnia”.
Ilekroć pojawiało się jemu podobne zdanie, poziom irytacji drastycznie się we mnie podnosił.

Książka, mimo swoich małych rozmiarów, przekazuje wiele ważnych prawd, o których często zapominamy. Uczy szacunku do rodziny i osób niepełnosprawnych. Uczy cieszyć się życiem, przeżywać każdy dzień, jak pierwszy dzień nowego życia.
Nie dajcie się zwieść okładce- ukrywa pod sobą wartościowe i piękne wnętrze. Można, by rzec, że na całej płaszczyźnie, włączając w to obwolutę książka uczy, jak bardzo pozory mylą.

4,5/6