niedziela, 5 sierpnia 2012

Prześwietny raport kapitana Dosa – Eduardo Mendoza


Tytuł: Prześwietny raport kapitana Dosa
Wydawnictwo: Znak literanova
Rok wydania:
2012
ISBN:  978-83-240-1689-1
Liczba stron: 160

Eduardo Mendoza zyskał sobie rzesze fanów dzięki charakterystycznemu poczuciu humoru, którego popis dał w swojej najpopularniejszej trylogii, w której skład wchodzą: Przygody fryzjera damskiego, Sekret hiszpańskiej pensjonarki oraz Brak wiadomości do Gurba.
Jako jeden z najwybitniejszych współczesnych pisarzy hiszpańskich, w Polsce został przyjęty z wielkim entuzjazmem.  Gdy więc w księgarniach pojawiła się pozycja Prześwietny raport kapitana Dosa, postanowiłam dać upust mojej ciekawości i poznać autora od strony komediowej właśnie. Do tej pory bowiem, miałam okazję czytać książki, których do tego gatunku zaliczyć nie sposób, a których lektura określiła mój stosunek do pisarza jako zgrabną sinusoidę – raz zachwycam się, zajmując tym samym pozycję górną, po to, by razem kolejnym wynudzić się dokumentnie i na jakiś czas odstawić Mendozę na najwyższą półkę, z nadzieją, że jeszcze kiedyś mnie zafascynuje.
Z przykrością stwierdzam więc, że Mednoza-komediopisarz, to  nie jest moja wymarzona receptura na udaną lekturę. Choć charakterystyczny humor wyczuwalny był już od pierwszych stron, a absurd gonił absurd, nie zaśmiałam się ani razu, rzadko też moją twarz wykrzywiał nieznaczny grymas, dający nadzieję na większe emocje.
Doceniam charakterystyczną kpinę, ironię i oczka puszczane raz po raz do czytelnika, nie potrafię jednak podejść do nich sercem. Cenię je rozumowo, dostrzegam, a mimo to… pozostaję wobec nich obojętna.
Jaką historią raczy nas Mendoza? Akcję tej powieści ulokował on na statku kosmicznym, dowodzonym przez Horacio Dosa, kapitana, który wystosował wniosek o zakończenie swojej kariery z prawem do odbierania pełnego żołdu. Misja ta, jak domyśla się sam zainteresowany, jest jego ostatnią próbą siły, która ma ukazać czy jest on godny takiej odprawy. Na pokładzie znalazł się szereg charakterystycznych postaci, sprawiających swoim zachowaniem mniejsze lub większe kłopoty, zawsze stanowiące jednak o barwności i niepowtarzalności załogi. Znajdziemy  tu bowiem nie tylko Upadłe Kobiety, których przedstawicielką mianuje się struna, lecz także Nieprzewidywalnych Staruszków oraz sektor Przestępców.
Cechą charakterystyczną tej wyprawy jest nieświadomość celu. Kapitan nie został poinformowany o punkcie końcowym, po to, by jak mu przekazano, zachować możliwie jak największe bezpieczeństwo. 
Bezpieczeństwo jednak jest tutaj sprawą silnie niedocenianą. Bohaterowie stają się uczestnikami niecodziennych wydarzeń, które sami prowokują swoją bezmyślnością czy też brakiem zaufania do siebie samych. Każdy jest przedstawicielem własnych interesów, a ludzie odwiedzani przez załogę na kolejnych Stacjach Kosmicznych, tylko oświadczają dowódcę w przekonaniu, że nikomu nie należy ufać, a życie to niebezpieczna gra o władzę i ciężka próba utrzymania kontroli.
Choć pod płaszczem zabawnej komedii, kryją się prawdy uniwersalne, sposób ich podania był dla mnie męczący. Wcale się dobrze nie bawiłam, wyczekiwałam jedynie końca tej kosmicznej podróży.
Jedyną ciekawą stroną stała się dla mnie forma – historia przedstawiona w formie raportu pokładowego, zwanego przez samego jego twórcę prześwietnym, nadaje opowieści smaczku i charakteru.
Niestety, dla mnie to za mało. Choć wariackość i nietuzinkowość autora widoczna jest już od pierwszych słów, nie jest to typ literatury, który mógłby mnie zachwycić.  Charakterystyczny humor, który nie do każdego przemówi, ale który rozumowo zostanie doceniony na pewno. Prawdziwy statek nieokiełznanych szaleńców płynących przez życie bez celu.