sobota, 19 listopada 2011

Sztuka wskrzeszania – Hernán Rivera Letelier




Herman Rivera Letelier, urodził się w 1950 roku w Talca. Dziś jest nazywany jednym z najlepszych pisarzy chilijskich, niestety do tej pory jego beletrystyka nie była w Polsce znana. Wszystko zmieni się za sprawą książki Sztuka wskrzeszania, która to w groteskowy sposób wprowadza nas w świat cudów, profetyzmu i pogoni ludzi za samozwańczymi autorytetami.

Jeśli na powieść tę spojrzeć jako na groteskową i surrealistyczną historię religijności opacznie rozumianej – nie powinna nikogo gorszyć ani bulwersować. Dla osób ze zdrowym podejściem do literackiej fikcji stanie się ona bowiem niezwykle humorystyczną opowieścią o tytularnym proroku oraz o utracie przez niego sławy i uznania.
Domingo Zarate Vega, bo o nim mowa, w różnych kręgach nazywany jest Chrystusem z Elqui. W kwiecie wieku otrzymał on wizję [w jego mniemaniu pochodzącą o Stwórcy] o jego powołaniu do prowadzenia ludzi przez świat wiary do Jezusa. Wtedy też postanowił porzucić swoje dotychczasowe życie, przywdziać habit i wyjść naprzeciw przeznaczeniu. Ludzie upatrywali w nim wcielenia samego Chrystusa, a każda jego wizyta w kolejno odwiedzanych miasteczkach wiązała się z licznymi pielgrzymkami, których centrum stanowić miało wysłuchanie kazania profety oraz doświadczenie jego cudownego, quasi-uzdrawiającego dotyku. Wielu „wiernych” widziało w nim cudotwórcę, dlatego chętnie przyjmowali go pod swój dach, dzielili się posiłkiem, a także świadczyli wszelkie usługi, nie wyłączając także seksualnych. W tym jakby się mogło wydawać poważnym temacie, nie powinno znaleźć się miejsce na żarty. A jednak! Bohater co rusz staje się obiektem kpin i nieprzyjemnych uwag, jak sam jednak mówi, także i Chrystus wiele wycierpiał.
Domingo postanawia wyruszyć do miasteczka Providencia, o którym słyszał, że zamieszkałe jest przez prostytutkę – Magalenę, kobietę wielką czcią obdarzającą Matkę Boską Szkaplerzną. Upatruje on w niej swoją przyszłą uczennicę oraz kochankę, z którą mógłby dzielić resztę swoich ziemskich dni. Jego wizyta w Syfie [nieformalnej, o wiele bardziej przystającej nazwie miejscowości docelowej] staje się początkiem wielkiego zamieszania, a także drogą niechybnie prowadzącą bohatera ku końcowi jego kariery. Trzeba bowiem wspomnieć, że Domingo stał się jedną z najbardziej rozpoznawalnych postaci – w prasie oraz radiu.

Książka ta stanowi wielkie źródło wiedzy z zakresu homiletyki – Chrystus z Elqiu był bowiem kaznodzieją obdarzonym niespotykanym darem wymowy. Choć wielu nie zgadzało się z głoszonymi przez niego naukami, a cuda, których miał dokonywać były bardzo wątpliwe, nikt nie mógł odebrać mu tytułu doskonałego mówcy.
Domingo, jeśli miałby być wcieleniem Jezusa, byłby raczej jego o wiele bardziej ludzką niż boską inkarnacją - przy całej powadze i szacunku dla swojej osoby, jakiego pragnął, zachowywał się tak jak na przywódcę duchowego nie przystoi – publicznie spędzał wiele godzin na dłubaniu w nosie, emocje wyrażał poprzez zawołania co najmniej dwuznaczne [np. „Na jaja Judasza!”[1]]  oraz bezustannie korzystał z usług prostytutki. Sam mienił siebie libertynem, nie identyfikował się z żadnym wyznaniem – był wolnomyślicielem dowolnie przekształcającym fragmenty Pisma Świętego na użytek własny.

Powieść ta w dość przewrotny sposób ukazuje nam religijność: bardziej bogobojną postacią jest bowiem prostytutka Magalena niż sam samozwańczy Chrustus z Elqui. Choć oboje dążą do świętości, każdy robi to metodą inną: ona świadcząc seksualne usługi, on drogą szaleństwa i męczeństwa.
By dodać powieści groteski, autor wspomina, że sławę Domingowi odebrał ktoś, kogo wszyscy dobrze znamy – Charlie Chaplin. Wstawka ta wraz z historią rzekomego wskrzeszenia kury wieńcząca powieść, podkreślają jej silnie przewrotny charakter. Nie jest to historia obrazoburcza czy kontrowersyjna – to raczej spora dawka humoru, ironii, prześmiewcze spojrzenie na autorytety, które sami kształtujemy oraz doskonałe połączenie patosu ze śmiesznością. Przy tym wszystkim postaci należące do świata przedstawionego budzą tak ciepłe uczucia, że nie sposób uznać je za oburzające swoim zachowaniem. Są, jacy są – grzeszni, malutcy – po prostu ludzcy. Tacy jak my. 

Książkę tę można by jeszcze rozpatrywać na wielu płaszczyznach, nie chcąc jednak odbierać Wam przyjemności czytania, pozostaję przy tym, co już zostało powiedziane.





[1] Hernán Rivera Letelier, Sztuka wskrzeszania, Wydawnictwo MUZA SA, s. 68.