poniedziałek, 15 sierpnia 2011

Miasto upadłych aniołów- Cassandra Clare

Książka ta trafiła do mnie, mam wrażenie, przypadkowo. Wiedziałam, że seria Dary Anioła istnieje, jednak nigdy szczególnie mnie do niej nie ciągnęło. Złożyło się jednak tak jak się złożyło. Na skutek tego znalazłam się w samym centrum nieznanej sobie opowieści, wśród obcych bohaterów, nie wiedząc nic o ich wcześniejszych doświadczeniach, relacjach i historii. Książka ma niewiele ponad 400 stron, a ja aż do momentu przewrócenia kartki z numerem 350 nie do końca wiedziałam co się dzieje. Zarys ogólnej fabuły miałam uformowany już dawno, jednak wciąż wiele spraw pozostało dla mnie niejasnych. I bynajmniej nie dlatego, że ciężko zrozumieć mi co autorka napisała. Wynikało to raczej z tego, że nikt, nawet twórca, chyba nie przypuszcza, że ktoś zacznie lekturę serii książek od tomu IV. Ja zaczęłam i niezbyt wiele dobrego z tego wniknęło – Cassandra Clare niespecjalnie sili się na przypominanie wydarzeń z tomów wcześniejszych. Książka wyraźnie adresowana jest do osób znających tę sagę od podszewki. Nowym: wstęp wzbroniony pod karą nudy i zniecierpliwienia.
Akcja toczy się w Nowym Jorku, gdzie dochodzi do serii zabójstw Nocnych Łowców. Wydarzenia te wywołują niezdrowe napięcie i sieją niezgodę między rasą zabijanych a Podziemnymi. Głowni bohaterowie to Clara i Jace i to wokół nich toczy się cała historia. Jest jeszcze Simon, Mia, Isabelle, Jordan i wiele, wiele innych.
Simon, świeżo upieczony wampir, wyznaje prawdę o swojej naturze matce, po czym musi opuścić dom. Pomieszkuje z nowo poznanym Kylem, który okazuje się być nie tylko byłym chłopakiem jednej z  dwóch obecnych dziewczyn Simona [;o ?!], lecz także wilkołakiem. W tym czasie między Jace i Clarą  przestaje się układać. Mało atrakcji?
Dodam więc jeszcze, że ich przyjaciel wampir zaczyna otrzymywać wiele propozycji współpracy od najpotężniejszych z demonów. Każdy chce mieć go po swojej stronie, ze względu na pewną klątwę. Uff, tyle się działo. Jak to możliwe, że się tak wynudziłam?

Bardzo żałuję, że nie rozpoczęłam znajomości tej serii po Bożemu, od pierwszej części. Stało się jednak jak się stało, do sagi raczej prędko nie wrócę, ale też nikomu jej nie odradzam – jest wciągająca, pisana językiem prostym, do przeczytania w jeden wieczór. Autorka ma dar prowadzenia narracji i tworzenia ciekawych postaci. Niestety, za dużo było ckliwych scen, młodzieńczych rozstań, kłótni i nieporozumień, których podłoża nie potrafiłam zlokalizować i zrozumieć.
Zalecam nie rozpoczynać przygody z Darami anioła od środka. Odbierzecie sobie przyjemność czytania.
Ciężko jest mi ocenić tę pozycję. Wynudziłam się jak mops, dopiero ostatnie 50 stron wiązało się dla mnie z wartką akcją. Wcześniej spędziłam lekturę na domysłach i próbie złożenia wszystkich faktów w jedną spójną całość. Nie udało się do samego końca.  Wiem jednak, że to nie kwestia przeciętności tej książki, lecz mojej nieznajomości tomów wcześniejszych. Oceniam jednak tę konkretną pozycję, przez wielu uważaną za najlepszą z cyklu, a nie całą sagę. Stąd też niska nota.

3,5/6

 Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu MAG.