sobota, 4 czerwca 2016

Biała Rika - Magdalena Parys



Jeśli wydaje Wam się, że znacie Magdalenę Parys – jesteście w błędzie.

Oto autorka, którą dotąd mieliśmy okazję poznać jako twórczynię kryminałów, kieruje swój wzrok ku polsko-niemieckiej rodzinie, by w niebanalny sposób opisać jej losy.

Dagmara to dorastająca dziewczyna, która pragnie poznać przeszłość swojej rodziny – narysować drzewo genealogiczne, usłyszeć o losach kolejnych jej członków, dowiedzieć się tego, co stanowi jej rodowód i co chociażby niebezpośrednio ukształtowało jej młode życie.

Podczas odkrywania kolejnych kart przeszłości, dociera do bolesnych i długo skrywanych wspomnień, szczególnie tych, dotyczących jej przyszywanej babci – Ruth, zwanej Riką. Białą Riką.
Owa kobieta, córka Maximiliana Korna, właściciela cegielni, bliźniacza siostra Gerdy, zakochała się bez pamięci w Karolu – Polaku wywiezionym do Niemiec na przymusowe roboty. Podobnym uczuciem pałała do niego jej siostra. Obie kobiety różnił jeden pieprzyk, ot. Nikt do końca nie wie, kogo naprawdę kochał Karol. Los chciał, że w 1945 roku to Rika uciekła z  rodzinnego Hamburga ze swoim ukochanym. Podczas powrotu starała się nic nie mówić, by nie zdradzić swojego pochodzenia wśród wracających z nimi Polaków. Po wojnie osiedliła się wraz z mężem w poniemieckim Szczecinie, by w nim na nowo zbudować szczęśliwe życie. Jako babcia była niedostępna – Dagmara odbierała ją jako staruszkę, mimo że miała dopiero 57 lat. Postarzały ją białe jak śnieg włosy i minione cierpienie wypisane na twarzy.

Książka ta jest o tyle wyjątkowa, że pomimo wielu postaci, wydarzeń i historii fikcyjnych, zawiera w sobie ziarno bolesnej prawdy, związanej z samą autorką. Nie wiemy co i na ile nią jest, a gdzie do całości wkradła się odautorska wyobraźnia i korzystanie z opowieści zasłyszanych. Nie jest to istotne.

Intrygująca to opowieść, pełna niewypowiedzianego żalu, nieuładzona przez redakcję, rozliczająca się z przeszłością, a przy tym z wieloma puszczonymi do czytelnika oczkami, spisana niby na brudno, niby jeszcze nie gotowa, nie do druku, niepewna ostatecznego kształtu. To między innymi nietypowa forma, pełna wtrętów rodziny i redaktorki, czyni z niej powieść wyjątkową, bo wciąż uaktualnianą, wciąż pisaną.

Biała Rika zdaje się krzyczeć o tym, że warto szukać, warto grzebać w rodzinnych historiach, trzeba to robić, by istotne fakty nie zostały zawłaszczone przez bezwzględną niepamięć. 


I choćby to miała być jedyna lekcja, jaką wyciągniemy z  lektury – warto!