sobota, 21 lipca 2012

Czary w małym miasteczku – Marta Stafaniak


Tytuł: Czary w małym miasteczku
Autor:
Marta Stefaniak
Wydawnictwo
: Prószyński S-ka
Rok wydania: 2012
Ilość stron:296


Psychomachia, walka dobra ze złem – to tematy, które od wieków poruszane są w światowej literaturze. Okraszone najczęściej zmyślną fabułą, bohaterami wplątanymi w nieraz skrajnie trudne sytuacje, przyciągają rzesze czytelników, chcących po raz kolejny usłyszeć historię odwiecznego zwycięstwa dobra nad złem. Pragną oni  w ten sposób zaczarować rzeczywistość, utwierdzić się w przekonaniu, że światem rządzi sprawiedliwość, a ferowanie wyrokami leży jedynie z gestii sprawiedliwego i, co najważniejsze, miłosiernego Boga.

Historią walki ze złem postanowiła uwieść swoich czytelników także jedna z polskich autorek – Marta Stefaniak. Urodzona i wychowana na Podkarpaciu pisarka, ukończyła studia matematyczne, by teraz z tak ważną w tym kierunku precyzją i dokładnością uderzać w gusta swojego odbiorcy.

Przedmiotem jej opowieści silosy pewnego cichego i prowincjonalnego miasteczka, którego mieszkańcy wiodą spokojne, choć skromne życie. Ich rzeczywistość określana jest przez liczne problemy dnia codziennego, małe tragedie i troski boleśnie dotykające ich na każdym kroku. Bohaterowie ci niczym nie różnią się od osób zamieszkujących inne przeciętne miasta – w pogoni za lepszym życiem wikłają się w nie do końca czyste interesy, zatracają wartości, nie potrafią obronić się przed innymi, toną w długach, uciekają w nałogi, zapominają czym jest szczęśliwe życie rodzinne, a zamiast tego każdego dnia wracają do krainy cierpienia, którą sami sobie wytworzyli. Wielu z nich ucieka się do eskapizmu realizowanego na wiele różnych sposobów, każdy jednak ma ten sam cel – chce uciec w lepszą rzeczywistość, w świat, którym rządziliby oni sami, według własnego uznania i według własnych praw.

Banalne, skądinąd, życie mieszkańców zmienia się wraz z przybyciem do miasteczka pewnej niepozornej staruszki obciętej na pazia, przemierzającej świat w charakterystycznym ubiorze – długiej spódnicy i sportowych adidasach. Jej przyjazd staje się początkiem szeregu zmian, a każde jej pojawienie się przypomina swoim działaniem efekt motyla. Życie mieszkańców z dnia na dzień staje się lepsze. Bohaterowie żyją uczciwiej, rozpoczynają kolosalne zmiany w swoim życiu, decydują się na odważne kroki zawodowe, zaczynają wykorzystywać swoje talenty, doceniać rodziny, odnosić się do siebie z miłością i życzliwością. Miasteczko odżywa i nikt nawet nie przypuszcza, że za tym wszystkim stoi niepozorna staruszka…

Niestety, każda bajka ma również swój szwarccharakter, tak też i Czary w małym miasteczku mają obok dobrej wróżki, także i tę złą, która niczym cień podążą za dobrem, starając się zdusić je w zarodku lub też – jeszcze lepiej – zniszczyć je, gdy wszyscy zdążyli się już do niego przyzwyczaić.
Życie mieszkańców wraz z jej przybyciem po raz kolejny się zmienia. Nie wraca na stare tory, lecz po zakosztowaniu dobra, staje się jeszcze gorsze i boleśniejsze. Bohaterowie wracają do zapomnianych już przyzwyczajeń, po raz kolejny decydują się na zło, czym bezpowrotnie tracą błogosławieństwo jakim zostali wcześniej obdarzeni.
A dobro po raz kolejny stoczy walkę ze złem…

Jak określić tę historię? To baśń dla dorosłych, ostrzegająca przed, tym jak łatwo można wszystko stracić, a jak wiele korzyści przynosi zwyczajna codzienna ludzka życzliwość i chęć niesienia pomocy. Autorka przypomina o tym, że każdy z nas posiada talenty, które niewykorzystane marnują się, a które mogłyby okazać się wielkim darem nie tylko dla nas, ale także dla otaczających nas ludzi.
Czego więc, w moich oczach, tej krótkiej powieści brakuje? Wyjaśnienia. Nie wiadomo kim są, po co przybywają, co je skłóciło i o co walczą dwie wróżki. Niedopowiedzenia najczęściej są jedynie otwartym polem dla wyobraźni, w tym jednak przypadku frustrują i, niestety, sprawiają, że historia ta traci na spójności. Wydaje się, że upleciona została z dwu niedokończonych opowieści, które nierozerwalnie się ze sobą łączą, a które jednak nie zostały opowiedziane. Co gorsza, tego czego brakuje, nie da się dopowiedzieć w kontynuacji. Brakuje tutaj prequela i to niestety rzutuje na całość. Czary w małym miasteczku sprawiają wrażenie dobrej kontynuacji pierwszej części, która niestety nigdy nie zaistniała. A szkoda.
Historia piękna, lekka w odbiorze –  tradycyjna baśń z morałem – jednak, gdzie tu sens, jeśli brakuje czegoś fundamentalnego?


12 komentarzy:

  1. Ciekawe spostrzeżenie. Pierwsza część, której nie było. Może autorka jeszcze ją napisze :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Byłabym wówczas bardzo usatysfakcjonowana;)

      Usuń
  2. Fakt, nie pogardziłabym wyjaśnieniem skąd te dwie się wzięły, ale i tak mi się podobało :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie też, absolutnie nie twierdzę, że to zła książka!:) W moich oczach jest jedynie silnie niespójna i niedopracowana:)

      Usuń
  3. Choć Twoja recenzja nie jest zbyt pochlebna, to jednak czymś mnie zachęciłaś. Może tymi wadami, co sprawia, że mam chęć znalezienia w niej zalet?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zalet w niej wiele! Część z nich z resztą wypisałam:) Problemem jest właśnie to niedopatrzenie, które mnie niezwykle zdenerwowało:) Czyta się jednak bardzo przyjemnie, więc warto po nią sięgać, chociażby w ramach eksperymentu:)

      Usuń
  4. Niezbyt spodobała mi się ta książka, spodziewałam się po niej czegoś więcej. ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Zgadzam się, pięknie ujęłaś i moje zastrzeżenia! Stąd właśnie wrażenie niedopracowania, które mnie wyjątkowo drażniło i wpłynęło na niewysoką notę:)
    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uff, dobrze, że nie jestem w swoich spostrzeżeniach sama :) Już się bałam, że znów okażę się jedyną osobą, która postanowiła powiedzieć coś na "nie":)

      Usuń
  6. Fabuła książki wydaje mi się być bardzo ciekawa i z jednej strony chciałabym się z tą książką zapoznać. Z drugiej jednak obawiam się właśnie tego niedopracowania. :) Ne jestem pierwszą osobą, która zwraca na to uwagę. Nie lubię bardzo, gdy w książkach brakuje tego czegoś, co - jak to ujęłaś - ma znaczenie fundamentalne... Na wiele rzeczy potrafię przymknąć oko, ale to drażni mnie niesamowicie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Doskonale Cię rozumiem, bo przez całą lekturę z drżeniem serca oczekiwałam momentu, w którym coś zostanie wyjaśnione! Niestety - na próżno.

      Jeśli mogę coś zasugerować, to przeczytaj ją:) Wtedy sama ocenisz czy dla Ciebie to niedopowiedzenie ma znaczenie fundamentalne czy raczej jest to sprawa drugorzędna :)

      Usuń
  7. Nie porwała mnie ta książka, nie czułam żadnych emocji w trakcie czytania, momentami nudziłam się jak mops. Trochę szkoda bo fajnie się zapowiadało ;)

    OdpowiedzUsuń