piątek, 4 maja 2012

Magdalena Ficowska-Łuszczek – Zaklinanie szczęścia



Magdalena Ficowska-Łuszczek, to poetka i pisarka urodzona w Warszawie.
Od roku 1991 jest członkinią Związku Literatów Polskich.
Jest laureatką ogólnopolskich konkursów poetyckich oraz trzykrotną stypendystką Ministerstwa Kultury i Sztuki.
Jej debiut miał miejsce w 1977 roku w tygodniku studenckim „ITD”. Swoje wiersze publikowała ona w prasie literackiej, m.in. w „Kulturze”, „Literaturze”, „Poezji”, „Nowym Wyrazie” i „Odrze”. Rok 1991 zapoczątkował nowy czas w  jej życiu – stała się autorką słuchowisk i miniatur poetyckich opartych na motywach antycznych, dla II programu Polskiego Radia. Paryskie wydawnictwo „Temoins” w roku 1977 zaliczyło ją do grona czterdziestu czterech czołowych współczesnych poetów polskich.

Tomik Zaklinanie szczęścia cechuje bogactwo metafor oraz mnogość urywanych zdań, które wyznaczając rytm. Większość utworów ma charakter nieregularny. Gdyby czytać je w szybkim tempie stałyby się one niezwykle irytujące.
Wiersze Ficowskiej-Łuszczek są wierszami białymi – nie zawierają żadnych znaków interpunkcyjnych.
Tomik ten nie jest tomikiem tematycznym – zawiera utwory poruszające różną problematykę. Są to w dużej mierze teksty silnie odwołujące się do wyobraźni. W większości są utworami nastrojowymi, lirycznymi. Narracja jest trzecioosobowa. Wyjątek stanowi tu utwór „Kropla życia”.
Choć tomik utrzymany jest w poetyce nastrojowej, przewija się w  nim także wątek końca świata.

Zaklinanie szczęścia czytałam już jakiś czas temu, wtedy też moim ulubionym utworem okazał się być tekst „Daremnie”:

Nie pierwsza
nie jedyna
nie najważniejsza
– przelotna
na tę chwilę
na razie
na niedługo
daremnie
szuka gniazda
gdzie byłaby
całym światem
schronienia
by skłonić głowę
[1]

Teraz, mam co do niego odczucia ambiwalentne – zdecydowanie nie porusza już tak samo, co świadczy o jednej ważnej cesze poezji w każdym wydaniu – nasz odbiór zależy w dużej mierze od chwili, od naszych oczekiwaniach w tym momencie, od chwilowego nastroju i nastawienia. Impresja.
Dlatego też warto do poezji, nawet tej dobrze znanej wracać wielokrotnie – po to, by za każdym razem wynieść z niej coś innego, spróbować odebrać tę samą częstotliwość co autor, mimo, że poprzednim razem nam się to nie udało.

Tomik Zaklinanie szczęścia polecam zwłaszcza kobietom – bo to one są bohaterkami utworów Ficowskiej-Łuszczak, bo to one najlepiej zrozumieją tę specyficzną nastrojowość i nostalgię.


Za egzemplarz książki serdecznie dziękuję Wydawnictwu Miniatura oraz portalowi Sztukater.



[1]  Magdalena Ficowska-Łuszczek, Zaklinanie szczęścia, Wydawnictwo Miniatura, Kraków 2010, s. 57.