wtorek, 28 lutego 2012

Koniec świata – Marek Kołodziejski



Przede mną leży interesująco zapowiadający się tomik wierszy. Gdybym kierowała się właśnie nią przy intuicyjnym zgadywaniu tego, co znajdę w środku – nigdy nie trafiłabym w sedno.

Koniec świata, to zbiór ponad czterdziestu wierszy, mniej lub bardziej nawiązujących do problematyki kresu życia. Autor studiował filologię polską, a swoje wiersze publikował już na łamach prasy literackiej oraz w kilku antologiach.
Tytułowy koniec świata, to pojęcie z drugim dnem. Markowi Kołodziejskiemu bowiem, nie chodzi jedynie o ostateczny koniec czekający nas przy końcu czasów, ale o każdy, codzienny, najmniejszy koniec. Niech więc ten wiersz, a chociaż jego fragment, który znalazłam na blogu autora, stanie się mottem na najbliższy czas.

Taki koniec,
nieważny i pomijalny, jest najlepszy.


Poezja Kołodziejskiego jest bardzo… męska. Zdecydowane opisy, mocne, czasem na granicy turpizmu. Przeszłość ujawnia się w nich jako brud, budzi uczucia obrzydzenia, odrzucenia i skrajnego wstrętu [np. utwór Poranna wiadomość]. Wiele tekstów skrywa pokłady bólu, które choć przedstawione w sposób piękny pod względem językowym, niosą czytelne przesłanie, które od tego piękna zdecydowanie odchodzi [Autoportret]. Znaczna część utworów, to teksty o samotności i zagłuszanej potrzebie drugiego człowieka.
Są tu momenty, w których autor wykorzystując motywy religijne, przerabia je na swój własny użytek, aktualizuje je i dokonuje przemiany semantycznej, przy zachowaniu szyku i stylu znanego z Pisma Świętego [Wiersz lingwistyczny]. Tworzy nowość, bazując na znanym schemacie, przyciąga uwagę i zaskakuje.
Wiele utworów jest pozornie chaotycznych, co dodatkowo podkreśla ich budowa: jedna rozpoczęta myśl jeszcze się nie kończy, a już zaczyna się druga, wiele rzeczy dzieje się równolegle, a podkreślają je licznie stosowane przerzutnie.
Co jeszcze charakterystyczne dla poezji Kołodziejskiego, to przemieszanie stylu wysokiego z bardzo kolokwialnym. W jednym wersie będziemy mogli odnaleźć takie perełki, jak zestawienie Platona z dupą.
Formą dominującą są w zbiorze tym wiersze białe i wolne. Nie są one w żaden sposób usystematyzowane metrycznie, brakuje rytmiki i jednolitości.
W tomiku tym przewijają się wątki religijne, jednak najczęściej są one łączone z rzeczami przyziemnymi, codziennymi. Nie odnajdziemy tu patosu ani wzniosłości. Znajdziemy natomiast codzienność, szarą rzeczywistość.

Poezja ta ma w sobie nieopisaną moc przyciągania. Gdy sięgałam po tomik, mówiłam sobie, że chcę przeczytać tylko jeden utwór ”na próbę”. Jednak ani się obejrzałam, a z każdym kolejnym chciałam więcej i więcej, aż w końcu … skończyłam zbiorek.

Chcecie zakosztować tej poezji, spróbować jak będzie się układać na końcach Waszych języków?
Zapraszam do częstowania się tutaj.