piątek, 5 sierpnia 2011

Czyste szaleństwo - Charlaine Harris



Czyste szaleństwo, to druga część cyklu kryminalnego Charlaine Harris z Lily Bard w roli głównej.
Autorka znana jest przede wszystkim ze swojej bestsellerowej serii o Sookie Stockhouse, która zarówno na świecie, jak i w Polsce zdobywa serca coraz szerszego grona czytelników.
Jej powieści sprzedały się w kilkunastomilionowym nakładzie. Jako, że do tej pory nie miałam przyjemności zapoznać się z jej tekstami, a ich znajomość ograniczała się jedynie do wielu pochlebnych recenzji – miałam wobec niej określone oczekiwania.
Od jakiegoś czasu dochodziły mnie jednak głosy, że seria kryminalna wypada dość blado na tle pozostałych powieść Harris. Mimo to, nie zraziłam się, a można by rzecz, że wręcz przeciwnie – moja ciekawość się wzmogła. Zwłaszcza, że negatywne opinie pochodziły od osób znających autorkę jedynie z serii o Sookie, którym styl autorki zwyczajnie się przejadł i niczym nie zaskoczył.  Jedno jest pewne – Charlaine ma niebywały dar do prowadzenia narracji. A to, nie pozwala oderwać się od lektury – nawet gdyby jej poziom merytoryczny nie spełniał oczekiwań odbiorcy.
Jak dla mnie jednak, Czyste szaleństwo, to idealny kryminał na lato, a co najważniejsze, zwłaszcza po lekturze kilku recenzji, o wiele lepszy niż moje przypuszczenia.

Lily to zagorzała miłośniczka karate, zajmująca się sprzątaniem mieszkań, a amatorsko – co zazwyczaj wynika ze zwykłych zbiegów okoliczności – także i rozwiązywaniem spraw kryminalnych, w które ma tendencje się wplątywać. Akcja drugiej części rozpoczyna się, gdy Lily przychodzi do pracy, a zamiast zamkniętej siłowni zastaje mężczyznę leżącego na ławeczce i zgniecionego przez sztangę. Początkowo, wszyscy poddają się złudnemu wrażeniu, że miał miejsce wypadek, jednak po dokładniejszym zbadaniu sprawy okazuje się, że wszystkie poszlaki mówią jedno: to było morderstwo.  Na drodze Lily staje także tajemniczy mężczyzna, pojawiający się zawsze tam gdzie ona, budzący w niej wielkie pożądanie. Razem, dowiedzą się kto stoi za zamordowaniem Dela.

Muszę przyznać, że początkowo po raz kolejny w bardzo krótkim odstępstwie czasu miałam wrażenie, że trafiłam na powieść obyczajową, a nie kryminał. Wpłynął na to brak konkretnego śledztwa, większe skupienie autorki na sprawach pobocznych oraz na relacjach Lily z otaczającymi ją ludźmi. Zaczęłam nawet zastanawiać się czy to nie, aby jakaś nowa odmiana gatunkowa, nowy trend napływający do nas ze Stanów Zjednoczonych.
Szybko jednak zmieniłam zdanie – akcja stała się wartka, wciągająca. Nie mogłam się oderwać od lektury, bo cały czas zastanawiałam się co będzie dalej. Dodatkowo język jakim posługuje się autorka sprawia, że powieść czyta się jednym tchem. Od dawna szukałam czegoś odprężającego i relaksującego i właśnie Harris dała mi to czego szukałam – lekką, rozluźniającą powieść kryminalną z domieszką tematów ważnych, takich jak problem szerzącego się rasizmu i braku tolerancji.  Czyste intencje to upragniony odpoczynek z zagadką w tle, na naprawdę przyzwoitym poziomie. Znakomita część utworu trzyma czytelnika  w napięciu, które gwarantuje przeczytanie lektury w jeden wieczór.
Z pewnością sięgnę po kolejne części, bo coś sprawiło, że ze śmiałością mogę rzec: to lubię!


4,5/6

PS Jak pewnie zauważyliście, część tę przeczytałam przed recenzowaną niżej Czystą jak łza. Stąd też przydługi wstęp - do końca nie byłam pewna, którą recenzję zamieszczę jako pierwszą.


Za egzemplarz książki dziękuję Wydawnictwu Znak literanova.