wtorek, 7 czerwca 2011

Na północ od Capri- Penelope Green


Włochy to wymarzona sceneria zarówno do akcji filmów, jak i współczesnych książek. Wielu autorów tworzy fikcję literacką osadzoną w słonecznej Italii, wielu również opowiada o swoich własnych doświadczeniach płynących z podróży bądź życia w tym kraju. Tak też jest z Penelope Green, autorką śródziemnomorskiej trylogii o włoskiej przygodzie, która na dobre zmieniła życie pisarki pochodzącej z Sydney. 
Przyznaję, że o ile o książkach Pani Green słyszałam, o tyle nie miałam okazji się z nimi zapoznać. Fakt ten jednak nie przeszkodził mi w doskonałym odbiorze ostatniego tomu- Na północ od Capri.

Autorka zabiera czytelnika w podróż swojego życia. Gdy wraz z Alfonsem przenosi się na Procidę, od razu zakochuje się w wyspie oddalonej od turystów i wielkich rozrywek. Poznaje kulturę Włoch, obyczaje panujące w tym malowniczym miejscu, powoli zdobywa zaufanie mieszkańców, a co za tym idzie- nowe przyjaźnie. Uczy się kulinarnej sztuki, która okazuje się być cechą łączącą ją z zamkniętą, wyspiarską społecznością. Penelope świetnie odnajduje się w nowej sytuacji, powoli przestaje być „obcą”, a zaczyna czuć się i być  traktowana jak rodowita mieszkanka Italii.

Dzięki autorce na nowo zachwyciła mnie kultura Włoch, nabożność ich mieszkańców z jaką traktują przygotowanie posiłków, a także to jak ważne jest spożywanie ich w dużym gronie, celebrowanie zarówno jedzenia, jak i towarzystwa w jakim mogą oddawać się tej przyjemności.  Włosi wydali mi się bardzo rodzinni, choć początkowo nieufni, niezwykle dbający o kontakty między sąsiadami i przyjaciółmi. Pokochałam ten kraj i jego mieszkańców. Wielką nieostrożnością  z mojej strony było oddanie się lekturze z pustym żołądkiem, który dzięki sugestywnym opisom wielu potraw, często dawał znać o swoim istnieniu.  Podejrzewam jednak, że nawet świeżo po sytym obiedzie, na myśl o karczochach czy innych delicjach ślinka sama ciekłaby mi do ust.
Green swoim pisarstwem pobudza apetyt i wszystkie zmysły, ze zmysłem smaku na czele. Książka wzbogacona jest przepisami na niektóre z wymienionych potraw, staje się zarówno  publikacją podróżniczą, opowieścią o życiu, przyjaźni i miłości, jak i mini poradnikiem kucharskim. Doskonała na każdą okazję.
Urzeka zarówno okładką, jak i treścią. Budzi chęć do szukania własnego miejsca na ziemi, do podróżowania, zwiedzania świata. Mnie na nowo rozkochała we Włoszech, sprawiła, że gdyby nie obowiązki, bez zastanowienia wsiadłabym w samolot i udała się na Procidę, oddychała jej powietrzem, podziwiała błękit morza, podkradała cytrusy z drzew, przesiadywała w restauracjach i zajadała się miejscowymi przysmakami bez zwracania uwagi na kalorie. To idealny przedsmak zbliżających się wakacji, zaproszenie do odpoczynku i relaksu, a nade wszystko- zaproszenie do smakowania i cieszenia się życiem.

4,5/6

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Prószyński i S-ka.

11 komentarzy:

  1. Idealna książka na wakacje:)
    Muszę przyznać, że nie przepadam za tego typu pozycjami z powodu ich niesamowitego przesytu na rynku, ale twoja recenzja mnie zachęciła.
    Tym bardziej, że obecna pogoda wręcz włoska :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Książkę mam na półeczce, dzięki dobrej duszyczce:)) i w wakacje z pewnością przeczytam:))
    Pozdrawiam!!

    OdpowiedzUsuń
  3. Zapowiada się wyjątkowo apetycznie, będę miała tę książkę na uwadze:)

    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  4. Ta książka kusi mnie już od dawna. Przyciąga okładką, wodzi za nos... trudno się oprzeć.
    Pozdrowionka serdeczne :)

    OdpowiedzUsuń
  5. pisanyinaczej:
    Myślę, że nie ma osoby, na której zrobiłaby złe wrażenie;)


    biedronka:
    Własnie! Idealna pora na takie lektury;)

    kasandra_85:
    Przyjemnej lektury w takim razie!:)

    Isadora:
    :))

    Joanna Markowska:
    Masz rację, okładka robi świetną reklamę:))

    OdpowiedzUsuń
  6. Pierwsze, co rzuciło mi się w oczy, to ta klimatyczna okładka. A skoro zapowiada się również na klimatyczną książkę z tym ach jakże potrzebnym przedsmakiem wakacji, czym prędzej wyruszam do księgarni :).
    Co do książek Christie, muszę na nie zapolować w bibliotece- a nuż na nie natrafię :)).

    Pozdrawiam :D

    OdpowiedzUsuń
  7. Alfons... no cóż :D Każde imię jest wyjątkowe. Na swój sposób.

    A co do książki, to nie jestem całkowicie przekonana, ale nie mówię, że nie jest to ciekawa lektura :)
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  8. Chyba muszę przeczytać :) Chciałabym nawet w te wakacje, ale moja lista książek na ten czas jest już chyba wystarczająco długa.

    OdpowiedzUsuń
  9. w sam raz na moje włoskie wakacje. :) może uda mi się ją do tego czasu zdobyć i przeczytać :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Mnie nie ciągnie do takich książek. A o tą się kłóciliśmy w tym tygodniu czy to jeszcze nowość czy już nie xd

    OdpowiedzUsuń