piątek, 31 maja 2013

Trudna sztuka (prawie) nicnierobienia – Denis Grozdanowitch


Tytuł: Trudna sztuka (prawie) nicnierobienia
Autor: Denis Grozdanovitch
Wydawnictwo: Czarna Owca
ISBN: 9788375544091
Ilość stron: 300
Rok wydania: 2012

Trudna sztuka (prawie) nicnierobienia w pierwszym rzędzie skusiła mnie tytułem, który stanowił dla mnie kuszącą i obiecującą zapowiedź poznania sekretów tego, co jak mi się wydawało, opanowałam do perfekcji. Okazał się on jednak dla mnie mylący – spodziewałam się bowiem pozycji mającej znamiona poradnika czy też esejów w całości poświęconych tytułowemu nicnierobieniu. W istocie są to niepowiązane ze sobą felietony, które łączy motyw przewodni, jakim jest zdolność do zatrzymania efemerycznych chwil szczęścia.
Denis Grozdanovitch dzieli się ze swoimi czytelnikami osobistymi doświadczeniami, zdobytą wiedzą i zasłyszanymi mądrościami. W książce tej zgrabnie połączono rozważania mające swoje źródło w chińskiej mądrości tao z osobistymi, często naiwnymi czy wręcz dziecięcymi spostrzeżeniami autora, które ten poczynił zatrzymując się w pełnym gonitwy życiu, by kontemplować naturę, cieszyć się błogą chwilą odpoczynku i ciszy.

Autor za pośrednictwem swoich felietonów pragnie ukazać, jak ważne staje się w świecie ukierunkowanym na konsumpcję i hałas, chwila dla nas samych, w której połączymy rytm swojego serca z rytmem natury i wystąpimy na przekór pogoni za tym co lepsze, nowsze, głośniejsze.
Grozdanovitch pokazuje, że w świecie nastawionym na ustawiczny ruch i rozwój, naprawdę ciężko nicnierobić, prawdziwie nicnierobić. Podkreśla jednocześnie, że gdy uda nam się to uczynić – staniemy się autentycznie szczęśliwi i spełnieni, a także - spokojni. Jego publikacji patronuje książka – w przeróżnym wydaniu. Autor co rusz odwołuje się do innych tekstów kultury, cytuje słowa wyrażające miłość do czytania i płynące z niej korzyści, a jednocześnie stara się unaocznić problem z jakim dziś się zmagamy: nie umiemy słuchać, zarówno ludzi, jak i książek. Skupiamy się na retoryce, miast skoncentrować swoją uwagę na prawowitym przekazie – przez co sami sobie czynimy krzywdę.
Refleksje Grozdanovitcha utrzymane są w tempie, jakie ten afirmuje – myśli snują się powoli, flegmatycznie, sennie, spokojnie przepływają jedna do drugiej, czyniąc książkę tę niezwykle poetycką, a nas samych niejako zmuszając do zachwytu nad najprostszymi przyjemnościami.
Publikacja ta jest jednak nierówna – o jej sile stanowią pierwsze felietony: czym dalej tym robi się mniej strawnie. Przestaje być wciągająco i inspirująco, a zaczyna… pusto? Nieinteresująco? Wynika to pewnie z moich preferencji czytelniczych. Wolałam czytać o książkach niż o meczach tenisowych, bardziej zajmowało mnie przyglądanie się myślom zapomnianych twórców niż prozaicznym wydarzeniom z życia, które tak naprawdę niczego nowego mi nie przekazały.
Bardzo podoba mi się odautorska wizja świata idealnego, w którym, by osiągnąć pełnię szczęścia i trwale się nią cieszyć wystarczy całymi dniami wylegiwać się na hamaku, podczytywać książki, pałaszować pyszne ciasta, a wszystko to w ogromnym ogrodzie, by nie zapomnieć o kontakcie z naturą. Wspaniale, ale… kto na to zarabia? Realia zostały przez autora chyba całkowicie pominięte, zapewniając nam oniryczną wędrówkę w sferę pragnień i niespełnionych marzeń;) A mimo to… było warto na chwilę się wyciszyć i oddać błogiemu nicnierobieniu.
Polecam tym, którzy lubią marzyć;)