poniedziałek, 1 sierpnia 2011

Kobieta bez twarzy – Anna Fryczkowska




Autorka, Anna Fryczkowska, to z wykształcenia italianistka, scenarzystka i dziennikarka. Swoje teksty najczęściej pisuje w kawiarniach. Do tej pory wydała dwie powieści obyczajowe. Ich piętno wyraźnie widać w jej najnowszym utworze Kobieta bez twarzy mającym z zamierzenia być kryminałem, posiadającym jednak znacznie więcej cech gatunku w jakim do tej pory specjalizowała się autorka.
Wydany w jednej z moich ulubionych serii Asy kryminału tekst stał się dla mnie zapowiedzią doskonale spędzonego czasu w doborowym towarzystwie grupy detektywów zajmujących się sprawą niewyjaśnionego morderstwa. Nic z tego. Anna Fryczkowska przerywa konwencję. W jej tekście nie znajdziemy pary specjalistów do spraw zabójstw. Rolę tę przejmuje główna bohaterka – Hanna Cudny. Gdy jej mąż popełnia samobójstwo, a ona sama popada w depresję, postanawia uporać się z rodzinną tragedią w całkowicie nowym środowisku. Wraz z dziećmi przenosi się do zaściankowej wsi – Świątkowic – którą pamiętała z dzieciństwa i która miała stać się dla niej i jej najbliższych idyllą, miejscem, które pozwoliłoby im stanąć na nogi i zapomnieć o tragedii jaka ich dotknęła. Niestety, już od pierwszych dni okazuje się, że spokój to ostatnia rzecz jakiej mogą tutaj doświadczyć. Hanna  zatrudnia się w szkole, jako nauczycielka angielskiego. Widmo śmierci nie opuszcza jej rodziny ani na moment. We wsi zaczyna dochodzić do niewyjaśnionych zaginięć, morderstw, a co gorsza – Wanda odkrywa, że ktoś z mieszkańców zamieszany jest w pedofilię i sprzedaż związanych z nią filmów. Jej odkrycie może sprowadzić na nią wielkie niebezpieczeństwo, jednak jakby tego było mało, jej dorastający syn, Maks, wplątuje się w satanizm i co noc dręczony jest koszmarami.

Narracja prowadzona jest dwutorowo – zarówno z perspektywy Hanki, jak i jej córeczki Michasi. Takie połączenie ukazuje wielki kontrast w postrzeganiu rzeczywistości przez kobietę dorosłą i małe dziecko. Jak się okaże nie zawsze wiek świadczy o większej dojrzałości i przenikliwości. Niewinność dziecięca zestawiona z psychiką kobiety po wielu trudnych przejściach robi wielkie wrażenie.
Mimo śmierci czyhającej za każdym rogiem, książka ta w kategorii „kryminał” wywarła na mnie mieszane wrażenia. Jako powieść obyczajowa z wątkami sensacyjnymi dostałaby ocenę bardzo wysoką. Jednak, jako, że została zaklasyfikowana do innej kategorii, muszę wytknąć kiepskie operowanie suspensem. Mało co zaskakiwało, akcja nie przyspieszała, nie prowadziła do nieoczekiwanych zwrotów. Utwór nie posiada tak zwanego pazura. Dopiero ostatnie sto stron zaczęło powoli zmierzać ku wartkiej akcji, jednak do mety nie dotarło.
Najbardziej jednak rozczarowujące okazało się zakończenie. Postać Miśki i jej zachowanie przywołało na myśl skojarzenia z Briony – jedną z bohaterek Pokuty Iana McEwana. Rozwiązanie, którego nie akceptuję. Nie akceptuję tego, że tak młoda dziewczyna pozwala sobie na potajemne podejmowanie pewnych decyzji za matkę, w dodatku za jej plecami. Wielkie naruszenie wolności, które bulwersuje mnie dlatego, że jak wiadomo, może mieć kolosalny wpływ na dalsze życie wielu osób, które o pewnych sprawach nie zostały poinformowane.  Jednak nie zdradzę o co tak naprawdę chodzi – przeczytajcie sami.
Osobiście mam nadzieję na kontynuację, w której dowiem się co dalej z Hanną i mieszkańcami Świątkowic.

Oprócz wątku kryminalnego, na którym osadzona jest cała historia, ksiązka porusza wiele trudnych tematów – problem dorastania, dojrzewania, zamknięcia się w sobie na skutek traumatycznych doświadczeń, satanizmu, opętań, samobójstw, pedofilii. Historia Wandy stała się pretekstem do podjęcia kwestii o wiele ważniejszych. Autorka krytykuje system, w którym mieszkańcy małych wiosek, choć wiedzą o sobie wszystko, w sytuacji podbramkowej zamykają usta, a zbrodniarze pozostają bezkarni. Krytykuje rzeczywistość, w której ludzie sami wymierzają sprawiedliwość, stają się samozwańczymi sędziami. Brak sielankowego zakończenia budzi wiele emocji, dzięki czemu książka z pewnością pozostanie w mojej pamięci na długo. Pewnie taki był plan – bo wraz z nią, choćby podświadomie, pozostaną myśli o podjętych tematach.

 Jako powieść obyczajowo-sensacyjną polecam, jako kryminał do jakich jesteśmy przyzwyczajeni – niekoniecznie. Jednak jako nowatorskie spojrzenie na temat – warto się zapoznać. Z pewnością nie będzie to czas stracony.
W ostatecznym rozrachunku ocena pozostaje wysoka.

4/6

Za egzemplarz recenzyjny serdecznie dziękuję Wydawnictwu Prószyński i S-ka.