wtorek, 7 sierpnia 2012

Między drugim i trzecim milczeniem – Jarosław Wawryków „Ziyo”


Tytuł: Między drugim i trzecim milczeniem
Wydawnictwo: Miniatura
Autor: Jarosław Wawryków "Ziyo"


Co mogę napisać w chwili, gdy zaczynam czuć, że bez poezji nie mogłabym już teraz żyć? Nie wiem, w którym dokładnie momencie to się stało, nie wiem kiedy ten mały urywek literatury tak bardzo zawłaszczył mnie dla siebie, że dziś nie widzę już poza nim świata. Nie ma spaceru bez dozy wierszy, nie ma zachodu słońca bez kilku wersów, nie ma poranka bez porcji strof.
Tę moją nową, małą fascynację literacką uświadomił mi tom wierszy Jarosława Wawrykowa „Ziyo” – Między drugim i trzecim milczeniem.
Chorwacja z poezją
Zawsze bałam się w poezji niezrozumienia, braku zgodności między mną a autorem; teraz wiem, że tak naprawdę to nie ma znaczenia, bo już samo obcowanie ze słowem uwrażliwia, wyostrza zmysły, wysubtelnia spojrzenie na rzeczywistość i otaczający świat. Sprawia, że wszystko nabiera innych kolorów i smaku. Poezja z tego tomiku stała się moim przewodnikiem po cichych, spokojnych wieczorach, spędzanych przy akompaniamencie cykad i delikatnego szumu Adriatyku; stała się dopełnieniem idealnych wakacji i uzasadnieniem dla słów: warto żyć.
Zanim całkowicie rozpłynę się nad dobrodziejstwami poezji, warto wspomnieć jednak co tak bardzo mnie dotknęło, co sprawiło, że ten rodzaj literatury od dziś stanie się nierozłącznym towarzyszem mojego życia, elementem, za którym tęsknota bywa rozdzierająca.
Jesteśmy słowem. Kochamy słowa.[1]
Nie ma poezji dobrej czy złej – jest poezja, która oddziałuje bądź nie na czytelnika.
Wawryków za pomocą swoich słów oddziałuje niezrównanie mocno.
Jego tomik oscyluje wokół tematyki codzienności w całej jej kwintesencji. Jest zbiorem niestroniącym od tematyki miłosnej, opisującej zarówno zbliżenia, jak i rozstania. Co zwraca uwagę szczególną, to jego nierówność: składa się nań jednocześnie gros tekstów w jakiś sposób negujących czy krytykujących religię, zabarwionych szczyptą wulgaryzmów, pokpiwania, sporą dawką cynizmu i sceptycyzmu, momentami odczuwalnego sardonicznego uśmiechu twórcy, a także teksty niezwykle liryczne, subtelne. Co rzuca się w oczy to postawa antyromantyczna podmiotu lirycznego – kpi z martyrologii, ma negatywny stosunek do polskości rozumianej w jej kontekście. W pierwszej części tomu regularnie pojawia się połączenie słów krew oraz pył, nadające spójności. W zbiorku tym nie brakuje także tekstów autotematycznych, które po raz kolejny przekonują mnie, że każdy autor ma w sobie pragnienie, by być głosem poetów, tłumaczącym ideę poezji, jej sens i znaczenie.
Wieczorne liryczne spacerowanie
Łatwo dojść do wniosku, że tomik ten jest wewnętrznie sprzeczny – raz chwali kłamstwo, za chwilę zwraca się ku prawdomówności; chwilami jest dosadny, momentami ciepły i niezwykle subtelny. Z całą pewnością nie jest to zbiór jednolity, znalazłam w nim nawet poważny stylistyczny błąd, którego żadną miarą nie da się zrzucić na karb formy. Wkradł się i jest, zabierając tym samym utworowi  Rozbitkowie ważność.[2]
Jeśli mam być szczera, o wiele bardziej przemówiła do mnie druga część tomiku – ta subtelna, delikatna, nie tak dosadna, bardzo liryczna. Warto jednak zapoznać się z całością, najlepiej zrobić to właśnie między drugim i trzecim milczeniem.
Polecam.



[1] Między drugim i trzecim milczeniem, Jarosław Wawryków „Ziyo”, Minatura, Kraków 2009, s.69.
[2] Tamże, s.11.