Pokazywanie postów oznaczonych etykietą lubimyczytac. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą lubimyczytac. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 20 stycznia 2019

Polskie piękno. Sto lat mody i stylu - Karolina Żebrowska



Świętowanie stulecia niepodległej Polski można przeżywać wielorako - biorąc udział w marszach, upamiętniając wszelkie działania zmierzające ku odzyskaniu niepodległości oraz jej utrzymaniu, zaczytywaniu się w literaturze narodowościowej. A gdyby tak przyjrzeć się temu, co przez miniony wiek stało się z polską modą? Jak się zmieniała wraz ze zmianą świadomości Polaków?

Taką propozycję ma dla Was Karolina Żebrowska - autorka książki Polskie piękno. Sto lat mody i stylu, będącej swoistym rozszerzeniem filmiku, który w bardzo szybkim tempie rozprzestrzenił się za pośrednictwem kanału autorki na YouTube.

Autorka to miłośniczka stylu vintage, a przy tym bardzo utalentowana (choć domorosła) kostiumolożka, autorka blogu Domowa Kostiumologia. 

Jej książka to modowy przewodnik po minionym wieku, zawierający nie tylko fotografie upamiętniające to, co kiedyś się nosiło, ale też dokładnie omawiający konkretne dziesięciolecia i wiodące wówczas trendy.

Wraz z Żebrowską prześledzicie zatem czasy, w których rządziły chanelki, hipiski, kowbojki, teksasy, turbany i wiele, wiele innych. Zobaczycie jak zmieniała się moda i jak wiele minionych trendów wybrzmiewa dziś, dostając niejako drugie życie - nie zawsze w całości, często jednak konkretne elementy wracają jako fragmenty współczesnych stylizacji. Autorka prezentuje sylwetki ikon stylu i szalenie ciekawie opowiada, łącząc słowo z obrazem. 

Książka wydana jest fenomenalnie - twarda oprawa, duży format, błyszczące kartki dobrej jakości - publikacja aż prosi się o to, by ją komuś podarować, sama prezentując się niezwykle stylowo.

Ogromna dawka wiedzy, ale też szalenie przyjemna podróż przez minione stulecie, z której wrócicie bogatsi o wiele inspiracji. Nie jest to książka wyłącznie dla fanów mody - każda osoba zafascynowana historią i zmieniającą się kulturą znajdzie w niej odpowiedź na wiele pytań.

Serdecznie polecam.




czwartek, 13 grudnia 2018

On - Zbigniew Lew-Starowicz


Zbigniew Lew-Starowicz po ogromnym sukcesie swych poprzednich książek, wraca z kolejną propozycją. Tym razem pod lupę bierze on męską seksualność i pod ostrzałem pytań Krystyny Romanowskiej obala wszelkie mity i stereotypy narosłe wokół męskiego narządu, ale też potwierdza niektóre informacje, które kiedyś mogliśmy gdzieś przeczytać lub usłyszeć.

Książka ta dedykowana jest kobietom, które zrozumieć chcą mężczyznę i jego erotyzm i znaleźć odpowiedź na wiele zagwozdek, które dotąd wydawały im się niewygodne, niedyskretne lub też nigdy nie przyszły im do głowy. Lew-Starowicz wnikliwie i szczerze opowiada o tym, do czego może doprowadzić mężczyznę brak seksu oralnego i co jest w nim tak wyjątkowego, o jakich jednostkach chorobowych może świadczyć brak nocnej i porannej erekcji, gdzie znajdują się męskie miejsca erogenne, czy mężczyźni udają orgazm i czym różni się on od kobiecego, jak dotykać partnera, by sprawić mu przyjemność i jaki wpływ na życie seksualne ma pornografia i masturbacja.

Wszystko to podane jest w sposób wyważony i elegancki, ale bez zbędnego owijania w bawełnę. Autor stawia na konkret, wypowiedzi popiera przykładami ze swojej praktyki lekarskiej, prezentuje możliwe scenariusze wynikające z różnych zachowań, dzieli się wieloletnim doświadczeniem, które pozwala mu na obiektywne spojrzenie na temat. W wielu miejscach miałam wrażenie, że jego interlokutorka chciała uzyskać inną odpowiedź, niż ta, której udzielał seksuolog, to jednak nie wybijało ani jej, ani jego z rytmu. 

Choć w dobie internetu wydawać by się mogło, że każda informacja jest na wyciągnięcie ręki, serdecznie polecam Wam książki Lwa-Starowicza, bowiem rzetelnie i jasno nakreślają świat intymny, o którym w sieci możecie przeczytać tyle prawdziwych doniesień, ile łgarstw. Warto zatem sięgnąć po publikację specjalisty, wiedzącego o czym mówi i mogącego poprzeć swą opinię wieloma argumentami - a to wszystko bez wulgarności, której często trudno uniknąć podczas poruszania tematów erotycznych.

Jeśli chcecie więcej dowiedzieć się o swoim partnerze lub szukacie prezentu na przykład na wieczór panieński - polecam (to szczególnie z praktyki księgarskiej).


sobota, 17 listopada 2018

Poczet królowych polskich - Anna Kaszuba-Dębska



Poczet królowych polskich to jedna z wersji herstory przeznaczona dla młodych czytelników. Jest ona odpowiedzią na Poczet królów polskich Matejki, napisaną i rozrysowaną w nowoczesnym stylu, nie zaś formą stylizacji. 

Ta niezwykła podróż w przeszłość, w którą porywa czytelnika Anna Kaszuba-Dębska, otwiera szereg drzwi, które dotąd były zamknięte. Umówmy się bowiem - nie każdy jest tak zakochany w historii, by wiedzę podręcznikową rozbudowywać o inne dostępne źródła. Tym bardziej, że dla większości uczniów od wieków (sic!) jest to przedmiot nużący, choćby nie wiem jak nauczyciel stawał na głowie. Dzięki autorce jednak, wiedza historyczna może być uzupełniona o to, co w podręcznikach się nie zmieściło, a co może okazać się prawdziwie interesujące i niewymagające nużących poszukiwań - szczególnie dla dziewczyn, które w historii pragną widzieć silne kobiece postaci, dzięki którym nasz kraj wygląda dziś tak, jak wygląda. Kobiety dumne, śmiało dążące do celu, zdeterminowane i pewne siebie, nie zaś eteryczne księżniczki: Rzepicha, Rycheza Lotaryńska, Kinga Apardówna, Elżbieta Bośniaczka i wiele, wiele innych.

Poznacie oblicza 25 polskich władczyń - mniej lub bardziej znanych - i to dosłownie, bowiem obraz łączy się tu ze słowem.


Pomysł na książkę nie jest żadnym novum, znamy wszak opracowania chociażby Bożeny Czwojdrak czy Marka Urbańskiego, jednak poczet królowych w wersji przystępniejszej dla młodszego czytelnika, to świeża odsłona. Ciekawym zabiegiem jest także oddanie głosu samym władczyniom - to one bowiem opowiadają same o sobie, nie ma tu żadnego wszechwiedzącego narratora, co z pewnością pozwoli czytelni(cz)kom wejść w skórę wypowiadających się postaci.

Jedynym mankamentem (choć może być on również czytany jako niewątpliwa zaleta) jest fakt, że notki biograficzne są stosunkowo krótkie, a ich jedyna funkcja to tak naprawdę rozbudzenie w czytelniku ciekawości postacią i zachęcenie go do dalszych poszukiwań źródłowych, by ją zaspokoić. Same opisy zawarte w książce są bardzo ogólnikowe, nierzadko oparte wyłącznie na legendach, przekazują tylko garść najważniejszych informacji, nad słowem dominuje zaś obraz. Sądzę jednak, że tak właśnie miało być - po to, by młodego odbiorcy nie zanudzić, lecz rozmiłować w historii i zachęcić do dalszych badań.

Polecam - warto tę pozycję mieć, wertować, posyłać dalej. 

Nić Ariadny. Mity i labirynty - Jan Bajtlik



Nić Ariadny. Mity i labirynty to kapitalny sposób na oswojenie mitologii greckiej. Książka ta, czerpiąc z motywu labiryntu pojawiającego się między innymi w opowieści o Minotaurze,  staje się jedną wielką zagadką do rozwikłania, w której na końcu każdego etapu podróży, poznamy kolejne postaci wywodzące się z mitologii greckiej. 

Podobnie jak niegdyś starożytni tkali historie mające objaśnić im otaczający ich świat, tak dziś my, idąc po nitce (Ariadny) do kłębka, przemierzymy labirynty ich wierzeń, dowiadując się jak według nich doszło do powstania świata i skąd pochodzi człowiek i inne stworzenia, jacy bogowie odpowiedzialni byli za konkretne dziedziny życia i jak przebiegało ich życie, a także gdzie źródło mają konkretne zjawiska pogodowe. 

Kapitalna w wydaniu jest jego koherentność - poznając mitologię, jednocześnie liźniemy sztuki, poznamy typową zabudowę, grecką czcionkę, sposób ubierania się, typowe zajęcia, zapoznamy się ze zwyczajami, a wszystko to podczas zabawy za źródło mającej najbardziej znany motyw greckiej mitologii, jakim jest właśnie labirynt, tu będący jedynie pretekstem i zaproszeniem do zgłębiania wiedzy. Każda strona odsyła do objaśnień znajdujących się na końcu książki, gdzie czytelnik będzie mógł nie tylko prześledzić drzewo genealogiczne bogów i herosów, ale także poznać losy konkretnych postaci i dowiedzieć się, czym dokładnie były mitologiczne stworzenia wyzierające z publikacji, m.in. gryf, hippalektrion, chaarybda, cydra lenejska czy pegaz.

Jan Bajtlik wykonał kawał dobrej roboty, ukrywając na kolejnych stronach tak wiele szczegółów, że niejeden dorosły złapie się za głowę, orientując się, ilu rzeczy nie wiedział. Jestem oszołomiona tym wydaniem i już widzę jego zastosowanie nie tylko w prywatnym obiegu, ale także jako środek dydaktyczny w szkole - przy omawianiu mitologii, nic nie sprawdzi się lepiej niż prześledzenie labiryntu Minotaura empirycznie, a i pozostałe zagadnienia i zagadki aż proszą się o to, by wpleść je w tok lekcji - ja na języku polskim, ale jest to również kopalnia pomysłów dla historyków. Kto wie, może za jakiś czas na podstawie książki powstaną plansze edukacyjne?  :) Ja wykorzystam tę książkę już na dniach, ciekawa jestem reakcji dzieciaków;)

Gorąco polecam - mitologia została oswojona przez Bajtlika w boskiej (sic!) formie.



piątek, 16 listopada 2018

Nie odpuszczaj - Harlan Coben


Po (bardzo) długiej przerwie od czytania Harlana Cobena, przyszło mi się zmierzyć z jego najnowszym tekstem - Nie odpuszczaj. Czy było warto powrócić do autora, w którym się kiedyś zaczytywałam?

Przed piętnastu laty doszło do tragicznych wydarzeń, który nigdy nie zostały do końca wyjaśnione. Na torach zginęło dwoje młodych ludzi, a ich bliska znajoma tego samego dnia zaginęła. Od tamtej pory życie mieszkańców miasta uległo wielkiej zmianie - wielu dręczyło sumienie, inni robili wszystko, by sprawę rozwiązać, podczas gdy kolejni dokładali wszelkich starań, by zapomnieć.

Ofiarami byli brat bliźniak detektywa Napa Dumasa wraz ze swoją dziewczyną, Dianą, córką miejscowego funkcjonariusza policji. Wielu w tragicznym wypadku upatrywało samobójstwa, inni byli przekonani, że nastąpił on wskutek upojenia lub narkotykowego odurzenia młodych. Dumas nigdy nie dał wiary tym wyjaśnieniom, dążąc do odkrycia prawdy za wszelką cenę. Tym bardziej, że w dniu wypadku zaginęła jego wielka miłość - Maura. 

Lata jednak mijały, a na sprawę nie padało żadne nowe światło. Wszystko zmieniło się w dniu, gdy w miasteczku ginie jedna z osób zaangażowanych w pewne stowarzyszenie z przeszłości. Nap po raz kolejny podejmuje się samozwańczego śledztwa, które tym razem doprowadzić ma go do wstrząsających odkryć. 

Szybko okaże się, że w sprawę zamieszanych jest o wiele więcej osób, niż ktokolwiek byłby skłonny przypuszczać, a mieszkańcy miasta od lat żyją na fasadzie kłamstw, którą zdołali zbudować, mając nadzieję, że nigdy nie przyjdzie im wyznać prawdy.

Książkę tę czytałam z prawdziwą przyjemnością - dawno nie miałam okazji sięgnąć po thriller, który byłby jednocześnie spokojny i pełen napięcia, a takie właśnie jest Nie odpuszczaj. Czytając, miałam nieustanne wrażenie niezwykłej filmowości tej historii - przed oczami przeskakiwały mi gotowe kadry filmowe, które aż proszą się o przeniesienie ich na ekran. Jestem przekonana, że prędzej czy później (zwłaszcza, że Netflix podpisał już umowę z Cobenem) będziemy mogli przyglądać się adaptacji lub ekranizacji i porównywać ją z własnymi wyobrażeniami. 

Niezwykła plastyczność opisów, bogactwo szczegółów i oddziaływanie na wyobraźnię, to niewątpliwe zalety tejże powieści. Nie wspomnę już o zwrotach akcji, które - choć możliwe do przewidzenia przez wprawionych czytelników - są jednak zmyślnie zaplanowane i bardzo sprawnie rozpisane.

Serdecznie polecam - bardzo dobry thriller, który wciąga od pierwszej strony, oferując rozrywkę na poziomie.


wtorek, 21 sierpnia 2018

Żyj wabi-sabi - Julie Pointer Adams


Od rana w moim domu unoszą się zapachy wyrastającego ciasta do pizzy, tarty z malinami, świeżo zaparzonej herbaty i bukietu zerwanego na działce. Dlaczego? Bo jestem pod ogromnym wręcz wpływem i wrażeniem mojej ostatniej lektury, książki Żyj wabi-sabi. Nie jestem wielką zwolenniczką poradników, czytałam o hygge, lagom, ikigai i choć elementy każdego z tych stylów życia znajdują odbicie w moim, to właśnie wabi-sabi zdaje się tym, co przekonuje mnie póki co najbardziej. 

Może dlatego, że podobnie jak autorka jestem zwolenniczką drzwi otwartych na oścież dla gości spodziewanych i niespodziewanych? Może dlatego, że lata temu odkryłam ogromną radość płynącą z gościnności, z bycia razem, pieczenia i gotowania dla odwiedzających mnie różnych przysmaków? Może dlatego, że kolory ziemi, morza, natury wpływają na mnie kojąco? Może dlatego, że uwielbiam otaczać się wytworami rąk ludzkich, przedmiotami, które coś mówią o mnie, moich pasjach i życiowych doświadczeniach?  Może dlatego, że uwielbiam wprost przebywać i jeść na świeżym powietrzu? Nie wiem, który z tych punktów jest tu odpowiedzią, zapewne każdy po trochu, pewne natomiast jest, że japońska sztuka odnajdywania piękna w niedoskonałości jest mi bliska.

Japończycy zachwycają się tym, co ulotne, co nosi znamiona użytkowania, ma historię i ślady życia z człowiekiem i towarzyszenia mu.

Autorka, Julie Pointer Adams, w książce Żyj wabi-sabi prezentuje podobny sposób cieszenia się z niedoskonałości i odnajdywania w nim piękna w różnych zakątkach świata. Porywa nas do Japonii, w której wszystko ma swoje źródło, do Danii, której hygge w wielu miejscach jest zbliżone do wabi-sabi, do Włoch, Francji i słonecznej Kalifornii.

Mój egzemplarz roi się od karteczek indeksujących - w pamięci chcę zachować nie tylko proste przepisy, ale również samą ideę gościnności, sposoby na bycie razem i uważność w różnych krajach, chcę zapamiętać kolory i faktury, które oddają filozofię wabi-sabi, w dużej mierze polegającej właśnie na zdolności koncentrowania uwagi, co przecież przychodzi nam coraz trudniej. 

Książka ta po raz kolejny przypomina, że w świecie zgiełku i przepychu szalenie istotna jest prostota, zwolnienie, wygospodarowanie czasu na to, co liczy się najbardziej, a tym samym rezygnacja z tego, co nie ma większego znaczenia dla budowania naszego szczęścia. Jakże często musimy sobie o tym przypominać! Sama łapię się na tym, że zamiast przeżywać, dokumentuję. Zamiast chłonąć zapachy i barwy tu i teraz, szukam dobrych ujęć, odbić rzeczywistości na przyszłość. To oczywiście nie jest złe, jest przecież pasją, jednak życie nie może się do tego ograniczyć, bo wówczas przeżywanie zredukujemy do minimum. 

I o tym właściwie jest ta książka. O intensywnym przeżywaniu życia wraz z innymi, o otwartym sercu, gościnności i uważności i sposobach, by każdy gość czuł się u nas jak u siebie - przytulnie, bezpiecznie, wiedząc, że może zostawić u nas swój sekret i swój ciężki dzień. 

Obserwuj otaczający Cię świat, zachwyć się nim, nie bój się dotyku i bądź serdeczny - tak niewiele wystarczy, by życie stało się piękniejsze.


Szczerze i gorąco polecam. 
 



poniedziałek, 20 sierpnia 2018

Uczciwa oszustka - Tove Jansson





Uczciwa oszustka Tove Jansson nie stanowi nowości, jest jednak kolejnym pięknym wznowieniem znanego już tekstu.

Autorka znana przede wszystkim z cyklu Muminki, to pisarka, której twórczość - bez względu na to czy dedykowana jest dzieciom, czy dorosłym - cechuje pewna niespieszność wyrażana na różne sposoby, odczytywana zarówno na poziomie języka, sposobu prowadzenia narracji, usposobienia postaci, jak i włączeniu przyrody w poczet bohaterów.

Nie inaczej jest w przypadku tejże pozycji. 

Przenosimy się do małej miejscowości znajdującej się nad skutą lodem zatoką, Västerby. Zima nie odpuszcza, śnieg sypie od miesięcy, a surowy klimat daje się we znaki mieszkańcom.

Miasteczko zamieszkuje pewna zamożna ilustratorka książek dla dzieci, specjalizująca się w rysowaniu królików. Stąd też jej willa nazywana jest przez sąsiadów Króliczym Domem. 

Chrapkę na niego ma Katri - była pracownica sklepiku, która mieszka wraz z bratem i owczarkiem niemieckim, do którego tylko ona może się zbliżać. Bohaterka uknuła cały misterny plan, którego celem jest zdobycie zaufania Anny, zamieszkania wraz z nią, a z czasem także zdobycie potrzebnych środków na spełnienie marzenia Matsa, jakim jest posiadanie własnej łodzi. Dotąd bowiem jej brat zajmował się jedynie ich budowaniem, pracując w szkutni braci Liljebergów. 

Samotna kobieta śpiąca na pieniądzach wydaje się łatwym celem. Katri zrobi wszystko, by w jej oczach stać się osobą godną zaufania.


Jansson po raz kolejny utkała powieść do lektury niespiesznej, której bohaterowie tak bardzo odstają od tego, co znamy, że nie sposób określić ich inaczej jak tylko dziwakami, na co niewątpliwy wpływ ma wyobcowanie i osamotnienie wynikające z położenia ich miejscowości. Każdy stara się tutaj grać pod siebie, nie zdradzając jednocześnie zbyt wiele, sporo kwestii załatwiając półsłówkami, by czasem nie powiedzieć zbyt wiele. Bohaterowie są złożeni, ich motywacje - poza Katri - niejednoznaczne i niepewne. 

Nie zrezygnowała również autorka z typowego dla siebie stylu, rozpoznawalnego zawsze i wszędzie, pozbawionego ozdobników, przegadania i przepychu. Sukces Jansson tkwi w prostocie, w umiłowaniu minimalizmu - w formie i treści. 

Polecam tę opowieść o kobietach, z których jedna zbyt ufnie podeszła do drugiej, a druga z łatwością wkupiła się w jej łaski, przyjmując rolę uczciwej oszustki. 




Inne ksiażki Tove Jansson na blogu:

Może Ci się również spodobać:
Szwecja okiem Polki - Muminkowy raj

wtorek, 14 sierpnia 2018

Będzie bolało - Adam Kay



Po ogromnej fali popularności książki Mali bogowie moda na teksty lekarzy / pacjentów / dziennikarzy podejmujących temat pobytów w szpitalu nie maleje. Czytelnicy, a co za tym idzie - pacjenci - są głodni wiedzy na temat tego, jak wygląda prawdziwe życie lekarza, co dzieje się za drzwiami, do których nie mamy dostępu, co tak naprawdę myślą lekarze, kiedy każą nam siedzieć długie godziny na izbie przyjęć.

Oto naga prawda, podana jednak zupełnie inaczej niż u Pawła Reszki. Będzie bolało to podszyte sporą dawką humoru i ciętej ironii zapiski byłego lekarza, który piął się latami po ścieżce lekarskiej kaiery, aż wreszcie dotarł do punktu, w którym powiedział "stop".

Gdybym nie przeczytała ostatniego rozdziału, mogłabym powiedzieć, że książka bawi do łez i powoduje skurcze brzucha wywołane eksplozją śmiechu. Epilog jednak - odmiennie niż całość, utrzymany jest w zupełnie innym tonie, co sprawia, że dramat Kaya wybrzmiewa niesamowicie,a całość pozostaje w naszej głowie na dłużej, niż pozostała by zabawna opowieść o ginekologicznych anegdotkach.

Zanim jednak dotrzecie do tego rozdzierająco smutnego momentu, czeka Was lektura ukazująca życie lekarzy w Wielkiej Brytanii, którzy już w wieku 14 lat muszą zadecydować o ścieżce swojej kariery. Rzuceni najpierw w wir trudnych studiów, a później na głębokie wody stażu i rezydentury, mogliby z łatwością zwariować z przemęczenia, odpowiedzialności spoczywającej na ich barkach i braku zrozumienia nawet wśród bliskich. Ludzie, którzy spędzają kilkadziesiąt godzin na nogach, operując non stop i decydując, który nagły przypadek jest ważniejszy od drugiego; osoby, które nie potrafią wziąć wolnego dnia na własny ślub; których związki rozpadają się, bo nie mają szans trwać. Kay o swoim lekarskim życiu, o ginekologicznych przypadkach z jakimi przyszło mu się mierzyć, o porodach, które nie zawsze przebiegały tak, jakby chciał, o pacjentach, których zachowanie często przyprawiało o dreszcze opowiada z taką swadą i humorem, że czyta się go z nieskrywaną przyjemnością, zastanawiając się nierzadko, co ludzie mają w głowach dokonując pewnych "zabiegów" na własnym ciele. 

Bawiłam się przednio, uśmiałam się szalenie, powtykałam do książki dziesiątki karteczek indeksujących, by co ciekawsze fragmenty podsuwać gościom. I w takim tonie mogłabym lekturę zakończyć, bardzo szybko o niej zapominając. To jednak, co serwuje autor na koniec, co stanowi gwóźdź do trumny jego decyzji o odejściu z zawodu, do tej pory we mnie rezonuje, dyskwalifikując jednocześnie książkę jako literaturę faktu o charakterze humorystycznym. 

To lektura, która jednocześnie bawi, wzrusza, przeraża i zasmuca. 

Bardzo dobra. Polecam! Na pewno nie jest odcinaniem kuponów od popularności książek w tej tematyce, lecz kandydatką na kolejny bestseller.



sobota, 11 sierpnia 2018

Pani Fletcher - Tom Perrotta



Eve Fletcher przekroczyła już magiczny próg czterdziestki i jak każda amerykańska kobieta na pewnym etapie swojego życia, zawozi właśnie ukochanego syna na studia. Jako że jakiś czas temu rozstała się ze swoim mężem, wyfrunięcie Brandona z rodzinnego gniazda, będzie dla niej nie lada sprawdzianem - zostanie bowiem całkiem sama, za jedyne towarzystwo mając swoich podwładnych, z którymi - jak dotąd - nie chciała się spoufalać. 

W samotności i z nudów ludzie robią różne rzeczy. Eve zaś znajduje się w epicentrum obu tych stanów. Na dodatek, po przypadkowym podsłuchaniu swojego syna odbywającego stosunek i używającego takiego języka, jakiego kobieta nigdy nie chciałaby słyszeć, bohaterka nie może pogodzić się ani z tym, że jej syn nie jest już małym chłopcem, ani z tym, w którą stronę zmierzają jego relacje, o których rozwój na pewno zadba w akademiku. Wychowany na pornografii Brandon daleki jest od czułości i wylewności w stosunku do kobiet. Z tego też powodu niezbyt dobrze idzie mu adaptacja w środowisku studenckim. Życie, którego pragnął, wygląda zgoła inaczej niż w jego wyobrażeniach ukształtowanych na podstawie amerykańskich filmów, pokazujących uniwersytet jako stolicę seksu bez zobowiązań, alkoholu i świetnej zabawy. 

Sama Eve zaś, po otrzymaniu sprośnego SMS-a z niewiadomego źródła, odkrywa pornograficzną stronę mamuśkodajnia.com. Ta odsłoni przed nią zupełnie nowe światy, o których istnieniu nie miała pojęcia, a które powoli ją uzależnią, czyniąc z niej zupełnie nową osobę - otwartą na nowe doznania, nieskrępowaną, wolną od pruderii kobietę na wskroś wyzwoloną, zdolną do kontaktów seksualnych w kolegami własnego syna. Czy jednak życie zdominowane przez uzależnienie od pornografii można uznać za godne pochwały? Jak każdy nałóg, także i ten niepostrzeżenie zabrał całą jej uwagę, zawładnął całym jej życiem, zniekształcił jej sposób postrzegania rzeczywistości i kazał szukać podtekstów tam, gdzie zupełnie ich nie było, skazując jej zdrowe - jak dotąd - relacje na zniszczenie. 

Eve nie była już smutną, spragnioną czułości rozwódką, lecz kobietą, która zaspokojenia szukała w największym internetowym bagnie, które erotyką bombardują na zawołanie, wypaczając związki międzyludzkie, ograniczając je do chwilowej przyjemności. Wędrówką Eve przez mamuśkodajnię towarzyszą refleksje nad kondycją kobiet, które tam widuje - jak się tam znalazły, co sprawiło, że zdecydowały się na nagranie filmów, które kiedyś mogą zobaczyć jej dzieci / znajomi? Czy dziś nie ma już absolutnie żadnej prywatności? Niestety, refleksje refleksjami, zaś nałóg nałogiem. Mimo że początkowo sama uważała pewne sprawy za niemoralne, za deprawujące i godzące w godność człowieka, teraz akt seksualny traktuje wyłącznie jako rozrywkę - choć sama usprawiedliwia się ciekawością. Perrotta pod płaszczem tej na pozór banalnej historii, zdaje się snuć rozważania nad pornografią, wpływem tejże na ludzkie relacje, na obraz samego siebie, na sam mechanizm uzależniania się, szukając wreszcie klucza do jej sukcesu - co sprawia, że nasz voyeryzm osiąga takie szczyty, że chcemy oglądać zupełnie obcych ludzi w sytuacjach najbardziej intymnych?

Poza pornografią pochyla się autor nad gender studies, a także homoerotyzmem. Słowa takie jak ciseksualny, aseksualny etc. przewijają się tu co rusz, każąc zastanowić się nad seksualnością w każdym jej wymiarze. W wątpliwość zdaje się też autor poddawać sens istnienia długotrwałych związków i zabiegania  relacje, skoro ich namiastkę możemy otrzymać w Internecie, a ewentualne potrzeby seksualne załatwić za sprawą setek aplikacji pokroju Tindera oferujących spotkanie i jednorazowy seks z kimkolwiek nam się zamarzy - erotyczna wersja fast-foodów. Fast-sex. 

Zamawiasz, chwilkę czekasz na odbiór zamówienia, konsumujesz, pozbywasz się opakowania. Wartości żadnych, ale za to głód został na chwilę poskromiony, powodując jednocześnie wyrzut endorfin. Po co nam coś więcej? Po co się starać?


Pani Fletcher jako całość stanowi gorzki komentarz do naszych czasów, w których wszystko wydaje się na opak, nic nie jest pewne i każdy może wszystko, emocje spychając gdzieś na samo dno, niczym niepotrzebny balast. Dążenie do czułości, stałości, obecności drugiej osoby, na której można polegać, zdaje się przeżytkiem, reliktem przeszłości. Historia czterdziestoparolatki i jej syna jest jedynie świadectwem tego, jak dziś żyjemy, dokąd zmierzamy i do czego może nas to doprowadzić. 


Myślę, że w Ameryce, gdzie "mama Stfilera" jest już oczywistym elementem popkultury, a słowo MILF nikogo nie burzy i nie dziwi, książka ta czytana będzie inaczej - ot, jako inteligentna powiastka o tym, co znane i stojące niemalże na porządku dziennym, komentarz do rzeczywistości. U nas, wciąż nieco jednak - mimo wszystko - stabuizowanym kraju, książka ta może budzić reakcje skrajne - od oburzenia, poprzez radość z podejmowanego przez nią tematu. Co prawda kobiety oglądają Gotowe na wszystko i często identyfikują się z bohaterkami, czy naprawdę chcą jednak byś nazywane "gorącymi mamuśkami"? Czy naprawdę dążą do takiego zamerykanizowania, jakie prezentują te produkcje?

Wygląda na to, że książka przez swą pieprzność i bezpośredniość zrobi sporo szumu. Może wydać się tak samo niezwykle celną diagnozą współczesnych bolączek, jak obrazoburczą próbą promowania pornografii, homoerotyzmu, zmiany płci oraz przygodnego seksu. Wszystko zależy od punku widzenia oraz interpretacji. Dla mnie to gorzki obraz tego, co nieuchronnie zatacza coraz szersze kręgi - rezygnowania z prawdziwych relacji w imię ich płytkich i egoistycznych namiastek dostępnych online. 

Czytając Panią Fletcher możecie zostać na poziomie rozrywki, możecie zaś sięgnąć głębiej, zastanawiając się, dokąd jako społeczeństwo zmierzamy.





piątek, 10 sierpnia 2018

Woda na sicie. Apokryf czarownicy - Anna Brzezińska


Woda na sicie Anny Brzezińskiej to lektura niepospolita. Wraz z autorką i jej bohater(k)ami przenosimy się do krainy mającej być odbiciem wczesnorenesansowej Italii, kiedy to ośrodkiem zainteresowania były wszystkie kobiety podejrzane o praktykowanie magii i życie podyktowane siłami nieczystymi, których stały się służebnicami.

La Vecchia jest jedną z nich. Tak przynajmniej sądzą przedstawiciele inkwizycji, którzy więżą ją, przesłuchują i poddają torturom, trwając w przekonaniu, że bękarcica odpowiedzialna jest między innymi za śmierć jednego z ich współbraci. I tak oto stajemy się współuczestnikami serii przesłuchań, z których dowiemy się o wiejskim pochodzeniu bohaterki, będącej córką miejscowej ladacznicy, kochanką pewnego ziemskiego dziedzica, siostrą dwu mężczyzn, których nie widziała od pamiętnej nocy, której streszczenie otwiera całą jej opowieść.

Oto jej matka została zamordowana i wybebeszona, ona sama zgwałcona przez zapijaczonych mężczyzn z zasłoniętymi twarzami, których rozpoznanie - nawet po latach - nie sprawiło jej żadnej trudności. Tej nocy stała się ona świadkiem zabicia smoka - potwora zbiegłego z cyrku, o którym po okolicznych wioskach krążyły niespotykane legendy - jedni dawali im wiarę, nieliczni uważali za podejrzane i wyssane z palca. Czy zabity faktycznie był mitycznym stworem? A może smok, którego widzieli był jedynie wytworem ich wyobraźni, projekcją tego, co wciąż im wmawiano?

La Vecchia, mimo że niepiśmienna, tak zmyślnie snuje swą opowieść, że nikt do końca nie wie - ani inkwizytorzy, ani sam czytelnik - kim tak naprawdę jest ta wyrzucona poza nawias społeczeństwa kobieta, która uchodzi za czarownicę. Jej zeznania są finezyjną próbą opowiedzenia wszystkiego w taki sposób, by nikt nie mógł jej niczego udowodnić. Bohaterka niezwykle kwieciście i szczegółowo tka narrację o tym, co ją spotkało, po to, by za chwilę równie zmyślnie temu zaprzeczyć, wyprowadzając przesłuchujących w pole i obnażając ich własną nieudolność. To oni - mimo że kształceni - jawią się przy niej jako nieporadni nowicjusze. Ona zaś - kobieta, bękarcica, ladacznica i być może czarownica - mami ich słowem i swą opowieścią, zadając kłam każdym oskarżeniom.

Brzezińskiej udało stworzyć się kapitalny zapis przesłuchań, który czyta się z niezwykłą wprost zachłannością - stanowi on bowiem nie tylko świadectwo osławionych praktyk inkwizycji, ale również studium osoby przesłuchiwanej, jej wyrazisty portret, którego nie sposób zniszczyć żadnemu z mężczyzn, będących tu jedynie tłem dla opowieści. Kobiecie gierki, słowna kokieteria, a wszystko to, by ocalić własne życie i wizerunek - i tak już przez wszystkich zdeptany i zszargany, to to, co za sprawą magii języka i nad podziw sprawnego władania piórem udało się osiągnąć autorce. 

Jest to jednocześnie świadectwo jej pisarskiej wprawy, jak i niezwykły prezent dla czytelnika znudzonego sztampowością i rozrywkową pulpą. 

Dobra rzecz, niemalże 400 stron nad wyraz 'smacznej' literatury, którą szczerze polecam. Literatura przez duże "L".

Premiera 5 września.  




wtorek, 7 sierpnia 2018

Ostre przedmioty - Gillian Flynn



Ostre przedmioty Gillian Flynn od lat cieszą się ogromną poczytnością wśród czytelników. Dzięki serialowi wypuszczonemu przez stację HBO, książka po raz kolejny doczekała się wznowienia, a wraz z nim - nowych czytelników.

Sama dość długo wzbraniałam się przed lekturą, uciekając od szumu wokół niej wytworzonego, teraz jednak, chcąc obejrzeć serial, gotowa byłam zmierzyć się z wydawniczym hitem.

Oto Camille Preaker, dziennikarka śledcza, wysłana zostaje przez swojego szefa do rodzinnego miasteczka, z którego przed laty - nie bez powodu - wyjechała. W nim to bowiem dochodzi do dwu bestialskich zbrodni popełnionych na małych dziewczynkach, którym pośmiertnie wyrwano zęby. Podejrzenia padają na kogoś przyjezdnego, bowiem nikt nie chce wierzyć, ze w mieście kryć może się tak okrutny morderca. Camille ma opisać toczące się śledztwo, zdobywając jak najwięcej informacji od ludzi, których już nigdy więcej nie chciała oglądać. 

Wind Gap jest bowiem mieściną niewielką, plotkarską, duszną od wzajemnych oskarżeń i fałszywej sąsiedzkiej dobroci. Bohaterka nienawidzi jej z całego serca, przede wszystkim ze względu na skomplikowane relacje z matką, których nie ułatwia śmierć jej małej, chorowitej siostry mająca miejsce przed laty. 

Gdy wraca do miasta swoich koszmarów, musi zmierzyć się nie tylko z matką, ojczymem i  z drugą, nastoletnią siostrą, ale także z niechęcią miejscowych, przełamywaną właśnie jedynie informacją o tym, kto jest jej matką. Kobieta bowiem niejako trzęsie całym miasteczkiem, gdyż to jej rodzina przed laty dała zatrudnienie większości mieszkańców. Dziś, wiedzeni fałszywą i przebrzmiałą wdzięcznością, otwierają się - mniej lub bardziej - przed Camille, dostarczając jej materiału u do artykułu.

Flynn udało się stworzyć opowieść duszną od małomiasteczkowych skomplikowanych relacji, snuta przez nią historia budzi niepokój, a każda kolejna relacja i wydarzenie są niczym puzzle, które powoli wskakują na właściwe miejsce układanki, dając czytelnikowi szansę na stworzenie własnej teorii dotyczącej morderstw. Wszystko to splecione jest z bieżącymi wydarzeniami, z trudnościami napotykanymi przez Camille niemalże na każdym kroku - z matczyną obsesją, z siostrzanym niezdrowym pragnieniem bycia w centrum zainteresowania i z jej okrucieństwem, które już dawno wyszło poza ramy tego, co dozwolone. Bohaterka mierząc się ze swoimi demonami, mozolnie buduje obraz wydarzeń minionych, odtwarza to, co zostało wyparte i odtwarza mozaikę ludzkich relacji i pragnień zanurzoną w odurzającej atmosferze Wild Gap. Czy ktoś jeszcze musi zginąć, by morderca został ujawniony? Co nim kieruje? Jakie ma motywy? W jaki sposób dobiera ofiary? Choć Camille nie jest detektywem, odpowiedzi, które uzyska, zjeżą jej włosy.

Flynn poza dobrze utkaną powieścią kryminalną, udało się świetnie odtworzyć obraz małomiasteczkowej społeczności, stanowiący bardzo mocną oś książki. Jeśli potrzebujecie oddechu od upałów i chcecie, by choć na chwilę coś zmroziło Wam krew w żyłach, po to, by za chwilę znów ją rozpalić - sięgajcie. Autorka bardzo sprawie gra na czytelniczych emocjach - wrażeń Wam nie zabraknie. 



poniedziałek, 6 sierpnia 2018

Kocham tylko tak - Kate Sterritt



Kocham tylko tak Kate Sterritt to typowa książka dla kobiet, z którą spędzić będziecie mogli przyjemne wakacyjne popołudnie - oddając się wzruszeniom, czytając o miłości i cierpiąc wraz z bohaterami, po to, by w końcu znaleźć ukojenie. 

Emerson Hart od najmłodszych lat spotykała się z Merekim - najpierw tworzyli parę zgranych przyjaciół, wraz z upływem czasu jednak ich dziecięca przyjaźń przerodziła się w młodzieńczą fascynację, a później miłość. Byli nierozerwalni. Planowali wspólną przyszłość, w której ona miała być wziętą malarką organizującą cieszące się powodzeniem wystawy, on zaś budowniczym wieżowców sięgających nieba. Realizacji ich planów zagroziło jedno spotkanie, po którym nic nie było już tak jak dawniej. 

Po latach, na drodze Emerson staje Josh - mężczyzna, który nie dość, że przypomina jej Merekiego, to jeszcze sprawia, że odżywają wszystkie jej młodzieńcze pragnienia, których nie zdołała spełnić. 
Kobieta jednak nie potrafi zaufać własnemu sercu i pozwolić odejść przeszłości, mimo że wszystko wokół zdaje się wołać, by poddała się temu, co nadeszło. Tym bardziej, że bohaterów łączy pewien niezwykły obraz pochodzący z czasów, gdy serce Emerson było jeszcze otwarte...

Nie jest to literatura wysokich lotów - ot, lekka powiastka na słoneczne dni, idealnie wpasowująca się letnie popołudnia na hamaku i wakacyjny odpoczynek. Niezobowiązująca, dostarczająca wzruszeń, a nawet zaskakująca swym finałem. Na urlop czy ogródek - jak znalazł. Znajdziecie w niej wszystko to, co oferować może literatura kobieca - uczucie, przeszłość naznaczoną cierpieniem i szansę na ponowne szczęście. Kocham tylko tak wybrzmiewa znanym rytmem, niby melodia, którą gdzieś już się zasłyszało i która przywodzi na myśl ciepłe wspomnienia. Z tego też powodu, mimo pewnej sztampowości, chce się ją czytać, chce się do niej wracać i wsłuchiwać w dobrze znany rytm, niczym w ulubioną piosenkę. 

Takich właśnie książek potrzeba na wakacyjny detoks od stresu i codziennego zabiegania - polecam zatem na sierpniowe dni. 


wtorek, 9 maja 2017

Czy wojna jest dla kobiet? [Słowik - Kristin Hannah]




Słowik od wielu miesięcy figuruje jako bestseller – mimo że od premiery minęło sporo czasu mierzonego prawami rynkowymi, książka cieszy się niesłabnącym zainteresowaniem.

Zasadne wydaje się w jej przypadku postawienie pytania o to, co sprawia, że tekst poświęcony II wojnie światowej, tematyce wszak wielokrotnie opracowanej i przepracowanej, zrzesza sobie tak wielkie grono czytelników. Czy jest to pokazanie jej oczami kobiet – jednostek słabszych, delikatniejszych, odsuwanych podczas walk (z niewielkimi wyjątkami) na dalszy plan? Czy jest to może świeże spojrzenie na to, co wojna czyni z człowiekiem i jego psychiką? Czy wreszcie jest to próba zarysowania najeźdźców jako takich samych ludzi jak mieszkańcy okupowanych krajów – słabych, lękających się o własne życie, stąd wykonujących rozkazy wyższych rangą?

(...)

Słowik – Isabelle Rossignol – to młoda, niezwykle atrakcyjna kobieta, która w obliczu wojny nie mogła i nie chciała pozostać bierna. Mimo oporów ze strony rodziny i ustawicznych prób przekonania jej, że obowiązkiem kobiety jest cierpliwie czekać, i że jej chęć niesienia pomocy nikomu nie pomoże, a może wręcz zaszkodzić, postanowiła włączyć się do ruchu oporu. W tajemnicy przed wszystkimi najpierw roznosiła propagandowe ulotki, później zaś podjęła się działań o wiele bardziej niebezpiecznych – przerzucania rannych lotników przez Pireneje. Dzięki jej kanałowi przerzutowemu, udało się ocalić stu siedemnastu pilotów.

(...)

W tym samym czasie siostra Isabelle, Vianne, z którą łączyły ją trudne relacje, zmuszona była osiedlić w swoim domu dwu oficerów niemieckich – pierwszy, wbrew opiniom innych, pomagał jej, jak tylko mógł. Ten jednak, który osiadł w jej domu po śmierci poprzednika, był przedstawicielem wszystkiego tego, co w najeźdźcy najgorsze – brutalności, bezwzględności, obsesyjnej kontroli. To za jego plecami kobieta ratuje życie żydowskim dzieciom, dla których podrabia dokumenty. Niebezpieczeństwo na jakie naraża siebie i swoją rodzinę nie jest jednak jej jedyną ofiarą – mieszkając u boku wroga, narażona jest ona na znacznie gorsze formy zapłaty za życie swoich najbliższych.

(...)

Autorka przedstawia codzienne życie w okupowanej Francji – pokazuje dylematy przed jakimi stały kobiety oraz tragiczne wydarzenia, które stały się ich udziałem – gwałty, poniżanie, głód, konieczność donoszenia na znajomych, by chronić własne życie i wiele innych traumatycznych doświadczeń. Nie jest jednak powieść Hannah pesymistyczna – pomiędzy dramatem wojny tli się bowiem miłość – rodzicielska, ojcowska, siostrzana, damsko-męska – i to ona napędza do działania, ona daje nadzieję i zmusza, by żyć.

(...)

Polecam – jako rewizję czasów wojny i poznanie wizerunku silnych kobiet biorących w niej udział; jako świadectwo pamięci i jako odświeżanie tego, co odległe, by uchronić przyszłość od podobnych błędów.

Szczególnie przypadnie do gustu kobietom – wszak to ich determinację podkreśla.


Czytaj całość: