Pokazywanie postów oznaczonych etykietą II wojna światowa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą II wojna światowa. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 9 maja 2017

Czy wojna jest dla kobiet? [Słowik - Kristin Hannah]




Słowik od wielu miesięcy figuruje jako bestseller – mimo że od premiery minęło sporo czasu mierzonego prawami rynkowymi, książka cieszy się niesłabnącym zainteresowaniem.

Zasadne wydaje się w jej przypadku postawienie pytania o to, co sprawia, że tekst poświęcony II wojnie światowej, tematyce wszak wielokrotnie opracowanej i przepracowanej, zrzesza sobie tak wielkie grono czytelników. Czy jest to pokazanie jej oczami kobiet – jednostek słabszych, delikatniejszych, odsuwanych podczas walk (z niewielkimi wyjątkami) na dalszy plan? Czy jest to może świeże spojrzenie na to, co wojna czyni z człowiekiem i jego psychiką? Czy wreszcie jest to próba zarysowania najeźdźców jako takich samych ludzi jak mieszkańcy okupowanych krajów – słabych, lękających się o własne życie, stąd wykonujących rozkazy wyższych rangą?

(...)

Słowik – Isabelle Rossignol – to młoda, niezwykle atrakcyjna kobieta, która w obliczu wojny nie mogła i nie chciała pozostać bierna. Mimo oporów ze strony rodziny i ustawicznych prób przekonania jej, że obowiązkiem kobiety jest cierpliwie czekać, i że jej chęć niesienia pomocy nikomu nie pomoże, a może wręcz zaszkodzić, postanowiła włączyć się do ruchu oporu. W tajemnicy przed wszystkimi najpierw roznosiła propagandowe ulotki, później zaś podjęła się działań o wiele bardziej niebezpiecznych – przerzucania rannych lotników przez Pireneje. Dzięki jej kanałowi przerzutowemu, udało się ocalić stu siedemnastu pilotów.

(...)

W tym samym czasie siostra Isabelle, Vianne, z którą łączyły ją trudne relacje, zmuszona była osiedlić w swoim domu dwu oficerów niemieckich – pierwszy, wbrew opiniom innych, pomagał jej, jak tylko mógł. Ten jednak, który osiadł w jej domu po śmierci poprzednika, był przedstawicielem wszystkiego tego, co w najeźdźcy najgorsze – brutalności, bezwzględności, obsesyjnej kontroli. To za jego plecami kobieta ratuje życie żydowskim dzieciom, dla których podrabia dokumenty. Niebezpieczeństwo na jakie naraża siebie i swoją rodzinę nie jest jednak jej jedyną ofiarą – mieszkając u boku wroga, narażona jest ona na znacznie gorsze formy zapłaty za życie swoich najbliższych.

(...)

Autorka przedstawia codzienne życie w okupowanej Francji – pokazuje dylematy przed jakimi stały kobiety oraz tragiczne wydarzenia, które stały się ich udziałem – gwałty, poniżanie, głód, konieczność donoszenia na znajomych, by chronić własne życie i wiele innych traumatycznych doświadczeń. Nie jest jednak powieść Hannah pesymistyczna – pomiędzy dramatem wojny tli się bowiem miłość – rodzicielska, ojcowska, siostrzana, damsko-męska – i to ona napędza do działania, ona daje nadzieję i zmusza, by żyć.

(...)

Polecam – jako rewizję czasów wojny i poznanie wizerunku silnych kobiet biorących w niej udział; jako świadectwo pamięci i jako odświeżanie tego, co odległe, by uchronić przyszłość od podobnych błędów.

Szczególnie przypadnie do gustu kobietom – wszak to ich determinację podkreśla.


Czytaj całość:


piątek, 5 maja 2017

Wakacje nad Adriatykiem - Zofia Posmysz



Wakacje nad Adriatykiem to poruszające świadectwo walki o kogoś bliskiego toczonej w czasach II wojny światowej, będące zbeletryzowaną formą powieści biograficznej.

Emocje potęguje przeplatanie historii czasami współczesnymi – oto bohaterka odbywa tytułowe wakacje nad Adriatykiem, wygrzewa się z mężem na (prawdopodobnie) chorwackiej plaży i en passant wspomina czasy okupacji – ciężkie, ponure, bolesne, tak bardzo nieprzystające do krystalicznie czystej adriatyckiej wody, głębi kolorów, gorącej kamienistej plaży oraz towarzystwa roześmianych urlopowiczów. Retrospekcje wywołane zostają przez zasłyszenie znanego języka i tembru głosu, nierozerwalnie kojarzącego się z piekłem Auschwitz.

Oto dwie kobiety przeżywające obozowe piekło, reprezentujące dwie różne postawy, spotykają się i stają się dla siebie oparciem. Jedna uparcie wierzy, że przetrwa, druga już dawno skazała się na śmierć, nie dając sobie żadnej nadziei. Silniejsza postanawia walczyć o słabszą, mimo że nie czas ku temu i nie miejsce.

Wraz z bohaterkami przemierzać będziemy ulice Auschwitz, zaglądać do Kolonii, przeżywać wszelkie choroby, boleści i tragedie życia obozowego, będziemy obserwować próby odarcia więźniarek z resztek człowieczeństwa i zastanawiać się, jak silny może być człowiek,

Pozycja ta wymaga od czytelnika całkowitego skupienia uwagi – język nie jest przejrzysty, nie jest łatwy, a nawet najmniejsze rozproszenie może wyrwać nas z lekturowego transu, w który winniśmy się wprowadzić, by w pełni zasmakować goryczy opisywanej historii inspirowanej życiem Zofii Posmysz.

Okładka jest doskonałą symboliczną zapowiedzią tego, czego możemy się spodziewać – pozorna idylliczność zestawiona jest na niej z obozowym piekłem – ptak symbolizujący jedną z bohaterek (w  zależności od interpretacji może to być zarówno Ptaszka – co wydaje się oczywiste – lub narratorka) wydaje się przesiadywać na gałęzi wiosennego, rozkwitającego drzewa. Ta sielskość zostaje jednak przekreślona, gdy podejdziemy bliżej – wówczas to, co braliśmy za gałązkę okaże się drutem kolczastym, w który ptak się zaplątał, i który go zniewala, a płatki znajdujące się w tle już dawno spadły z drzew i uschły. Podobne walki formy i kontrasty zdarzają się w książce co rusz – delikatność splata się w niej z okrucieństwem, nie dając chwili wytchnienia.

Wakacje nad Adriatykiem są wymagającą nowością wydawniczą, zmuszającą do czytania jej w odpowiednim czasie i dobrej kondycji psychicznej – inaczej mogłaby nas złamać.

Polecam. Niech pamięć pozostanie wciąż żywa.  







piątek, 22 kwietnia 2016

Wybrańcy – Steve Sem-Sandberg



Monumentalność Wybrańców w połączeniu ze świadomością tematyki książki może być bolesnym ciosem. Przy pierwszym zetknięciu, wiele wskazuje bowiem na to, że będzie to lektura przygniatająca ciężarem materii. Steve Sem-Sandberg ma jednak wielki dar, dzięki któremu przez jego zbeletryzowany dokument płynie się jak przez każdą świetnie skonstruowaną powieść.

Autor podejmuje się spisania historii dzieci kalekich, upośledzonych fizycznie i umysłowo, ciężko chorych neurologicznie, zwanych wybrańcami. W myśl idei przyświecającej II wojnie światowej – idei czystości rasy – osoby te zamykane były w szpitalu w Spiegelgrundzie, który teoretycznie ma za zadanie ich leczyć, w praktyce zaś, przy pełnym błogosławieństwie führera, powoli je zabija, uprzednio stosując serię brutalnych badań i eksperymentów. Jest to zatem wstrząsający przykład masowej eutanazji czy jak kto woli - egzekucji. 

Książka pomyślana została tak, by całość osnuć wokół historii życia pacjentów szpitala, na wzór których stworzona została na wpół fikcyjna postać chłopca, który przeżył  – Adriana –  oraz siostry od początku pracującej u boku kolejnych lekarzy – Anny Katschenki. Ich losy są splecione – zarówno w rzeczywistości szpitalnej, jak i później, już podczas powojennych procesów ujawniających dramatyczne wydarzenia mające miejsce w ośrodku opiekuńczo-wychowawczym w austriackim Spiegelgrundzie. Chłopak, wcale nie tak bardzo ociężały i opóźniony jak sądzono, poradził sobie z trudną codziennością w szpitalu, wielokrotnie udowadniając (na przykład podczas ucieczki), że niełatwo będzie go ugiąć.


Wybańców czyta się bardzo dobrze. Zdziwieni? Wszystko to za sprawą autorskiej narracji. Ton jest reporterski, suchy, surowy i odarty z emocji, jednak właśnie dzięki takiemu przedstawieniu faktów, historia robi na odbiorcy tym większe wrażenie. To, co musiały przeżywać dzieci, z których oczyszczony miał być naród, było horrorem.

Lekturze stale towarzyszy wyparcie, bez którego nie sposób byłoby przez nią przebrnąć. Czytelnik stale „zapomina”, że opisane wydarzenia zdarzyły się naprawdę. Gdy jednak raz po raz brutalnie to sobie przypomina, czuje przejmujące dreszcze, włos jeży mu się na głowie, a wściekłości ukierunkowanej na sprawców nie ma końca. Tych momentów nie jest jednak wiele, książka bowiem wciąga tak bardzo, że z łatwością można oszukać mózg, który ma wrażenie, że czyta o świecie zmyślonym, w którym to brutalność stoi na porządku dziennym, stąd łatwo się z nią pogodzić. Ten sposób czytania sprawia, że lekturę bardziej niż emocjonalnie przeżywałam rozumowo. Wszystko działo się na poziomie racjonalnym, wyzuta byłam z emocji, co nie tyle świadczy o znieczulicy, ile  o tym, jak przejmująca jest to opowieść, jak bardzo trzeba oszukiwać samego siebie, by z bezsilności lektury nie porzucić i dotrwać do końca, poznając losy wybrańców.


Polecam, lojalnie ostrzegając: nie będzie łatwo.



piątek, 26 czerwca 2015

Przygody Tintina. Afera Lakmusa – Herge


Tintina znam z filmu, który opiewa jego przygody, a którego nawet nie widziałam. Z  komiksami jestem na bakier. Jak to się zatem stało, że sięgnęłam po publikację łączącą w sobie wszystko, czego dotąd nie znałam? Lubię nowości i nowe spojrzenie na to, z czym dotąd nie tyle nie chciałam się zapoznać, ile nie miałam okazji.

Afera Lakmusa zwróciła moją uwagę, bo zapowiadała intrygę na miarę dobrego kryminału, co skutecznie przełamało mój opór.

Kapitan i Tintin stają w obliczu przedziwnego zjawiska. Oto w  Księżymłynie, na skutek koincydencji – podczas burzy, dochodzi do dziwnych wydarzeń – pękają szyby, roztrzaskują się kieliszki, mleczarz traci swój dorobek, bo wszystkie butelki niszczą się na jego oczach. Bohaterowie sądzą, że padli ofiarą dziwnego zamachu. Szybko jednak okazuje się, że sprawa wiąże się z czymś o wiele bardziej niebezpiecznym – oto Lakmus zdołał stworzyć urządzenie pożądane w czasie II wojny światowej, mające zmienić oblicze walk zbrojnych – na odległość miało mieć ono zdolność niszczenia czołgów bez konieczności bezpośredniej interwencji. Nie dziwi zatem, że każdy kraj chce mieć dostęp do planów maszyny, które pragnie zdobyć za wszelką cenę. Jak z tą sytuacją poradzą sobie bohaterowie? Czy Lakmusowi uda się ochronić dostęp do planów maszyny, które tak skrzętnie ukrywa? Jaki wpływ na bieg historii będzie miał jego wynalazek?

Gwarantuję, że emocji i zwrotów akcji nie zabraknie.


Jestem bardzo pozytywnie zaskoczona swoim odbiorem publikacji i z prawdziwą przyjemnością rozpocznę nadrabianie komiksowych zaległości – widzę, że wiele mnie ominęło.


Polecam serdecznie – zarówno Wam, jak i młodszym, dla których intrygi i tajemnice to ulubione cechy dobrej lektury. To świetna propozycja, szczególnie, jeśli wciąż nad ilość tekstu przekładacie ilość ilustracji uzupełniających przekaz.